Bielsk Podlaski. CBA zatrzymało prezesa Bielmleku i dwóch członków zarządu spółdzielni. Znamy zarzuty

Andrzej Matys
Andrzej Matys
bielmlek.com.pl
Udostępnij:
W środę rano (20.10) na polecenie Prokuratury Regionalnej w Warszawie funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali trzy osoby z zarządu Spółdzielni Mleczarskiej Bielmlek w Bielsku Podlaskim. Chodzi o prezesa mleczarni i byłego senatora Tadeusza R. oraz członka zarządu Piotra Ż. i głównego księgowego Mikołaja R.

Do zatrzymania trzech osób z kierownictwa bielskiej mleczarni doszło (jak podaje CBA) na terenie województwa podlaskiego, co prawdopodobnie oznacza m.in. Bielsk Podlaski, w którym mieszka prezes Bielmleku. Po zakończeniu przeszukań w ich domach, zatrzymani zostaną doprowadzeni do prokuratury w Warszawie, gdzie prawdopodobnie usłyszą zarzuty dotyczące działania na szkodę spółdzielni przez podejmowanie niekorzystnych ekonomicznie decyzji.

Przed siedzibą bielskiego Bielmleku, rolnicy-udziałowcy spółdzielni zbierali podpisy pod wnioskiem o zwołanie walnego zgromadzenia. Chcieli też widzieć, kiedy spółdzielnia zapłaci im za dostarczane mleko. Nadal nie wiedzą, bo prezes Bielmleku Tadeusz Romańczuk już kolejny raz nie spotkał się z nimi, a biuro było zamknięte.

Bielsk Podlaski: Protest przed Bielmlekiem. Upadłość spółdzi...

Czytaj również:

Na szkodę interesów Bielmleku

- Prokuratura zamierza przedstawić Tadeuszowi R. zarzuty działania na szkodę interesów majątkowych Spółdzielni Mleczarskiej „Bielmlek” w okresie od kwietnia 2014 roku do listopada 2019 roku, w tym przez nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązków, jako prezes zarządu spółdzielni oraz jako osoba nieformalnie zajmująca się jej sprawami majątkowymi, w okresie od września 2018 roku do lipca 2019 roku. Dotyczą one m.in. podejmowania nieuzasadnionych ekonomicznie decyzji wiążących się z obciążaniem Bielmleku wysokonakładowymi inwestycjami, zaciąganiem kredytów czy innych zobowiązań finansowych, bez możliwości ich spłaty - informuje rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Warszawie Marcin Saduś i dodaje: - Szereg działań na szkodę spółdzielni doprowadził do ogłoszenia jej upadłości i wyrządzenia w jej mieniu szkody majątkowej w wysokości blisko 80 mln zł.

Jeśli zaś chodzi o pozostałych zatrzymanych, to Piotr Ż. usłyszy zarzuty działania na szkodę spółdzielni w okresie od kwietnia 2014 roku do lutego 2016 roku w związku z pełnioną funkcją członka zarządu, zobowiązanego do zajmowania się jej sprawami majątkowymi.
Z kolei Mikołaj R., główny księgowy bielskiej mleczarni, usłyszy zarzuty dopuszczenia do sporządzenia, wbrew przepisom ustawy o rachunkowości, nierzetelnych sprawozdań finansowych, poprawiających obraz wyników księgowych.

- Zarzuty obejmują również ułatwienie Tadeuszowi R. i innym osobom pomocy przy wyłudzeniu wsparcia finansowego z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz kredytów z Banku Ochrony Środowiska - dodaje Marcin Saduś.

Czytaj również:

Według zapewnień rzecznika, ofiarami działalności trójki zatrzymanych mężczyzn stali się rolnicy, którzy nie otrzymali od spółdzielni pieniędzy za dostarczane mleko. Z kolei dla rolników, którzy pozostawali członkami spółdzielni, jej bankructwo oznaczało ryzyko udziału w długach SM Bielmlek.

- Po przesłuchaniu zatrzymanych, prokurator podejmie decyzję w przedmiocie zastosowania środków zapobiegawczych - przyznaje rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Bo nie dostali pieniędzy

Według stwierdzeń rzecznika, ofiarami działalności podejrzanych stali się rolnicy, którzy nie otrzymali od spółdzielni pieniędzy za dostarczane mleko. Z kolei dla rolników, którzy pozostawali członkami spółdzielni, jej bankructwo oznaczało ryzyko udziału w długach SM Bielmlek.

- Po przesłuchaniu zatrzymanych, prokurator podejmie decyzję w przedmiocie zastosowania środków zapobiegawczych - przyznaje rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

- O sprawie Bielmleku mogę powiedzieć tylko tyle, że dobrze się stało, iż udało się pomóc rolnikom w kwestiach zaległych wypłat za mleko i dopłat do udziałów. Natomiast o ostatnich działaniach wymiaru sprawiedliwości związanych ze spółdzielnią jako poseł, nie Biel mleku mogę się wypowiadać - stwierdził poseł Lech Kołakowski, z którego inicjatywy rząd przyjął rozporządzenie o pomocy dla rolników upadłych spółdzielni mleczarskich.

Czytaj również:

Prezes i zarząd owszem, a co będzie z radą?

- Słyszałam i czytałam o zatrzymaniu prezesa Bielmleku i dwóch członków zarządu. Byłam święcie przekonania, że na tego człowieka i zarząd chyba nie ma możliwości, by doprowadzić do pełnego wyjaśnienia, jak to się stało, że Bielmlek wpadł w takie tarapaty. Tym bardziej, że niedawno Skarb Państwa, na mocy specjalnego rozporządzenia kolejny raz wydał pieniądze na spółdzielnię. Mówię o spłacie udziałów i wypłacie części pieniędzy za mleko, bo nie wszyscy je dostali i nie w pełnej kwocie zaległości. Tymczasem do dzisiaj nie było żadnych wiadomości o tym, kto za tragiczną sytuację mleczarni może odpowiadać. Ja oczywiście rozumiem, że zatrzymanie przez CBA i postawienie zarzutów przez prokuraturę jeszcze nic nie znaczy, bo trzeba wszystko udowodnić, ale zdaję sobie sprawę z tego, że CBA i prokuratura nie rzucają słów na wiatr. Istnieje jednak cień nadziej, że osoby winne temu, co stało się z naszą mleczarnią, poniosą odpowiedzialność - komentuje Monika Łęczycka, dostawca mleka do Bielmleku i współorganizatorka protestów rolników przed siedzibą spółdzielni, m.in. w związku z podwyższeniem udziałów.

Jej zdaniem (i zdaniem innych naszych rozmówców) prokuratura powinna zainteresować się również działalnością Rady Nadzorczej Bielmleku, bowiem to jej członkowie współorganizowali pracę spółdzielni i podpisywali zgody na zaciąganie kolejnych kredytów. Jak mówią, to także członkowie rady nadzorczej podejmowali różne decyzje, w tym o podwyższeniu udziałów z 50 do 100 tys. zł. - Prezes zawsze tłumaczył, że nie działa sam, a robi wyłącznie to, co wynika z ustaleń rady - mówią zgodnie byli członkowie upadłej mleczarni.

Rolnicy nie kryją też, że Tadeusz R. może szybko wrócić do Bielska, bo - jak twierdzą - nie po to prezes gromadził przez lata dokumentację o złym stanie zdrowia, by trafić do aresztu. - Chcieliśmy się z nim spotkać i rozmawiać, ale zawsze, gdy organizowaliśmy protest okazywało się, że prezes właśnie leży w szpitalu lub jego stan zdrowia uniemożliwia spotkanie z nami - twierdzą rozżaleni.

Czytaj również:

- Dziwna sytuacja w Bielmleku działa się cały czas. Tylko że przez lata prezes kredytując bieżącą działalność z instytucji związanych z rządem był w stanie sprawiać złudne wrażenie, że wszystko jest w porządku. Źle w Bielmleku zaczęło się dziać chyba od 2015 roku, gdy zmieniono operatora bankowego z Deutsche Banku na BOŚ. Wszyscy rolnicy związani z Bielmlekiem mają nadzieję, że to zatrzymanie prezesa przyniesie jakieś efekty. Chociaż, skoro prezes chwalił się, że jego obrońcą jest mec. Giertych to być może długo w Warszawie nie zabawi. Albo ze względu na stan zdrowia (na co użalał się kiedyś w rozmowie ze mną), albo z jakichś innych przyczyn - mówi rolnik z okolic Bielska Podlaskiego, który prosi o zachowanie anonimowości.

Były senator i wiceminister, i ciągle prezes

Przypomnijmy, prezesem SM Bielmlek od lat jest Tadeusz R. To były senator PiS, były członek tej partii i były wiceminister rolnictwa, którego na czas kariery w rządzie zastąpiła córka. Gdy latem 2019 roku w spółdzielni zaczęło się dziać źle - Tadeusz R. wrócił.

Powodem kłopotów Bielmleku był brak pieniędzy m.in. na wypłaty dla załogi i dla rolników za dostarczone mleko. Ci wielokrotnie protestowali przed siedzibą mleczarni, ale prezes nigdy do nich nie wyszedł. Na spotkanie zdecydował się raz, po namowach Aliny Sobolewskiej, zarządcy majątku mleczarni w czasie restrukturyzacji. To właśnie wtedy prezes Bielmleku zapewnił, że CBA nie dopatrzyło się w jego działaniu żadnych nieprawidłowości, a spółdzielni upadek nie grozi.

Poza tym rolnicy nie godzili się na podniesienie (bez ich zgody) wartości udziałów w SM Bielmlek z 50 do 100 tys. zł. Ich zdaniem było to działanie sztucznie zwiększające wartość spółdzielni na papierze, by zarząd mógł zaciągnąć kolejny kredyt. Uważali (i uważają), że największe problemy mleczarni zaczęły się wraz z budową kosztownej inwestycji, jaka była proszkownia mleka (ok. 120 mln zł).

Czytaj również:

Banki zakręcają kurki z pieniędzmi

Wobec poważnych kłopotów finansowych (banki odmówiły udzielania dalszych kredytów i żądały spłaty już zaciągniętych), jesienią 2019 roku w mleczarni rozpoczął się proces restrukturyzacji. Jej zadłużenie sięgało 250 mln zł przy wartości majątku o 100 mln zł mniejszej. Światełkiem w tunelu miało być przejęcie Bielmleku przez OSM Piątnica.

Co ciekawe, gdy w październiku 2020 roku zarządca ogłosiła, że szuka chętnych na majątek mleczarni, zarząd mleczarni zawiadomił prokuraturę i CBA o możliwości popełnienia przestępstwa z powodu sanacji i restrukturyzacji. Zarząd i prezes Romańczuk mieli też za złe wierzycielom, że przestali kredytować działalność mleczarni. A najwięksi wierzyciele bielskiej spółdzielni to: BOŚ, NFOŚiGW i Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Pierwsza z trzech rządowych instytucji pożyczyła mleczarni 30 mln zł, druga - 65 mln zł, a trzecia poręczyła kredyt. Pozostali to m.in. pracownicy, OSM Piątnica, ZUS i bielski magistrat.

Dwa razy prawie się udało, więc po raz trzeci

Zgodą na transakcję z OSM Piątnica wydał (w listopadzie 2020 r.) UOKiK, ale ostatecznie inwestor zrezygnował m.in. z powodu wysokiego ryzyka związanego z kosztami funkcjonowania mleczarni. Zarządca majątku podpisała więc umowę dzierżawy ze spółką Laktopol, czyli drugą z firm zainteresowanych majątkiem Bielmleku.

Czytaj również:

Tyle że, zaraz potem zabrakło pieniędzy na prowadzenie postępowania restrukturyzacyjnego i dalsze funkcjonowanie zakładu. Dlatego w styczniu 2021 roku Sąd Rejonowy w Białymstoku restrukturyzację umorzył, a w marcu ogłosił upadłość SM Bielmlek. Wyznaczył też syndyka masy upadłości i wezwał wierzycieli by zgłaszali swoje wierzytelności wobec bielskiej mleczarni. Syndyk szybko zaczął wzywać spółdzielców (około 800 osób) do wpłaty zaległych udziałów domagając się wyrównania do kwoty 50 tys. zł. Rolnicy zareagowali na to różnie, jedni płacili, a inni odmawiali zapowiadając procesy.

Jednak, ponieważ Laktopol nadal był zainteresowany Bielmlekiem, w maju tego roku syndyk podpisał z nim umowę dzierżawy (z prawem pierwokupu) z czynszem 10 tys. zł miesięcznie, który miał wzrastać w kolejnych okresach do 30 i 50 tys. zł. W czerwcu, po audycie biegłych, okazało się, że majątek mleczarni jest wart 150 mln zł przy długach, które sięgają prawie 270 mln zł.

Natomiast pod koniec lipca, rząd - po interwencji posła Lecha Kołakowskiego - przyjął rozporządzenie, które gwarantowało rolnikom pieniądze z ARMiR na rozliczenie się z Bielmlekiem w opłatach za mleko i spłatę zaległych udziałów w spółdzielni.

Pożar w proszkowni, prezes w Sejmie, a Laktopol już nie chce

We wrześniu w proszkowni Bielmleku wybuchł pożar. Prokuratura Rejonowa w Bielsku Podlaskim wszczęła w tej sprawie śledztwo, które ma ustalić przyczyny pożaru i rozmiar strat. Tymczasem Laktopol najpierw zaproponował, że może kupić mleczarnię za 85 mln zł, a w zeszły piątek (15.10) spółka wysłała syndykowi masy upadłości formalne pismo, w którym rezygnuje z dzierżawy bielskiej mleczarni. Powodem mają być wady ukryte, czyli stan instalacji, której zwarcie - według biegłego wynajętego przez Laktopol - miało doprowadzić do pożaru.

Czytaj również:

Niespełna tydzień później prezes Bielmleku uczestniczył w obradach sejmowej komisji rolnictwa. Mówił m.in., że największe kłopoty spółdzielni zaczęły się w listopadzie 2019 roku, gdy BOŚ nagle zażądał zwrotu kredytów (które nie były wymagalne). Zaraz zaczęło się śledztwo CBA w sprawie niegospodarności, a potem 690 dostawców mleka miało odeszło z Bielmleku. Prezes bielskiej spółdzielni wskazał też na bardzo szybkie działanie sąd gospodarczego.

- Rano wpływa wniosek, w południe jest posiedzenie sądu, a o godz. 14 komornik egzekwuje należności, z którymi spóźniliśmy się o dwa dni. To są twarde dowody, które ja mam w tej chwili - zapewniał posłów Tadeusz R., a skutkiem jego uczestnictwa w komisji był wniosek o to, by sprawę upadłości bielskiej mleczarni zbadała NIK.

Dodajmy, że prezes Bielmleku już dwa lata temu skarżył się m.in. rolnikom, że są na niego składane donosy do prokuratury. Jak nam przyznał w rozmowie, wszystkie sprawy zostały umorzone. W mleczarni, już wcześniej, kilka razy gościli agenci CBA. Przeszukiwali też mieszkanie Tadeusza R. i jego córki, która przez pół roku zastępowała go na fotelu prezesa.

Senior w sieci - Internet nie tylko dla młodych KOMENTARZ

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
23 października, 11:03, Gość:

"Chodzi o prezesa mleczarni i byłego senatora Tadeusza R. "

Gwoli ścisłości chodzi o SENATORA Z PISU! Autorze, nie zmieścił się ten skrót? Gdyby był to senator z PO, to byłoby o tym w co drugim zdaniu, w dodatku odmieniane przez wszystkie przypadki. Panie Matys, jesteś pan żałosny! Pamiętaj pan, że pis nie będzie wiecznie rządziło, ta partia to nie Lenin.

Czego się spodziewasz po gazecie Obajtka i PiS-u?!

G
Gość
"Chodzi o prezesa mleczarni i byłego senatora Tadeusza R. "

Gwoli ścisłości chodzi o SENATORA Z PISU! Autorze, nie zmieścił się ten skrót? Gdyby był to senator z PO, to byłoby o tym w co drugim zdaniu, w dodatku odmieniane przez wszystkie przypadki. Panie Matys, jesteś pan żałosny! Pamiętaj pan, że pis nie będzie wiecznie rządziło, ta partia to nie Lenin.
G
Gość
Tak rządzą ludzie PiS.
G
Gość
Teraz temu Panu oraz jego rodzinie powinni zająć majątek.
G
Gość
Zatrzymali, w gazetach napisali a sądach przez 10 lat będą wałkowali. Słowo wałkowali użyte nieprzypadkowo.
Dodaj ogłoszenie