Pożar w Bielmleku. Tadeusz Romańczuk: Ostrzegałem, że to się może zdarzyć (zdjęcia)

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Pożar w mleczarni Bielmlek w Bielsku Podlaskim. Płonął dach suszarni. Strażacy walczyli z ogniem na wysokości 40 metrów. - Ostrzegałem, że to się może zdarzyć - mówi prezes Spółdzielni Mleczarskiej Bielmlek Tadeusz Romańczuk
Pożar w mleczarni Bielmlek w Bielsku Podlaskim. Płonął dach suszarni. Strażacy walczyli z ogniem na wysokości 40 metrów. - Ostrzegałem, że to się może zdarzyć - mówi prezes Spółdzielni Mleczarskiej Bielmlek Tadeusz Romańczuk Wojciech Wojtkielewicz / Krzysiek F.
W czwartek (9.09) po godz. 15 w Spółdzielni Mleczarskiej Bielmlek wybuchł pożar. Ogień pojawił się w proszkowni. Ugaszono go po prawie sześciu godzinach. W piątek strażacy razem z policją i syndykiem prowadzili oględziny, by ustalić przyczynę pożaru i szacować straty. – Sprzedaż majątku Bielmleku odsunie się na czas trudny do określenia - przyznaje Józef Gliński, syndyk upadłej mleczarni. Prezes Bielmleku zapowiada doniesienie do prokuratury.

Jak dowiedzieliśmy się w stanowisku kierowania bielskiej komendy PSP, strażacy zgłoszenie o pożarze w Bielmleku otrzymali o 15.27 z numeru 112. Na miejsce wysłano zastępy wozy w Bielska, do których szybko dołączyły zastępy z okolicznych OSP, z Hajnówki oraz grupa operacyjna z Białegostoku (z wysoką drabiną), więc ostatecznie pożar gasili strażacy z 17 zastępów.

Paliło się w środku i na zewnątrz

Paliła się proszkownia, a ogień początkowo pojawił się na III i IV piętrze budynku dzierżawionego przez Laktopol. Jeszcze przed przyjazdem straży, pracownicy odłączyli prąd i ewakuowali dziewięć osób. Akcję gaśniczą prowadzono i wewnątrz i na zewnątrz budynku, na dużej wysokości, bowiem ogień przeniósł się na dach (na wysokości 38 m).

Po zakończeniu akcji okazało się, że ogień objął instalację do suszenia, która po niedawnej awarii została oczyszczona. Dzierżawca przygotowywał się bowiem do uruchomienia produkcji proszku i używał jej testowo.

Według wstępnych ocen, pożar strawił około 100 mkw. dachu, 200 mkw. płyt elewacji, a uszkodzeniu uległy też nagrzewnice do mleka w proszku, wentylatory i komputerowa serwerownia. W piątek (10.09) trwały oględziny w proszkowni, w których uczestniczyli strażacy, rzeczoznawca, policjanci i syndyk, a ich zadaniem było ustalenie przyczyny pożaru i oszacowanie strat.

- Z informacji, które uzyskałem w czwartek późnym południem z Laktopolu wynika, że nie prowadzono tam produkcji, a jedynie przygotowywano się do niej. Niemniej coś ten pożar wywołało i dla mniej najważniejsze to poznać jego przyczynę. Z punktu widzenia upadłości, pożar to bardzo niedobra informacja, bo niezależnie od rozmiaru szkód, rzuca złe światło na spółdzielnię i jej majątek. Nie ma przecież wątpliwości, że jakieś szkody powstały - mówi Józef Gliński.

Pożar w mleczarni Bielmlek w Bielsku Podlaskim. Płonął dach suszarni. Strażacy walczyli z ogniem na wysokości 40 metrów (zdjęcia)

Sprzedaż zawieszona w próżni

Zapytaliśmy więc, jaka jest teraz sytuacja dzierżawcy, czyli spółki Polindus Laktopol, która już dwukrotnie zakwestionowała wycenę majątku Bielmleku. Teraz, po pożarze (bez względu na wartość strat) wartość mleczarni może być mniejsza.

- Tak, skoro był pożar to straty są. Jednak przedsiębiorstwo jest ubezpieczone od wszelkich ryzyk, więc jego substancja majątkowa zapewne zostanie odbudowana. Wydaje się, że do czasu wyjaśnienia przyczyn i ustalenia szkód sytuacja jest bardziej zagmatwana. Niemniej, umowa dzierżawy jasno określa, że dzierżawca musi oddać majątek w stanie niepogorszonym, czyli Laktopol będzie musiał przywrócić proszkownię do pierwotnego stanu i pierwotnej wartości - tłumaczy syndyk upadłości bielskiej mleczarni.

Przyznaje również, że teraz sprzedaż majątku znacznie się wydłuży. Trudno powiedzieć o ile, ale dopóki nie poznamy szkód i zakresu ich naprawy, proces sprzedaży zostanie wstrzymany.

- Poza tym musi jeszcze zapaść decyzja sądu w sprawie zakwestionowanej przez Laktopol wyceny majątku Bielmleku. Potem Rada Wierzycieli musi podjąć decyzje odnoszące się do sprzedaży mleczarni. Mając nadzieję, że we wrześniu poznamy stanowisko sędziego komisarza, co do zarzutów wobec wyceny, proponowałem wierzycielom spotkanie. Zakładałem, że jesienią może dojść do sprzedaży majątku, ale teraz te plany są nieaktualne - podkreśla syndyk Gliński.

Najpierw awaria, a teraz pożar

Czwartkowy pożar proszkowni oglądał z zewnątrz (bo ma zakaz wstępu do zakładu) prezes spółdzielni Tadeusz Romańczuk. Dwa tygodnie temu pisaliśmy o awarii w proszkowni, która miała powstać na skutek suszenia substancji, do których bielska instalacja nie jest przystosowana.

- Chodziło o tzw. maltodekstrynę, czyli glukozę roślinną. Jest to skrobia w postaci zagęszczonej. Taki łatwopalny proszek, który może wybuchać, ale na szczęście do tego, co najgorsze nie doszło - mówił wtedy prezes Bielmleku.

Dodał, że syndyk musiał wpłynąć Laktopol, ponieważ maltodekstryna zniknęła, ale spółka suszyła inny (mniej niebezpieczny) płyn powstały z kwaśnej serwatki, którego wieża Bielmleku też nie może przerabiać. - To białko odebrane z serwatki, taka dość lepka substancja. I skutek był taki, że wieża instalacji uległa poważnej awarii. W środku powstało około czterech ton takiej zwęglonej skamieliny, której usunięcie jest trudne. Ta awaria może przynieść duże straty - stwierdził Tadeusz Romańczuk i przyznał, że pismo o nieprawidłowym użytkowaniu suszarni wysłał (już 22.07) do syndyka, sądu, wierzycieli.

Syndyk zapewnił nas wówczas, że według informacji, którą otrzymał z Laktopolu, doszło do wstrzymania produkcji. Powodem było lekkie zapchanie instalacji, a usterka została usunięta po dwóch dniach. - Z notatki spółki i z przeprowadzonej wizji wynikało, że takie rzeczy zdarzały się w produkcji jeszcze w Bielmleku - tłumaczył syndyk masy upadłości mleczarni.

Dotarliśmy do tej notatki (z 20.08). Podpisało ją dwóch dyrektorów Laktopolu, którzy stwierdzili m.in., że 17.08 podczas testowej produkcji z użyciem kwasowej serwatki (bardzo wymagającego surowca) doszło do zatrzymania procesu.

- W stożku filtra workowego doszło do odłożenia dużej warstwy proszku, który doprowadził do zatrzymania przepływu pyłów w instalacji. Brak przepływu proszku spowodował, że zalegający proszek pod wpływem własnego ciężaru i temperatury doprowadził do powstania twardej warstwy - tłumaczyli dyrektorzy i dodali, że trwa usuwanie zalegających brył z dna obudowy filtra, a sama instalacja nie została uszkodzona.

Prezes: Zawiadomię prokuraturę

Jak przypomina prezes Bielmleku, budowa proszkowni, wraz z infrastrukturą, kosztowała 13 mln zł, a na samo uruchomienie aparatury mleczarnia wydała 200 tys. euro.

- Udało nam się wybudować piękną inwestycję na terenie Bielska, a gdy patrzyłem jak jej część płonie, wrażenia miałem przerażające. Nagle, po dwóch miesiącach dzierżawy i eksploatacji, moim zdaniem na skutek niekompetencji i suszenia maltodekstryny czy kwaśnej serwatki. Chcę podkreślić, że to wszystko można suszyć, tylko trzeba montować dodatkowe instalacje i nie będzie problemu. Bielmlek takich instalacji nie miał, bo nigdy nie zajmował się produkcją różnych serków, której produktem ubocznym jest ta serwatka - wyjaśnia Tadeusz Romańczuk.

Zapewnia też, że po czwartkowym pożarze na usta ciśnie mu się wiele pytań, ale pozostają bez odpowiedzi, bowiem jako prezes Bielmleku, na skutek decyzji syndyka i dzierżawcy, nie może wchodzić na teren zakładu. Tymczasem podczas sanacji takiego zakazu nie było, więc mógł mieć pełny nadzór nad mleczarnią. - Czyżby teraz chodziło o to, że jest coś do ukrycia? I mówię to z całą odpowiedzialnością za słowa - podkreśla.

- Skonsultuję się jeszcze z prawnikami i po tym, co się stało w proszkowni złożę do Prokuratury Regionalnej w Białymstoku i CBA zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa - zapowiada Tadeusz Romańczuk: - Natomiast w najbliższy wtorek (14.09) będę w Sejmie, bowiem zostałem zaproszony na obrady komisji rolnictwa, by mówić o tym, co dzieje się w Bielmleku.

AKTUALIZACJA: W piątek po południu otrzymaliśmy oświadczenie Przedsiębiorstwa Produkcyjno - Handlowo - Usługowego „Laktopol” Sp. z. o.o., wobec zdarzenia mającego miejsce 09 września 2021 roku na terenie Zakładu Produkcyjnego w Bielsku Podlaskim. Oto jego treść:

Informujemy, iż najprawdopodobniej przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. W momencie pożaru nie było żadnej produkcji na linii wyparno-suszarniczej. W wyniku pożaru doszło do uszkodzenia nagrzewnicy wieży oraz ściany płyty od strony budynku na 3 poziomie. Według naszej aktualnej wiedzy pozostałe instalacje, w tym wieża suszarnicza oraz wyparka są sprawne, nie uległy uszkodzeniom. Są zaplanowane dalsze czynności wyjaśniające oraz zabezpieczające, w tym oględziny biegłego, które pozwolą na uzyskanie szczegółowych informacji.

Południowokoreańska oferta budowy elektrowni jądrowych.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bielski
Zakład w Bielsku był tak zrobiony aby nie działał, ale aby kasę wydać. Na przykład szeregi pięknych niebieskich zbiorników na surowiec jakie dumnie prezentują się przed zakładem to tylko ładne ozdoby. Nie ma doprowadzonych rur którymi możnaby nalać surowiec do tych zbiorników. Takich przykładów było tam więcej. I to są celowe działania Romanczuka i całego zarządu, który tak zrobił aby to nie działało, nie pracowało, nie generowało przychod, dochodu i aby upadło. A teraz prezes gra komedię i biega po prasie i udaje że jest mu szkoda. On tak na prawdę ma ból tyłka o to, że udało się to dzierżawcy uruchomić.
M
Menadżer
Romanczuk ty lepiej zamilcz i wstydu oszczędź. Bardzo dobra decyzja aby nie wpuszczać cię na teren mleczarni a do sejmu pojedziesz gęsto się tłumaczyć, ze swoich niezwykle trafnych decyzji. Ardanowski też tam będzie, kolejny mistrz zarządzania.
P
Pytam
Czy to nie ten ma najwięcej do powiedzenia co położył zakład na łopatki ?
Dodaj ogłoszenie