MKTG SR - pasek na kartach artykułów

"Pies w tulipanach" czyli wyjątkowa wystawa łącząca matkę i córkę. Zobacz co się będzie działo i dlaczego warto przyjść

Urszula Śleszyńska
Urszula Śleszyńska
Wernisaż wystawy "Pies w tulipanach" już w piątek, 14 czerwca
Wernisaż wystawy "Pies w tulipanach" już w piątek, 14 czerwca Fot. Wojciech Wojtkielewicz
"Pies w tulipanach" to interaktywna wystawa dla dzieci (które mogą zabrać ze sobą dorosłych), której wernisaż odbędzie się już w najbliższy piątek, 14 czerwca w Centrum im. Ludwika Zamenhofa (ul. Warszawska 19, Białystok). Start o godzinie 18. Autorką jest Karolina Krot, a jej prace powstały do wierszy mamy - Małgorzaty Sochoń.

Spis treści

Świetnie się uzupełniają. Kończą za siebie zdania, czasem wystarczy spojrzenie i już jedna wie, co druga ma na myśli. Matka i córka. Małgorzata Sochoń i Karolina Krot. Jedna operuje słowem, inna świetnie odnajduje się w obrazach i twórczych działaniach artystycznych mocno związanych z teatrem, głównie ze scenografią i technologią teatru lalek. A teraz córka, Karolina, stworzyła wystawę do której inspiracją były wiersze jej mamy, Małgorzaty. I która nas zaskoczy, ale też pozwoli umocnić rodzinne więzi i poobcować ze sztuką.

Wystawa powstała z myślą o dzieciach, które są ciekawe świata - jak twierdzi Karolina- zarówno tego prawdziwego, jak i tego zmyślonego. O dzieciach, które wiedzą, że między linijkami wierszy kryją się sekrety. O dzieciach, które potrafią dostrzec kształt psiej sylwetki w rzuconej niedbale skakance. I w końcu o dzieciach, które są gotowe wymyślić nowe litery, których jeszcze nie ma w alfabecie.

O dzieciach takich, jak ja - mówi Karolina Krot, która wystawę stworzyła w ramach Stypendium Artystycznego Prezydenta Miasta Białegostoku. - Bo przecież i dla mnie, a czasem też o mnie, moja mama, Małgorzata Sochoń, napisała zilustrowane tutaj wiersze. Przygotowując wystawę starałam się, żeby relacja prac plastycznych z tekstami działała w obie strony - żeby obraz rozmawiał w nich ze słowem. Treści, których czasem nie widać na pierwszy rzut oka stają się widoczne, kiedy doda się do nich kontekst nadany przez wiersz. Podobnie obrazy, często abstrakcyjne, nadają nowe możliwości interpretacji pozornie zamkniętym formom poetyckim. Liczę na to, że zarówno dzieci jak i dorośli odwiedzający wystawę dadzą się wciągnąć w zabawę w odnajdywanie ukrytych znaczeń - tak jak ja bawiłam się podczas tworzenia tych ilustracji.

Pies w tulipanach czyli ciekawa wystawa mocno osadzona w poezji

Tytułowy, wystawowy "Pies w tulipanach" jest też tytułem tomiku poezji Małgorzaty Sochoń, mamy Karoliny. To zbiór wierszy, który napisała, jak Karolina była jeszcze malutka. Wiersze do tej pory niepublikowane, teraz staną się bohaterami i bohaterkami artystycznych działań.

Pamiętam, że jak byłam mała, to te wiersze były testowane na mnie - śmieje się Karolina. - Mama mi je czytała, a jak przychodziły moje koleżanki, to czytała także im. A później byłyśmy pytane, co myślimy, jak nam się podoba. A podobało się bardzo. Dlatego, kiedy już doszłam do wniosku, że mam zasoby do stworzenia czegoś w pełni swojego w przestrzeni miejskiej, padło na to, żeby wziąć na warsztat te wiersze mamy. Po pierwsze dlatego, że to są dobre wiersze. Po drugie - to są wiersze mamy, po trzecie to jest moje dzieciństwo i po czwarte - kocham psy! A do tego sztuka dla dzieci to jest coś, w czym czuję się najlepiej, najswobodniej. Najczęściej pracuję nad scenografią do spektakli dziecięcych i wtedy super się realizuję.

Mama nie oponowała. Przeciwnie. Ucieszyła się, że Karolina chce sięgnąć po jej wiersze. I, jak sama zapewnia, nie ma tremy przed pokazaniem ich szerokiej publiczności.

Te wiersze napisałam głównie po to, żeby były pamiątkami - zapewnia Małgorzata Sochoń. - Nie myślałam o wydaniu książki, chociaż ją sobie tak po cichu złożyłam. Mam to wszystko opracowane. To jest 21 wierszy, nad którymi cały czas, na przestrzeni lat, pracowałam. Bo za każdym razem kiedy je czytałam, myślałam sobie czy coś tu jeszcze można zmienić. Ale teraz już wiem, że nie. One już są jak te owady w bursztynie - utrwalone przez czas. I takie zostaną. Może kiedyś będą wydane, na przykład jako album z ilustracjami w postaci Karoliny prac. To byłoby moim marzeniem. A póki co te wiersze są takie nasze, trochę rodzinne i jeszcze nie do końca światowe. Ale tak sobie pomyślałam, że gdyby Kubuś Puchatek dorósł i czytał swoje przygody i malował do nich ilustracje jako dorosły Kubuś Puchatek, to byłoby właśnie to, co Karolina zrobiła.

Poezja, która wychowuje... rodziców!

Małgorzata dodaje, że czasami, pisząc te wiersze z Karoliną w roli bohaterki, chciała wychować trochę rodziców, szczególnie mamy. Widziała bowiem nadopiekuńczość - również w sobie.

Jest taki wiersz o dziewczynce, która chciałaby się bawić na łące dmuchawcami, a mama jej nie pozwala, bo mleczko z dmuchawców poplami jej paluszki - wspomina Małgorzata. - I dziewczynka zamiast bawić się musi leżeć na kocu i płakać. I ten wiersz powstał po to, żeby mamy, czytając go dzieciom, gdyby był opublikowany, zastanowiły się, dlaczego dziecko się śmieje. Ono podnosząc pióro śmieje się do niego, a mama widzi tylko bakterie i choroby. I właśnie takie są kłopoty dzieci z mamą - że mamy muszą niestety dbać o tych dzieci zdrowie. A dzieci chciałyby inaczej. Pisząc ten wiersz, krytykując samą siebie, zmieniałam też siebie. A Karolina teraz, czytając to, może się śmiać albo wspominać czy tak było rzeczywiście.

A było różnie. Wiersze miały dużo przygód, podobnie jak Karolina, która z bardzo twórczego dziecka stała się wyjątkowo twórczą artystką. Z wykształcenia to filozofka i technolożka teatru lalek. Na co dzień projektuje scenografie do spektakli oraz pracuje jako nauczycielka - jest asystentką na zajęciach z budowy lalek w białostockiej filii Akademii Teatralnej w Warszawie oraz prowadzi zajęcia plastyczne dla dzieci w Pracowni Teatralnej Justyny Godlewskiej. Ale to nie wszystko. Karolina też jest wokalistką i autorką tekstów w zespole Język Prywatny oraz współautorką komiksu internetowego PUNKROCK I JAZZ. A w tym wszystkim znalazła też przestrzeń na działania z łączące literaturę i plastykę. A wszystko to połączone sercem i niezwykłą więzią matki z córką.

Te wiersze są stare, pierwsze mają około 20 lat, niektóre nawet więcej. I w dawnych czasach miały swoje wielkie przygody - wspomina Małgorzata. - Ale teraz, jak patrzę na to jak Karola je widzi, kiedy oglądam jej prace to myślę, że to jest największa przygoda tych wierszy. A przy okazji też i moja. Te wiersze to jest dzieciństwo Karoliny, które ja utrwaliłam. Bo to są przecież wiersze inspirowane jej przeżyciami, jej słowami, obrazkami, które widziałam, kiedy ona nie wiedziała, że patrzę. Bardzo się cieszę również z tego, że mamy teraz taki kontakt dodatkowy związany z moimi wierszami, bo Karolina czasami dzwoni do mnie pracując...

Mówisz tak, jakbym nie dzwoniła wcześniej! - dodaje ze śmiechem Karolina.

Często zdarza im się kończyć za siebie zdania, albo wchodzić sobie w słowo. Każda ma tak wiele opowieści do wysnucia, wspólnych sytuacji, które zapamiętały i które są dla nich ważne. Jak ta, kiedy Karolina miała 16 lat i razem z mamą pojechała do Poznania na czytanie swojej sztuki teatralnej, którą zgłosiła na pewien konkurs. Jej mama pamięta jak dziś, że Karolina jako nastolatka mierzyła się z innymi, dorosłymi już twórcami. I to właśnie jej sztuka została nagrodzona czytaniem przez profesjonalnych aktorów.

Największym przeżyciem było dla mnie to, że aktorka, która grała wtedy w "M jak Miłość" w moim przedstawieniu występowała jako drzewo! - śmieje się Karolina. - Ale wracając do wystawy. "Pies w tulipanach" to tytuł jednego z wierszy mamy. Ale przy okazji pomyślałam, że to taki tytuł, który wszystko spaja. Ale myślałam też wcześniej nad innym, pochodzącym od wiersza "Żyrafy", szczególnie dla mnie istotnego przy okazji pracy nad tą wystawą. W tym wierszu jest mowa o tym, że ta mała dziewczynka rysuje coś, tworzy niesamowitą pracę, wymyśla sobie co tu jeszcze można dodać, żeby to było niesamowite. A to wszystko jest po to, żeby jej mama chociaż raz spojrzała na obrazek. Nie na nią. Bo te wszystkie prace to są takie trochę moje Żyrafy. Za ich sprawą próbuję zrobić coś takiego, co będzie ciekawsze niż ja sama. I cieszę się, że w trakcie pracy nad wystawą nagle odsłaniały mi się jakieś nowe znaczenia, nowe interpretacje tak znanych już wierszy. Chciałabym, żeby inni też mogli to przeżyć. Żeby dzieci i rodzice, którzy przyjdą na wystawę mogli zadać sobie wzajemnie pytania "jak myślisz, co tu jest na tym obrazku, co z wiersza się tu pojawia?". Chciałabym, żeby to był jakiś przyczynek do rozmowy.

Sztuka jest obecna w jej życiu od zawsze

Bo rozmowy w życiu Karoliny i Małgorzaty są bardzo ważne. Podobnie jak sztuka, która zawsze była (i nadal jest) w ich życiu obecna.

Ten "Pies w tulipanach" dał mi dużo radości - zapewnia Małgorzata. - Nie mam tremy, bo wiem, że Karolina zrobi to najlepiej jak umie. A naprawdę bardzo mi się podoba wszystko co robi.

Można po prostu czasami chcieć pokazać komuś, jak się go kocha - dodaje Karolina. - Właśnie to było główną przyczyną, że wzięłam się za te wiersze. Może pokazać to niewłaściwe słowo, bo myślę, że w tym temacie nie trzeba nic pokazywać, że wszystko jest jasne. Ale to, żeby mama wiedziała, czuła, jest dla mnie ważne.

Małgorzata dodaje, że Karolina tworząc tę wystawę chciała jej okazać swoją wdzięczność za to, że przecież od dzieciństwa zawsze ze sobą współpracowały.

Pamiętam, że kiedy Karolina chodziła do szkoły średniej, to mieszkała u nas w domu na górce, w takim pokoiku gdzie musiała sama palić w piecu. I pamiętam jak pisała do mnie karteczki: "Mamusiu napalisz mi w piecu, żeby było mi ciepło, a ja jak wrócę to w zamian przeczytam jutro jeden twój wiersz". Bo nikt moich wierszy nie chce w domu słuchać! Więc ona mnie tak przekupywała - śmieje się Małgorzata.

Karolina wspomina też, że chodziła na wagary, udawała przed mamą, że nie ma matematyki, żeby tylko posiedzieć z nią w pokoju i czytać wiersze. Czytały też razem, na głos, książki - rozdziałami, każda po jednym.

Wielu artystów sięga do dzieciństwa, żeby zobaczyć, skąd przyszli, przypomnieć sobie o tym - twierdzi Karolina. - Ale tutaj to jest podwójnie istotne, bo to moje dzieciństwo to jest sztuka. Wszystko, co teraz robię, bierze się z tego co jest opisane w wierszach mamy. Nigdy nie chodziłam do żadnych szkół plastycznych, czy muzycznych. Wszystkiego nauczyłam się w domu, od mamy i od taty i od reszty rodziny. Ale głównie od rodziców. I bardzo jestem im za to wdzięczna.

Ty byłaś dla mnie inspiracją do moich prac, a potem ja byłam dla ciebie materiałem do twoich prac - podsumowuje Małgorzata. - To bardzo cieszy. I już się nie mogę doczekać tego naszego "Psa w tulipanach".

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jerzy Stuhr nie żyje. Aktor zmarł w wieku 77 lat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny