Białystok. Ratownicy medyczni nie podpiszą umów. Są też oburzeni nagrodą roczną dla dyrektora

Izolda Hukałowicz
Izolda Hukałowicz
Ratownicy kontraktowi w większości nie podpisali nowych kontraktów. Jaki plan ma dyrektor białostockiej stacji Bogdan Kalicki?
Ratownicy kontraktowi w większości nie podpisali nowych kontraktów. Jaki plan ma dyrektor białostockiej stacji Bogdan Kalicki? Wojciech Wojtkielewicz
Ratownicy medyczni zatrudnieni na kontraktach w białostockim pogotowiu odrzucili warunki kolejnego konkursu. To oznacza, że od września stacja straci prawie 100 pracowników. Dyrektor zapewnia, że pacjenci na tym nie ucierpią. Mówi jednak wprost o wyłączeniu części zespołów w rejonach, gdzie jest mało zgłoszeń. Ratownicy są też oburzeni kilkudziesięciotysięczną nagrodą roczną przyznaną przez Zarząd Województwa Podlaskiego dyrektorowi białostockiej stacji.

Przypomnijmy, że ponad 130 ratowników i pielęgniarek zatrudnionych w białostockiej stacji pogotowia w oparciu o umowy cywilno-prawne wypowiedziało kontrakty. Dyrekcja negocjowała z ratownikami i ogłaszała kolejne konkursy, ale ratownicy w większości pozostawali nieugięci. Domagali się wyższej stawki godzinowej oraz poprawy warunków pracy.

Przeczytaj:

Tylko 30 ratowników zawrze umowy z pogotowiem

Dziś (27.08) rozstrzygnięto konkurs ostatniej szansy. Od 1 września ratownicy kontraktowi, którzy wcześniej wypowiedzieli umowy, mieli bowiem nie przyjść do pracy. I - jak się okazuje - większość z nich rzeczywiście w pracy nie pojawi się.

- W postępowaniu wpłynęło 30 ofert i wszystkie zostały przyjęte - mówi Bogdan Kalicki, dyrektor białostockiej stacji pogotowia. - Jednak duża grupa ratowników nie złożyła wcale ofert, więc tak naprawdę nawet nie zapoznała się z ich warunkami. Na wcześniejszych spotkaniach ustalaliśmy jedynie ogólne zasady i większość postulatów została przez nas przyjęta, co uwzględniliśmy w ofertach konkursowych.

Dyrektor podkreśla, że zgodził się na wyrównanie stawek pracowników z Białegostoku i terenu, choć osobiście ma wątpliwości, czy jest to sprawiedliwe. Jak mówi, praca w terenie nie jest porównywalna, gdyż zdarza się, że np. w rejonie Krynek czy Drohiczyna karetki wyjeżdżają tyko jeden raz na dobę. Białystok jest bardziej obciążony.

Przeczytaj:

- Dla zdecydowanej większości zaproponowaliśmy stawkę ok. 46 złotych łącznie z dodatkami za kierowanie. Średnio podnieśliśmy kwotę za godzinę o 9,50 zł w porównaniu do poprzedniej oferty. Dodajmy, że stawka jest uzależniona od doświadczenia, wykształcenia i funkcji pełnionej w zespole wyjazdowym. Porównywałem stawki obowiązujące w kraju i naprawdę, niewiele jest stacji pogotowia, gdzie ta stawka jest wyższa niż u nas.

Dyrektor mówi, że rozumie sytuację ratowników, ale przyznaje, że ma ograniczone możliwości pozyskania pieniędzy:

- Musimy skądś te środki brać. Wszelkie ruchy finansowe, które były podejmowane w ostatnich latach, dotyczyły właśnie wzrostu wynagrodzeń dla pracowników. Przypomnę, że od 2011 roku stawka za dobokaretkę podstawową wzrosła zaledwie o 4,2 proc., a za karetkę specjalistyczną o 7,2 proc. W ciągu 10 lat! Także niedobór środków w ratownictwie jest znaczący.

Ratownicy nie godzą się na stawki

Tymczasem ratownicy są zdeterminowani i nie przyjmują oferty pogotowia.

- Nie składamy ofert, bo niestety nie udało się wypracować rozsądnego kompromisu - mówi Paweł Zaworski, ratownik kontraktowy z białostockiego pogotowia. - Przy oszczędnościach powyżej 4,5 mln złotych dyrektor dalej twierdzi, że może jedynie podwyższyć nam stawkę o kilka złotych, co nawet nie pokrywa wzrostu kosztów od ostatniej podwyżki w 2015 r. Z przykrością stwierdzam, że poważne podejście zacznie się dopiero, kiedy staną karetki.

Jeden z ratowników zatrudnionych w białostockim pogotowiu mówi, że już teraz Sokółka, Siemiatycze czy Hajnówka mają duże problemy, by zapiąć grafiki.

Przeczytaj:

Koledzy ratowników kontraktowych zatrudnieni na etatach z ogromnym niepokojem patrzą na rozwój sytuacji. Jak powiedział nam jeden z ratowników kontraktowych, pracownicy etatowi coraz częściej decydują się na podreperowanie zdrowia i... zwolnienia lekarskie.

- Jestem zszokowany tym, że nie udało się dojść do porozumienia - mówi Wojciech Rogalski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego w Białymstoku. - Nie wyobrażam sobie, jak pogotowie będzie funkcjonowało po 1 września.

Jak pogotowie będzie działało od września?

Bogdan Kalicki mówi, że na razie nie będzie ogłaszał nowego konkursu. Teraz chce się skupić na ustalaniu grafiku na wrzesień, co nie będzie łatwe, biorąc pod uwagę niedobór ok. 100 pracowników. Czy istnieje groźba, że po 1 września karetki nie wyjadą do pacjentów?

- Karetki wyjadą - zapewnia Kalicki. - Być może będą wyłączenia pojedynczych zespołów tam, gdzie mamy przeciętnie jeden wyjazd na dobę. Organizuję spotkanie z kierownikami placówek lokalnych i będziemy układać zabezpieczenie.

W jaki sposób dyrektor chce załatać dziury?

- Mamy dużą grupą pracowników etatowych, którzy - jeśli sytuacja zakładu pracy tego wymaga - mogą być wezwani do pracy w nadgodzinach. I będziemy z tego narzędzia, które daje nam kodeks pracy, korzystać. W ostatnim czasie przenieśliśmy też 9 ratowników z transportu na system. Oczywiście, w przyszłości będziemy ogłaszać kolejny konkurs dla ratowników kontraktowych - mówi dyrektor białostockiej stacji.

Przeczytaj:

Łomża też się burzy

Nie tylko białostocka stacja ma problemy z ratownikami kontraktowymi. 43 pracowników zatrudnionych w oparciu o umowy cywilno-prawne złożyło wypowiedzenia z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Łomży. Wszystkich pracowników zatrudnionych na kontrakty jest 58.

Z kolei w suwalskim pogotowiu nie ma protestów ratowników.

- Ratownicy kontraktowi z Suwałk są zadowoleni. Dostali tyle, ile chcieli, ale wspierają nas - mówi jeden z ratowników zatrudnionych w białostockiej stacji.

Wysokie nagrody dla dyrektorów

Dodatkowym punktem zapalnym w i tak zaognionej sytuacji w wojewódzkich stacjach pogotowia są nagrody roczne, które otrzymali lub o które ubiegali się dyrektorzy stacji.

Zarząd Województwa Podlaskiego 8 lipca podjął chwałę przyznającą nagrodę roczną za 2020 r. Bogdanowi Kalickiemu – dyrektorowi Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku w wysokości 51 000,00 zł.

Zarząd podjął podobną uchwałę w stosunku do Krystyny Szczypiń, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Suwałkach. Pani dyrektor otrzymała jednak mniejszą sumę - 35 000,00 zł.

Z kolei dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Łomży Sławomir Szajda nie dostał nagrody, choć ubiegał się o 37, 500, 00zł. Na przyznanie premii nie zgodziła się jednak rada społeczna Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Łomży.

Przeczytaj:

Część ratowników nie chce komentować nagrody dla Bogdana Kalickiego. Inni wypowiadają się dość jednoznacznie:

- Jak ktoś mówi, że nie ma dla nas pieniędzy, a sam dostaje takie nagrody, to coś tu się nie klei - mówi jeden z ratowników kontraktowych z białostockiej stacji pogotowia. - Poświęciliśmy zdrowie, narażaliśmy się podczas pandemii, by społeczeństwo mogło czuć się bezpieczne i dostaliśmy 8zł. Tyle jest warta nasza praca. A pan dyrektor przyjmuje 51 tys. złotych.

Tymczasem sam Bogdan Kalicki mówi, że nagroda została mu przyznana po spełnieniu określonych warunków i jest docenieniem za ostatnie 12 miesięcy ciężkiej pracy:

- Ubiegły rok kosztował mnie sporo zdrowia. Żeby zespoły jeździły w pełnych składach, wymaga to pewnej gimnastyki logistycznej. Myślę, że środki ochrony osobistej zapewnione były na najwyższym poziomie. Odpowiadam za dużą firmę, za jej działanie. Mógłbym tu też odbić piłeczkę i powiedzieć, że z dodatków covidowych ratownicy przez 7 miesięcy zarobili więcej niż te 50 tys. złotych. Ja nie mam moliwości dodatkowego zarobkowania, bo nie mogę prowadzić działalności.

Czwarta fala COVID-19 w natarciu

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Edek
Ty dyrektor z bożej łaski, oddaj swoją premię na podwyżki albo po prostu idź z tego stanowiska. Pracownicy etatowi będą przychodzić na nadgodziny i pracować po 300 godzin w miesiącu? A kiedy zagwarantowana kodeksem pracy przerwa na odpoczynek :P? Przepisów się lepiej naucz człowieku....
E
Edek
Dyrektorowi premia, pracownikom miska ryżu :P To jest logika PiS :P
G
Gość
przekaz jest jasny pan deryktór dostał nagrodę za płacenie niskich stawek dla pracowników
G
Gość
27 sierpnia, 15:58, Gość:

Pazerność medyków wykształconych za pieniądze społeczeństwa.

To co robią to terroryzm.

Żaden terroryzm zwykła walka o byt.

G
Gość
27 sierpnia, 16:33, Gość:

Ciekawe kto odejdzie, czy dyrektor czy pracownicy ?

Na razie na etapie demonstracji sił.

G
Gość
Ciekawe kto odejdzie, czy dyrektor czy pracownicy ?
G
Gość
27 sierpnia, 15:58, Gość:

Pazerność medyków wykształconych za pieniądze społeczeństwa.

To co robią to terroryzm.

Co cię to obchodzi? Nie podoba się im praca to zmieniają. Wolny rynek.

G
Gość
100 osób mniej, a ten mówi, że nie odbije się to na pacjentach. Kłamca pieeprzony
Dodaj ogłoszenie