ATB. Faust według Tomasza Mana (zdjęcia)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
ATB. Wydział Sztuki Lalkarskiej Tomasz Man - Faust w Teatrze Szkolnym im. Jana Wilkowskiego
ATB. Wydział Sztuki Lalkarskiej Tomasz Man - Faust w Teatrze Szkolnym im. Jana Wilkowskiego Jerzy Doroszkiewicz
Tomasz Man, dramaturg chętnie piszący także dla Teatru Polskiego Radia sztuką „Faust” znakomicie żongluje z klasyką Goethego i Tomasza Manna. Studenci Wydziału Sztuki Lalkarskiej pod kierunkiem Artura Dwulita i Agnieszki Makowskiej znakomicie przekazują ideę tego konceptu.

U Mana, jak u Hitchcocka – zaczyna się od trzęsienia ziemi. Kiedy dzieło zostaje skończone – nagle przepada. Autor ironizuje, bo w miejsce wspomnianego kataklizmu, trzęsieniem ziemi w życiu pisarza jest beztroska dzieci, które zamieniły jego rękopis w papierowe samolociki. I wtedy pojawia się on. Czy to Mefistofeles, czy tylko głos rozsądku – nie wiadomo. Na razie mężczyzna rozmawia z drugim mężczyzną, jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Kiedy zdecyduje, że należy szukać spokoju na pustyni – tu odwołanie do życia Jezusa jest niezwykle czytelne, w pewną logiczną całość zaczyna się układać ascetyczna, a robiąca wrażenie scenografia Julii Skuratovej. Otóż grający na kontrabasie na żywo Piotr Chociej stoi na wyspie usypanej z piasku! I wtedy pojawia się ona. Żona pisarza, która najpierw wypomina mu codzienne sprawy, chce pomóc w poszukiwaniu straconego rękopisu, wreszcie wpada w gniew, słysząc o konieczności opuszczenia rodziny i potrzebie poszukiwania twórczego spokoju. Od tej chwili trójka młodych aktorów: Dominik Gorbaczyński, Małgorzata Nowacka, Michał Ferenc będzie zamieniała się rolami jak w oszalałym kalejdoskopie. Każdy tu może być kobietą i mężczyzną, mężem i żoną, Michał Ferenc zagra nawet córkę nieszczęsnego pisarza. Kiedy opowiada, że dorabia sobie tańcem jako Murzynka, ma za zadanie ukryć twarz za… siedzeniem krzesła, które w tym momencie pełni rolę czarnej maski. Pomysł przedni, a i publiczność bawi się niezgorzej. Cała bowiem ledwie 40-minutowa inscenizacja skrzy się od takich pomysłów. Ot choćby spotkanie z dyrektorem wydawnictwa. Pokorny pisarz włazi pod biurko, podczas kiedy rozparty władca umysłów i kreator trendów zamiast głowy ma starą tekturową walizkę, która dzięki animacji zamienia się w wielką gębę. - To ja kształtuję kulturę – grzmi paszcza, zaś finał tej sceny to odegrane przez młodych aktorów kadry slow motion.

Dominik Gorbaczyński wciela się na przykład w rolę notariusza, który chciałby pomóc wybrnąć pisarzowi wyplątać się z niedotrzymania kontraktu. Korzysta ze wspomnianej walizki jak ze sceny po której nerwowo chodzi jego dłoń zaś głowę zastępuje miniaturowa książeczka (w domyśle pewnie jakiś kodeks) z wyrysowanym okiem. W ogóle – ogrywanie rekwizytów to mocna strona i inscenizacji i pracy młodych lalkarzy. Małgorzata Nowacka wykorzystuje pionową ramkę jako jedną stronę konfesjonału, przewrócony stół jest miejscem, w którym siedzi spowiednik, tłumaczący przy okazji pisarzowi i widzom, że to praca, która ma mu zapewnić emeryturę na ziemi jako i w niebie. Tomasz Man w swoim tekście nie szczędzi bowiem humoru, ale i nie zapomina o Goethem. Świetnie zaaranżowana scena z lustrem nawiązuje wszak do Małgorzaty z niemieckiego dramatu romantycznego, zresztą dialog prowadzi tu kobieta z mężczyzną, ale zdaje się że u Mana to po prostu rozmowa z własnym sumieniem. Bo pisarz, twórca, artysta postawiony zostaje przed wyborem. Czy i co poświęcić dla sztuki – rodzinę, a może siebie. Jak stworzyć dzieło doskonałe, czy to w ogóle możliwe. Nagle możemy dojść do wniosku, że brak kopii był podyktowany strachem przed odrzuceniem. A jednocześnie – w dobie współczesnych mediów – dramat artysty może być trampoliną choćby dla dziennikarki stażystki. Zagrana w niemal całkowitej ciemności scena wywiadu, który może odmienić życie adeptki reportażu nie mającej pojęcia z kim umówiła się na rozmowę kończy się triumfalnym zrobieniem selfie, choć w tym wypadku określenie „samojebka” jest jak najbardziej na miejscu.

Wykładowcy Wydziału Sztuki Lalkarskiej świetnie poprowadzili młodych aktorów tworząc przekonującą i pełną humoru inscenizację ze spójną scenografią i muzyką. Co ciekawe, za miesiąc na scenie Białostockiego Teatru Lalek „Fausta” wyreżyseruje sam autor,który nota bene zaczynał od reżyserii w białostockim Teatrze Dramatycznym. W 2000 roku przygotował graną dziś pod zupełnie inną kuratelą „Balladynę”. Na razie warto wypatrywać anonsów z teatru szkolnego. Białostoczanie mieli okazję obejrzeć dwa spektakle za darmo w ramach obchodów przypadającego na 21 marca Światowy Dzień Lalkarstwa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie