Wataha: Horror, który nie jest straszny

Urszula Krutul [email protected] tel. 85 748 74 66
Zombie, lub jak woli reżyser – przemienieni, są w „Watasze” wyjątkowo grzeczne i ciężko im np. sforsować zamknięte drzwi
Zombie, lub jak woli reżyser – przemienieni, są w „Watasze” wyjątkowo grzeczne i ciężko im np. sforsować zamknięte drzwi
Świat stoi na krawędzi zagłady, rasa ludzka wymiera. Po Ziemi rozprzestrzenia się choroba, której ofiarami są przemienieni. Tak w zarysie można przedstawić scenariusz filmu dyplomowego Wiktora Kiełczykowskiego, w którym jedną z ról gra białostocki kabareciarz.

Historia, na której bazuje scenariusz "Watahy" nie zaskakuje. Ot, kolejny film o zombie. I to o zombie, które - niestety - zamiast straszyć - śmieszą. Być może, gdyby film trwał dłużej niż pół godziny, udałoby się reżyserowi przekazać więcej mrożących krew w żyłach scen (bo scena, w której jeden z bohaterów łamie zombie kark, a to umiera - mimo że z założenia jest martwe, niestety, nie przekonuje i nie jest straszna).

Wiktor Kiełczykowski napisał scenariusz o czterech dezerterach, którzy pod przewodnictwem Pułkownika (Jacek Dewódzki, były wokalista zespołu Dżem) przemierzają świat walcząc z chorobą, która opanowuje ludzkość i zmienia ludzi w zombie.

Nagle - na totalnym odludziu znajdują ostatni bastion żywych. Dom, w którym się schronili, zamieszkuje ojciec z dwiema córkami. Nie wiemy jakim cudem udało im się uchronić przed przemienionymi (jak nazywa zombie reżyser).

Jak zapewniał po białostockiej premierze Wiktor Kiełczykowski, film w zamyśle miał mocno nawiązywać do pierwszych obrazów z gatunku zapoczątkowanego przez George’a A. Romero. Tam to nie zombie, a ludzie byli dla siebie największym zagrożeniem. I w "Watasze" to też główni bohaterowie mieli w sobie odnaleźć zło. Czy udało się to pokazać na ekranie? Nie do końca.

Jedną z głównych ról - postać Rocha - w filmie gra białostoczanin - Piotr Mozart Mocarski, znany bardziej nie jako aktor, a kabareciarz. I to on na ekranie wypada najciekawiej. Momentami naprawdę można się go przestraszyć. Jest ordynarny, z jego ust słyszymy praktycznie same przekleństwa. A jednak nie czuć w tym fałszu.

Dobrze aktorsko wypada też Marta Łącka (znana z "Galerianek"), wcielająca się w rolę Basi - jednej z mieszkanek domu.

Dużymi plusami filmu są zdjęcia (Marcin Kiełczykowski), montaż (Marek Domowicz) i muzyka.

Tę ostatnią stworzył Marek Papaj, też białostoczanin. Muzyka trzyma w napięciu i zapowiada widzom, że coś się za chwilę wydarzy. Jest dobrze dopasowana do scen, jednak czasami widz ma wrażenie, że jest jej za dużo.

Podobno ma powstać pełnometrażowa wersja "Watahy". Może w niej reżyserowi uda się ciekawiej i pełniej opowiedzieć historię o przemienionych.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie