Piotr Nesterowicz. Jego Jeremiasz to opowieść o ludzkim i bożym szaleństwie. W Podlaskiem

Jerzy DoroszkiewiczZaktualizowano 
Piotr Nesterowicz
Piotr Nesterowicz Jakub Celej
O tym, jak w imię idei religijnych ludzie dopuszczają się rzeczy, które mają z nimi niewiele wspólnego, zaprzeczają im - opowiada Piotr Nesterowicz, autor „Jeremiasza”. Akcję swojej powieści umieścił na Białostocczyźnie.

Jak długo nosił się Pan z zamiarem napisania Jeremiasza?

Piotr Nesterowicz: Pierwszy pomysł pojawił się osiem lat temu. Bardzo się różnił od ostatecznego efektu i nawet nie nosił tytułu „Jeremiasz”. Chciałem napisać powieść rozgrywającą się w realiach Podlasia z przełomu XIX i XX wieku, ale nie historyczną. Początkowo wręcz miała to być powieść fantastyczna, powstały dwa opowiadania, które opublikowałem w „Nowej Fantastyce”, ale później odszedłem od pomysłu powieści gatunkowej w kierunku realizmu magicznego z wyobrażeniem Podlasia w tle.

Jest w tej powieści tyle wątków, że można by go określić pierwszą wielką powieścią o Podlasiu?

Nie wiem, czy jestem gotowy powiedzieć tak o własnej książce.

To wszystko przez sporą objętość - stron i poruszonych wątków.

Może dlatego, że mnie najbardziej podobają się powieści, w których opowieść jest ważniejsza niż forma. A mam wrażenie, że w prozie polskiej ostatnio dużo jest literatury grającej formą, która staje się istotniejsza niż narracja, przeżycia bohaterów, opis.

Pana rodzina pochodzi z Orli?

Mój tato pochodzi z Orli, na studia wyjechał do Opola, ale przekazał mi sentyment do tego regionu. Stąd moje powroty i po części literackie zainteresowania.

Mając takie korzenie istnieje w człowieku przymus opisania świata, którego już nie ma?

Nie wiem, czy istnieje przymus, bo wielu ludzi ma podobne korzenie i tego nie robi...

Bo oni nie piszą powieści?

W moim przypadku Orla była raczej przyczynkiem, żeby pisać o Podlasiu. To, że ten region mnie interesuje wynika bardziej ze specyfiki, która naprawdę jest fascynująca. Pociąga mnie jego pomieszanie, ten tygiel, który opisuję w „Jeremiaszu”. Szczególnie we współczesnej Polsce, która jest taka wyrównana, płaska, różnorodności pozostało niewiele. Choć na Podlasiu też z tej dawnej mozaiki niewiele ocalało.

Pan spróbował penetracji jego realiów w „Ostatnich obrońcach wiary”.

Tam zgłębiałem te tematy bardziej reportersko, co zresztą stało się podbudową faktograficzną, którą później mogłem przekuć w powieściową fikcję.

Teraz w „Jeremiaszu” poddaje Pan wiarę i osoby wierzące w tej powieści niezwykle ciężkim próbom.

Zgadzam się.

Dla mnie ta książka jest opowieścią o tym, jak w imię idei religijnych ludzie dopuszczają się rzeczy, które mają z nimi niewiele wspólnego, zaprzeczają im. Interesują mnie emocje, zachowania, jakie wywołuje wiara.

Czy to pomysł na komentarz do dzisiejszego niespokojnego świata?

Owszem, ale nie uzurpuję sobie prawa, żeby wyjaśniać świat. Wywoływanie w zbiorowościach zawiści czy nienawiści rasowej, religijnej i narodowej jest dziś coraz bardziej obecne. Na nowo narastają różne ekstremizmy. Mam nadzieję, że jeśli czytelnik przeczyta książkę, to może zastanowi się, jak łatwo z uniesienia religijnego czy pięknych idei można przejść do zbrodni, zawiści, tak jak w przypadku niektórych zdarzeń w „Jeremiaszu”.

Przestrzeżenie przed fanatyzmami?

Osobiście przeraża mnie to, jak łatwo teraz powracają. Łatwo zapomnieliśmy o tym, co działo się zaledwie kilkadziesiąt lat temu. W powieści próbuję przestrzec i przed nacjonalizmem, i antysemityzmem, i fundamentalizmem religijnym. One wszystkie pojawiają się na kartach „Jeremiasza”. Celowo wręcz gram pewnymi wyobrażeniami i legendami, odwracam je, żeby zasygnalizować, iż są sprawy, nad którymi warto się pochylić, zastanowić. Obietnice, proste rozwiązania problemów dla całego świata nie zawsze są tymi właściwymi rozwiązaniami.

U Pana mamy kilka pogromów i, co ciekawsze, opis, jak ślepa wiara w plotkę może doprowadzić do obłędu i w efekcie zabójstwa chłopaka .

Chciałem pokazać, jak może dochodzić do takich zdarzeń. Dlatego ten pierwszy (nie zdradzając zanadto treści) jest pogromem „odwróconym” w stosunku do tradycyjnego myślenia. To było dla mnie ważne, bo chciałem „zagrać” legendą o krwi. Chciałem pokazać Żydów zupełnie odwrotnie niż w antysemickich opowieściach. Starałem się, by książka nie była oczywista, zaskakiwała czytelnika. Żeby okazywało się, że to, co wydawało się prawdą, w kolejnej odsłonie prawdą nie jest, albo prawda wygląda inaczej niż można się było spodziewać.

Zaczyna Pan swoją powieść od Supraśli, gdzie opowiada historię Nektariusza, autora oryginalnych fresków z cerkwi obronnej, którą wysadzili hitlerowcy. Tu odzywa się Pana skłonność do prozy fantasy, świętych, którzy schodzą z fresków i wymierzają sprawiedliwość?

To rzeczywiście odprysk pierwszego podejścia do powieści. Zależało mi, żeby pozostał, bo tak sobie wyobrażałem tło powieści całej historii. Podlasie wyobrażone poprzez realizm magiczny, ale z dużą atencją dla ówczesnych realiów. Stąd na przykład starannie odtwarzałem szczegóły wyglądu Supraśla, choć umieściłem je w tej mojej Supraśli. Zmieniłem nazwę, żeby zasygnalizować czytelnikowi, że nie przedstawiam miejsc i zdarzeń w porządku historycznym - choćby wysadzenie cerkwi.

„Jeremiasz” funkcjonuje poza realnym czasem historycznym - to miało ułatwić czy utrudnić odbiór znawcom tych stron?

Na pewno nie pisałem jej dla znawców tych stron.

Ich próba odczytania powieści jako książki historycznej może zdenerwować. Wiadomo, że szpital psychiatryczny w Choroszczy powstał w okresie międzywojennym, Ilia wieszczył w Wierszalinie też w tamtych czasach, a nie pod koniec XIX wieku. Takich wydarzeń przesuniętych w czasie jest w książce sporo. Proszę pamiętać - to jest świat wyobrażony.

Czyli tak jak przypuszczałem - to wielka podlaska powieść skierowana do wszystkich, nie tylko do mieszkańców tych stron?

Zależało mi, żeby stworzyć atmosferę, aby tak opisać wydarzenia, by przemawiały do czytelnika i zachęcały go do zainteresowania Podlasiem. By pomyślał, że warto tu pojechać i te miejsca znaleźć, bo przecież one istnieją. Znajdą w Supraślu i te same ulice i odbudowaną cerkiew i nawet freski w muzeum ikon z Leoncjuszem, o którym piszę w książce. Fresk jest w połowie ucięty, choć w mojej wersji jego dolną część odłamał Jeremiasz, a w rzeczywistości było inaczej. Można powiedzieć, że tym opisaniem regionu składam mu jakby hołd, choć zapewne jest to określenie na wyrost. A kiedy opowiadam o Podlasiu staram się unikać słowa „mozaika”, która kojarzy mi się z pastelowością. Moje Podlasze to tygiel, w którym narodowości i wyznania się mieszają. To obraz bardziej brudny, ale wydaje mi się, że bardziej mięsisty, żywy, realny niż jak widok z folderu turystycznego.

Pana bohaterem jest Polak - katolik?

Jest Polakiem ochrzczonym w kościele katolickim w Berżnikach.

To złośliwość, że właśnie on jest w służbie carskiej, wręcz marzy o awansie, pozycji społecznej?

Dla mnie było istotne, żeby bohaterowie nie byli sztampowi. Jeremiasz nie jest oczywisty. To kim on jest, kim się wydaje czytelnikowi i jemu samemu, się zmienia. Odkrywam jego kolejne warstwy, w tym również dlaczego znalazł się w służbie carskiej. I ostatecznie to nie były wybory patriotyczne, za czy przeciw caratowi.

Ma swoją małą fobię - uwielbia papier i chyba córkę właściciela białostockiego składu materiałów piśmiennych?

Rozmyślając o papierze i swoich regularnych wizytach w sklepie i zakupach, myśli o niej. To są bardzo zaangażowane emocjonalnie myśli, ale że Jeremiasz jest, jaki jest - unika przyznania się do tego uczucia. Pod fetyszem papieru ukrywa najbardziej erotyczne myśli.

Zatem carski urzędnik i katolik może zakochać się w Żydówce?

Tak się stało w tym wypadku.

Za to kryneccy, czy jak pan woli krineccy Żydzi gotowi są podpalić cały świat w imię komunistycznych ideałów…

Ale i tak było. Anarchiści działający w Krynkach na przełomie wieków byli głównie pochodzenia żydowskiego.

To także przestroga przed zbytnią wiarą w hasła?

Wiara w świeckie idee - na przykład anarchistów, jak i religijne, popycha ludzi do działań, w których zaprzeczają wyznawanym zasadom. Czy to w imię hasła, że cel uświęca środki, czy pod wpływem plotki, zawiści, pomówienia, bardzo łatwo odwrócić się w fatalnym kierunku. To, czego się boję we współczesności, w powrocie do tych wszystkich „-izmów”, staram się swoją książką przypomnieć.

A może zmaganie z demonami przeszłości, z jakimiś rodzinnymi sekretami, które odżyły za sprawą otwieranych w IPN teczek?

Tak daleko idących interpretacji bym jednak nie dokonywał. Mam wielki sentyment do Jeremiasza, lubię go i pewnie wplotłem w jego postać jakieś elementy siebie, ale na pewno nie ma wątków autobiograficznych.

Za to wprowadza Pan wątek dybuka, są mordy rytualne, Podlaskie po prostu spływa krwią - kto jest winien takiemu stanowi rzeczy?

To jest właśnie pytanie. A może właśnie ów Przeciwny, którego ściga Jeremiasz?. Może do dzisiaj krąży po Podlasiu, skoro był taki… przedwieczny. Ale książka nie jest unurzana we krwi i brudzie. Są momenty, w których zło narasta i następują erupcje, i są fragmenty bardzo pozytywne, które przedstawiają niektóre z tych miejsc w ciepłych barwach.

Z jakich lektur Pan korzystał odtwarzając dawny Supraśl, opisując ze szczegółami przejażdżkę konką przez centrum Białegostoku?

Całą masę.

Starałem się odrobić „pracę domową” tak, jakbym pisał reportaż. Od współczesnych przewodników przez opracowania historyczne czy strony internetowe. Czasem pisałem do ludzi, którzy lokalnie zajmują się konkretnymi miejscowościami, korzystałem ze zbiorów archiwalnych zdjęć, szczególnie z carskich czasów. Choćby po to, żeby opisać, jak wyglądała konka, którędy jechała, i że pewnego dnia wywróciła się i panie powypadały na bruk. To niemal dokładny cytat z jednej z ówczesnych gazet.

W pewnym momencie zdaje się, że podobnie jak Terry’ego Gilliama zapłodniła Pana myśl o postaci Don Kichota, wiecznego błędnego rycerza.

Pojawia się i Don Kichot, inspirowany miejscem i wiatrakami, które pod Sokółką w kilku miejscach można jeszcze zobaczyć. Przetrwały, choć kiedyś było ich więcej. To łatwe skojarzenie, ale może rzeczywiście mój bohater tak się czuje.

Okazuje się, że Jeremiasz w pewnym momencie stanie się takim błędnym rycerzem misji, którą miał wypełnić, a została mu odebrana.

Odebrana, bezowocna, śmieszna. On głosi proroctwa używając biblijnych słów sprzed ponad dwóch tysięcy lat, tylko że nikt go nie słucha. One nie pasują do świata, który staje się nowoczesny, gdzie religia, wiara są coraz bardziej podważane. Równocześnie wokół niego dzieją się zdarzenia, przed którymi ostrzega, a jednak się wydarzają. Dlatego ma poczucie bezsilności, śmieszności. Zamiast rycerza jest śledczym o smętnym obliczu.

Sugerując pewne totalitaryzmy poruszył Pan nawet wątek chorób psychicznych, zakładu w Choroszczy, a także rozpoznawania przestępców po parametrach czaszki, co ubzdurał sobie kiedyś niejaki Lombroso .

Pojawiają się wątki, które odwołują się do ówczesnej filozofii, psychiatrii, czy prób zrozumienia wiary, religii. Opisując je starałem się operować na ówczesnym poziomie wiedzy. Jeremiasz jest diagnozowany w szpitalu psychiatrycznym za pomocą aparatu pojęciowego, jaki wtedy istniał. Między innymi właśnie według teorii Lombroso, który pisał doprawdy fascynujące rzeczy. Dziś wydaje nam się to zabawne i śmieszne, ale wtedy tak wyglądała nauka. I w tym akurat aspekcie doskonale wpasowywała się w to, co się działo z Jeremiaszem i wokół Jeremiasza.

Czasem mam wrażenie, że to jednak Pana osobiste zmaganie się z relacją ojciec-syn…

Zdecydowanie nie (śmiech). Moje relacje z tatą nie miały nic wspólnego z tym, czego doświadczał Jeremiasz! Na pewno to, że Podlasie mnie interesuje jest jakąś formą powrotu do stron rodzinnych mojego taty. Moi rodzice już nie żyją, może to jest sposób rozmowy z nimi? Na pewno nie w wersji autobiograficznej.

Jak sam określiłby Pan swoją powieść?

Mówię, że to powieść o ludzkim i bożym szaleństwie, o wielkich ideach religijnych lub świeckich, które często skłaniają ludzi do działań tym ideom zaprzeczających, i o świecie na skraju zagłady. Realizm magiczny, który oprowadza czytelnika po wyobrażonym Podlasiu, z nadzieją, że niektórych zachęci, by to prawdziwe bliżej poznać.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Materiał oryginalny: Piotr Nesterowicz. Jego Jeremiasz to opowieść o ludzkim i bożym szaleństwie. W Podlaskiem - Kurier Poranny

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3