Dom Kultury Śródmieście. Giennadij Pitsko - W gronie kobiet (zdjęcia)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Dom Kultury Śródmieście. Giennadij Pitsko - W gronie kobiet Jerzy Doroszkiewicz
Giennadij Pitsko, białoruski malarz o polskich korzeniach, przenosi się do Polski. Bo na Białorusi spotkała go cenzura za działalność społeczną w obronie polskości. W Białymstoku pokazuje swoją wystawę "W gronie kobiet".

- Mam polskie korzenie – podkreśla Giennadij Pitsko. - Mama jest z rodziny Wydrów, jej mam z rodu Adaszewskich. Kiedy byłem mały, zawsze wozili mnie do Sopoćkiń, do Kalet, skąd pochodzi moja rodzina z mamy strony. Od małego byłem zanurzony w polskości. Przez 10 . lat byłem prezesem towarzystwa polskich plastyków, to mnie wiele nauczyło.

W Polsce postrzega się rejon Sopoćkiń jako ostoję polskości.

- Kiedy byłem w szkole, starsi bracia na lato przywozili mnie do Sopoćkiń i zawsze mówili „Tu nie ma Związku Radzieckiego, tu jest Polska” - opowiada - Pitsko. - Wtedy tego nie rozumiałem, nie wiedziałem o czym mówią. Teraz wiadomo, że to taka polska strefa, gdzie moja rodzina mówi wyłącznie po polsku. Tam mieszka bardzo dużo Wydrów i wszyscy mówią po polsku.

Polska jest dla nas zawsze domem. Kalety znajdują się tylko kilometr od dzisiejszej granicy. Gdyby ten tawariszcz pułkownik inaczej narysował granicę… - duma Pitsko. Babci bracia wyjechali do Polski w ostatnim momencie w 1956 roku. Babcia powiedziała, że nie rzuci rodzinnego domu, a bracia rozjechali się po Polsce. Teraz mam rodzinę w Ełku czy w Sopocie. Braci, ciocie, wujków. Teraz przyjechałem z całą rodziną, żeby mieszkać w Polsce.

Od czterech lat moje nazwisko jest na Białorusi zakazane. Robię tylko wystawy w prywatnej galerii Tyzenhauza w Grodnie. To nie jest tylko wydarzenie w moim życiu, ale też robię to dla miasta, dla mieszkańców. Za moją społeczną pracę w Związku Polaków, za udział w różnych akcjach protestacyjnych, zresztą wspólnie ze starszą córką zapłaciłem pewną cenę. Starszej córce nie pozwolili dokończyć płatnego liceum plastycznego, w którym uczyła się trzy i pół roku. Zmienili jej nauczyciela na współpracownika KGB. To był duży stres. A mimo to z jej grypy, tylko ona została malarką, pozostali absolwenci nie zajmują się sztuką.

Teraz, kiedy biorę udział w wystawach zbiorowych, dziennikarze nie mają prawa wymieniać mojego nazwiska. To przykre. Gdybym jeździł w kołchozie na traktorze albo sadził ziemniaki, byłoby mi obojętne, ale kiedy człowiek zajmuje się społecznikostwem, stara się zrobić coś dobrego dla miasta, dla kultury, a patrzą na ciebie jak na wroga jest ciężko. Bo tacy ludzie jak ja nie są mojemu państwu potrzebni. Bardzo dużo ludzi już wyjechało z Białorusi. Wyjeżdżają przez politykę, szczególnie dużo mądrej młodzieży, która wcześniej strajkowała. Moja córka też powiedziała, że wyjeżdżą do Polski na stałe, młodsza chodzi do zerówki w Lublinie i też już mówi, że na Białoruś nie chce wracać.

Przecież Polska to nasza ojczyzna, dziadkowie byli obywatelami Rzeczypospolitej. Teraz ja wracam do Polski. Tu oddycham swobodnie, łatwiej jest pracować, nie ma takich nerwów, granic.

Nie planowaliśmy wyjazdu do Polski, budowałem dom na Białorusi. Władze wymyśliły, że obrazy musimy wozić do Mińska. To 300 kilometrów w jedną stronę. Zrobiliśmy rodzinną naradę, zastanowiliśmy się, jak będziemy dalej żyć.

W moim życiu jest bardzo dużo kobiet. Centralnym obrazem wystawy są „Znaki zodiaku”. Moja żona jest Lwem, córka Kamila jest Lwem. Krążą wokół mnie mama, dzieci, teściowa, szwagierki, przyjaciółki – śmieje Giennadij Pitsko. - Od 10 lat maluję kobiety, bo zaczynałem jako pejzażysta, malowałem też kwiaty, martwe natury. Teraz najbardziej lubię anioły i kobiety.

Giennadij Pitsko stworzył też kilka cykli patriotycznych związanych z Polską. - W Związku Polaków robiliśmy żołnierzy wyklętych, powstanie styczniowe, obronę Grodna, teraz pracujemy nad projektem „Bóg, honor, ojczyzna” - jest poświęcony 100-leciu odzyskania przez Polskę niepodległości. Ten ostatni pokazywaliśmy już w Warszawie, w Domu Polonii w Pułtusku, byliśmy w historycznej sali BHP w Gdańsku. To nasz moralny obowiązek wnuków – upamiętnić dziadków, którzy walczyli o Polskę. Mój dziadek z Wojskiem Polskim doszedł do Berlina, dziadkowie znajomych byli w obozach, babci bracia – Zenek, Stach i Władek też walczyli, trafili do niewoli w 1939 roku. Z 26. malarzy, którzy uczestniczą w tym projekcie, przynajmniej połowa dziadków lub krewnych walczyła o Polskę.

Zawsze mówię, że kobieta to najważniejszy cud, który wymyślił Pan Bóg. W kobietach wszystko mi się podoba. My mężczyźni żyjemy i robimy wszystko, żeby pokazać się przed kobietami, zawojować je, sprawić by były nasze. Ale one na to zasłużyły, naprawdę.

Giennadij Pitsko maluje techniką szpachelkową. Podejrzał ją w Sopocie, gdzie na wystawę obrazów Jerzego Dudy-Gracza zabrał go wujek. Teraz malarz organizuje warsztaty uczące malować tą techniką. - Za każdym razem odkrywam w tej technice coś nowego, bo malarz uczy się do śmierci.

Gdzie na tanie wakacje w 2021 roku?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie