25 lat patrzenia na ręce rządzącym, czyli "Kuriera Porannego" potyczki z władzą wszelkiej maści

(szach)
sxc.hu
Udostępnij:
Nie chcemy być organem kogokolwiek - ani oficjalnym, ani nieoficjalnym. Pragniemy natomiast informować o faktach i wydarzeniach oraz opiniach. Temu przesłaniu z noty odredakcyjnej z 9 stycznia 1990 roku byliśmy wierni w ćwierćwieczu.

Wybieraj: KW czy FUW? - relacja Jacka Żalikowskiego ze strajku okupacyjnego studentów otwierająca pierwszy nasz numer dobitnie pokazała, że dziennikarze nowo powstałego "Kuriera Porannego" bez żalu żegnali odchodzący w przeszłość ład totalitarny, a zadowoleniem witali tworzone z trudem podwaliny systemu demokratycznego. Jego gwarantem była niezależność mediów od władzy wszelkiej maści - tej prawicowej, lewicowej, samorządowej, sądowniczej, policyjnej, kościelnej, spółdzielczej, biznesowej. Jednym słowem: jakiejkolwiek.

To patrzenie na ręce decydentom stało się wyznacznikiem 25-letniej historii "Porannego". A ponieważ jesteśmy rówieśnikami odrodzonego samorządu, to nic dziwnego, że to właśnie jego przedstawiciele wielokrotnie pojawiali się na naszych łamach pod pręgierzem opinii publicznej.

W lat 90. byli to prominenci rządzącej wtedy w Białymstoku koalicji prawicowej Jedność (np. o kulisach sprzedaży ziemi na Zielonych Wzgórzach pod handel). Bohaterowie tamtych publikacji nadal są aktywni po prawej stronie białostockiej sceny samorządowo-partyjnej.

Nie zmogły nas sądy, policja i UOP

Staliśmy na straży demokracji i tajemnicy dziennikarskiej, gdy redakcję "Porannego" odwiedzili oficerowie Urzędu Ochrony Państwa. Stało się to po opublikowaniu artykułu Jacka Żalikowskiego i Marzanny Łozowskiej "Wyciek" w lipcu 1999 roku. Opisali w nim, że niedaleko Niewodnicy Nargilewskiej walały się dokumenty prokuratury, policji, straży granicznej i Interpolu.

Wiele naszych publikacji znalazło swój finał w sądzie. Skarżyli nas m.in. urzędnicy państwowi (wojewoda ), kandydat na senatora czy biznesmeni (np. twórcy podbiałostockiego kompleksu rekreacyjno-konferencyjnego). Z wielu tych potyczek wychodziliśmy obronną ręką i to nam sądy przyznawały rację.

Ale też nie omieszkaliśmy opisać o dziwnej przypadłości, na którą w pierwszej połowie pierwszej dekady XX wieku zapadła białostocka Temida.

- Na 28 sędziów apelacyjnych w Białymstoku 13 ma dziecko lub krewnego w sądzie, a niektórzy aż po dwie osoby - dowodziła Marzanna Łozowska.
Z kolei Ewa Sosnowska jesienią 2002 roku ujawniła proceder fałszowania statystyk policyjnych w ramach programu 17x5: obywatele zgłaszali przestępstwa, a policjanci z białostockich komisariatów traktowali je jako wykroczenia. Dlaczego? Bo za tym szły nagrody, awanse, a Białystok dobrze wypadał w ogólnopolskich statystykach i rankingach.

Samorządowcy pod pręgierzem

Ciężkie chwile jesienią 2004 roku przeżywał też ówczesny wicemarszałek odpowiedzialny za służbę zdrowia. Rezydował w Jasionówce, gdzie pomagał swojej podwładnej - dyrektorce geodezji - zarządzać jej gospodarstwem. Alicja Zielińska ujawniła, że po oboje jeździł kierowca urzędu marszałkowskiego i przywoził ich do pracy w Białymstoku (16O km).
Nie lepiej działo się w radach osiedlowych. Tomasz Żukowski ujawnił, że pieniądze, które otrzymywały od rady miasta, szły na wystawne kolacje dla członków rad osiedli, upominki, kolonie dla dzieci.

W listopadzie 2004 roku Zbigniew Nikitorowicz napisał, że ówczesny szef miejskich struktur SLD nie płacił od trzech lat zobowiązań wobec szpitala wojewódzkiego.
W tym samym roku opisaliśmy korupcję w białostockim magistracie. Okazało się, że konta niektórych urzędników zaczęły w nienaturalny sposób pękać w szwach. W dniu naszej publikacji do dymisji podął się jeden z naczelników.

Z początkiem lata 2008 roku Agnieszka Kaszuba napisała, jak ówczesny marszałek województwa, pomimo wysokich zarobków (ponad 12 tys. zł miesięcznie brutto), ubiegał się o dofinansowanie do wczasów z funduszu socjalnego Szkoły Podstawowej nr 34. Prawnie, jako emerytowanemu nauczycielowi, pieniądze mu się należą. Marszałek dostał więc 350 zł. Wywołało to oburzenie wśród nauczycieli, polityków i naszych Czytelników.

W styczniu 2013 roku Tomasz Mikulicz ujawnił sprawę 40 tys. zł dotacji na doroczną galę sportu organizowaną przez Podlaska Rada Olimpijska PKOL. Jej szefem był radnym miejski, a razem ekspert komisji powołanej przez prezydenta , która rozdzielała pieniądze dla stowarzyszeń i klubów sportowych.

Wierni przesłaniu

Podobnych przykładów moglibyśmy dziś przytoczyć jeszcze wiele. Co jakiś czas włodarze wszelkiej maści obrażają się na nas, często blokują dostęp do informacji. My niezmiennie pozostajemy wierni deklaracji sprzed ćwierćwiecza - nie chcemy być organem kogokolwiek.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

g
gienia

Taaak taaak zwłaszcza ostatni naczelny walczy jak cholercia.Jak on sobie w lustro patrzy.Wiekszej wazeliny do władzy to za komuny nie było

G
Gość

Hahah..chyba lizania po tyłku PO!!

j
jorg

I całkiem się nie dziwię, że twórca tego panegiryku wstydził się podpisać pełnym nazwiskiem.

Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie