reklama

Zbigniew Rećko - śmierć żołnierza AK i WiN z ręki UB

Adam Dobroński, Marcin Zwolski Zaktualizowano 
Ania i Zbyszek koło wsi Krusze (Kołaki). 3 września 1946 r., trzy tygodnie przed śmiercią Zbyszka.
Ania i Zbyszek koło wsi Krusze (Kołaki). 3 września 1946 r., trzy tygodnie przed śmiercią Zbyszka.
Anna była córką Zofii i Pawła Czajkowskich z Kapic Starych. Z ich domu często korzystali akowcy. Trafił tu i młody chłopak. Taki był początek ich znajomości na zawsze. Za kilka dni Anna Wysibirska skończy 90 lat, Zbyszka od dawna nie ma wśród żywych.

Zbyszek Rećko wychowywał się w Białymstoku przy ul. Drewnianej. Po wrześniu 1939 roku ten szesnastoletni młodzieniec został zupełnie sam. Uciekając przed Sowietami (groziła mu deportacja) trafił do Warszawy, skąd został wywieziony na roboty przymusowe do Bawarii.

Jesienią 1941 roku uciekł także stamtąd i wrócił do rodzinnego miasta, będącego już pod okupacją niemiecką. Związał się z Bojową Organizacją "Wschód", która skierowała go do pracy w siedzibie Gestapo. Wykorzystano fakt, że babka Zbyszka była pochodzenia niemieckiego.

Wtyczka podziemia

Tak nowy strażnik i tłumacz stał się "wtyczką" podziemia w gmachu przy ul. Sienkiewicza 15. Dostarczał BOW materiały z przesłuchań, a więźniom przenosił żywność i grypsy. Gdy jesienią 1942 roku. Gestapo aresztowało trzech członków sztabu i łączniczkę Okręgu AK Białystok, dowództwo organizacji zwróciło się o pomoc do Zbyszka.

W nocy z 31 października na 1 listopada Zbyszek uśpił strażników aresztu bimbrem z dodanym środkiem nasennym. Wyprowadził więźniów i przekazał ich grupie osłonowej AK. Na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności on i uwolniona łączniczka musieli wycofać się sami. Na ul. Kościelnej zatrzymał ich uzbrojony niemiecki strażnik pocztowy, Zbyszek strzelił pierwszy. To była jedyna ofiara tej spektakularnej akcji, głośnej w kraju i za granicą, upamiętnionej po wielu latach tablicą. Wściekli Niemcy w odwecie rozstrzelali 25 osób, w tym przyjaciela i kuzynkę Zbyszka.

Za pomoc w ujęciu głównego sprawcy wyznaczyli wysoką nagrodę, ścigali z pomocą listów gończych.

Rećko opuścił Białystok i znów trafił do Kapic, następnie do okolicznych lasów. Już jako żołnierz AK ps. "Trzynastka" ("13") ukończył konspiracyjną szkołę podchorążych i został przydzielony do okręgowego oddziału Kedywu.

Pomiędzy licznymi akcjami regularnie odwiedzał Kapice i zaprzyjaźniony dom Czajkowskich. Także Ania, jako łączniczka AK ps. "Plewka", regularnie bywała w siedzibie sztabu Obszaru AK Białystok, którego ochroną zajmował się oddział Zbyszka. Zimą 1943 r. zaręczyli się.

Ślub i areszt

Po ciężkich walkach latem 1944 r. i przejściu frontu żołnierze AK zostali chwilowo zdemobilizowani. Zbyszek i Ania wykorzystali ten moment i 10 października 1944 r. stanęli na ślubnym kobiercu. Jednak już 7 listopada, w wyniku donosu konfidenta Anna została aresztowana i wywieziona do sowieckiego łagru w Ostaszkowie.

Zbyszek ponownie został sam. Zrozpaczony zgłaszał się na ochotnika do najniebezpieczniejszych akcji. 21 stycznia 1945 r. spotkał na swej drodze oddział NKWD-UB. Próbował uciekać, ale zostało ciężko zraniony i w tym stanie przewieziony do więzienia w Białymstoku. Przetrzymywany w piwnicy, bez pryczy i kubła na fekalia, nie poddał się i do końca odmawiał wydania swoich przełożonych. Lada dzień spodziewał się śmierci z rąk oprawców.

Konspiracja

9 maja kilku więźniów rozbroiło strażników i otworzyło część cel w więzieniu przy ul. Kopernika. Z pomocą współosadzonych uciekł też ledwie żywy Zbyszek. Dotarł do Kapic, następnie dzięki kolegom z organizacji do Warszawy.

Po wielomiesięcznym leczeniu powrócił do konspiracji, był adiutantem komendanta Okręgu WiN Białystok ppłk. Mariana Świtalskiego "Sulimy", wykonywał najniebezpieczniejsze i najbardziej odpowiedzialne zadania. Stracił nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek ujrzy Anię.

Ona jednak wróciła 31 stycznia 1946 r. Znów byli razem, spędzali czas działając i walcząc, cały czas w terenie. Sypiali w ukrytych ziemiankach, lub u znajomych gospodarzy, jedli co się udało zdobyć, ale byli szczęśliwi. Bo wreszcie razem. Ich szczęście i tym razem nie trwało jednak długo, zaledwie kilka miesięcy.

W październiku Zbyszek z kolegą z konspiracji wykonali dramatyczną akcję w Warszawie. 11 października rano wrócili pociągiem na Białostocczyznę. Drogę z Szepietowa do konspiracyjnego lokum przerwała im obława. Na skraju lasu Zbyszek upadł raniony śmiertelnie serią z automatu. Jego zwłoki przewieziono do siedziby UB w Wysokiem Mazowieckiem, pogrzebano na miejscowym cmentarzu, w bezimiennym grobie. Miał zaledwie 23 lata.

Annie nie zależało już na życiu. Tak jak poprzednio Zbyszek, teraz ona rzuciła się w wir działań konspiracyjnych nie zważając na swoje bezpieczeństwo.

Aresztowana znalazła się w białostockim więzieniu. Została skazana na sześć lat, jednak dzięki amnestii szybko wyszła na wolność. Znalazła w sobie siłę, aby żyć i pochować męża tak, jak na to zasłużył. Podstępem uzyskała zgodę na ekshumację, odnalazła właściwy grób i 10 października 1947 roku, w trzecią rocznicę ślubu, ekshumowała zwłoki męża. Następnego dnia, równo rok po tragicznej śmierci Zbyszka, pochowała go na cmentarzu parafialnym w Kobylinie.

Z dnia na dzień

Potem żyła z dnia na dzień, licząc lata kolejnymi rocznicami ślubu i śmierci męża, obchodzonymi na kobylińskim cmentarzu. Sytuacji nie zmieniło drugie małżeństwo, które zawarła, jak sama mówi, "z bardzo dobrym człowiekiem", ale "z rozsądku".

Pochowała i drugiego męża, dziś samotna, bardzo chętnie, choć ze smutkiem opowiada o swoim życiu. W tej dziewięćdziesięcioletniej, niezwykłej historii jest tylko jeden promień światła i radości. Gdy wspomina Zbyszka twarz jej się rozjaśnia, a oczy nabierają blasku. Przypomina wówczas tę dwudziestoletnią dziewczynę ze zdjęcia z ukochanym.

Byłem u pani Anny

Do tekstu dr. Marcina Zwolskiego chciałbym dodać kilka zdań. W 1985 roku, chyba jako pierwszy z piszących dotarłem do warszawskiego mieszkania pani Anny Wysibirskiej. Wysłuchałem opowieści, tyleż żarliwej, co chwilami nieśmiałej. Dziękuję za zaufanie, mogłem wraz z Eugeniuszem Strzałkowskim opublikować na Boże Narodzenie obszerny materiał z wielce wówczas aktualnym tytułem "Uwolnić więźniów!". Byłem też przy wspomnianym grobie na cmentarzu w Kobylinie.

Dziś powinno się dopisać kilka wątków, w tym związanych z akcjami "Trzynastki". Te czarne miesiące i lata powojnia, dramaty osobiste, rodzinne i środowiskowe jednych hartowały, innych łamały. Jakże ważne było pozostać po prostu człowiekiem, zachować godność, uczucia, wrażliwość na los tego drugiego. Tym bardziej wzrusza piękna historia miłości Anny i Zbyszka.

Pani Anno, proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia urodzinowe od tych wszystkich, którzy mieli zaszczyt Panią poznać i także od tych, dla których postać Zbyszka Rećki stała się symbolem dokonań białostockiej organizacji Armii Krajowej. W Pani rocznicę pójdziemy złożyć wiązankę kwiatów pod tablicą przy ul. Sienkiewicza 15. Życzymy zdrowia i uśmiechów, i satysfakcji z tak przeżytych lat.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 13

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Sam jesteś nędzny...

G
Gość

Dziwię się że historia Polski jest tak nędzna przy takiej ilości bohaterów co dzielnie walczyli za Polskę. Klęska za klęską. 

 

G
Gość

Pewności nie ma... "Przyjaciel" nie podał przecież daty dziennej (tylko miesięczną) nawiązania współpracy z bezpieką....

s
stefan

Dziś wiadomo, że wydał go "przyjaciel", z którym wracał...

G
Gość

Tak się składa, że Zbigniew Rećko nie popełnił samobójstwa tylko zginął od serii z pepeszy, która trafiła go w pół. Podobno "nie ma już świadków tamtych wydarzeń". Są. Ktoś, kto ekshumował Rećkę widział jego zwłoki i odniesione obrażenia. Darujmy w tym miejscu i o tej porze opisy... . Informacja o samobójstwie pochodzi od uczestnika tamtej potyczki, czyli Mariana Armatowicza. "Na pewno posiadał zasługi w czasie okupacji hitlerowskiej" - ten cytat jak ulał pasuje do jego osoby. Co było później? Jakie posiadł wówczas zasługi? Kto chce, ten wie. Zapraszam do biogramu Rećki z prawdziwego zdarzenia (za wiele to ich raczej nie było). "Dziś historia zatoczyła koło i żołnierze z I i II Armii Wojska Polskiego to zbrodniarze". Faktycznie, zatoczyła, ale nikt przy zdrowych zmysłach tak nie pisze. Przypominam, że najpierw wielu żolnierzy AK zasiliło szeregi II Armii, a później wielu żolnierzy I i II Armii zasiliło szeregi podziemia. O tych, co zwalczali podziemie (bitwa pod Ogółami, śmierć "Szumnego", bitwa pod Miodusami, czy wreszcie Obława Augustowska) historia pamięta... . Jeśli chodzi o walki bratobójcze pomiędzy poszczególnymi organizacjami konspiracyjnymi, to należy szacowac ich ofiary na kilkadziesiąt osób w skali całego województwa. Porachunki rodzinne i osobiste zawsze były i będą trwały nadal. Tego nigdy nie zmienimy. Kolejna sprawa. Wódka. Też była. Nawet harcerze z brygad wileńskich mjr. "Łupaszki" ją pili (polecam do wglądu zdjącia partyzanckie; nawet kpt. "Młot", który rzekomo nie pił, siedzi sobie "przy kielichu"). Przykład W.S. (nawiasem mówiąc jaki tam W.S.? Wacław Snarski i tyle!) jest słaby. Tych od "Dzięcioła", "Dzika" i "Sosny" było raptem 11 (z "Kniaziem" 12). Pod Bodakami padło ponad 20 (22? 25?). No cóż, po weselnej wódzie ciężko było biegać pod ogniem rkm-ów NKWDzistów...

a
ataman

Chciałbym dodać trochę rzeczywistości z tamtych lat. To prawda że Zbigniew Rećko nie żyje, ale zginął z własnej ręki, popełnił samobójstwo to po pierwsze. Po drugie: wracał z Warszawy po wykonaniu wyroku śmierci na Irenie Liniarskiej (żonie jednego z dowódców AK). Napewno posiadał zasługi w czasie okupacji hitlerowskiej, natomiast po wojnie? Jest bowiem rzeczą znamienną kreować bohaterów w dzisiejszej rzeczywistości, dodawać im niezwykłej aureoli i szlachetności, romantyzmu i niezłomnej walki o...wolność. Dziś, nie ma już świadków tamtych wydarzeń, a heroiczne samobójstwo w obliczu niechybnego ujęcia go przez UB i wiadomej kary śmierci nie może urastać w świadomości młodych pokoleń do wielkiego bohaterstwa. Polacy ginęli na Wschodzie i na Zachodzie, w łagrach, obozach, w milicji, policji, UB, Berezie Kartuskiej, Monte Cassino, Lenino, Tobruku, Anglii i niemal na całym świecie. Każdy wierzył że walczy o Polskę, ale ta wiara była różna. Dziś historia zatoczyła koło i żołnierze z I i II Armii Wojska Polskiego to zbrodniarze, nawet Ci których spalono w Podgajach żywcem. Oni też mieli matki, żony, dzieci. Też kochali i.....nie doczekali końca wojny. Moja refleksja dotyczy okresu powojennego w Polsce w którym się wychowałem, gdzie widziałem tysiące ludzkich tragedii, gdzie do dziś nikt nie nazwał tamtego okresu Wojną Domową, a tylko taka nazwa byłaby słuszna bo ginęli Polacy ze wszystkich opcji politycznych. Tak to już jest. "Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą". Więc nie wylewjmy "dziecka z kąpielą" pisząc: śmierć żołnierza AK i WiN z ręki UB, bo niedługo ofiary tych drugich upomną się o pamięć. I na zakończenie.....a czy jest komuś wiadomo ilu żołnierzy i oficerów z ugrupowań WiN, NZW, i NOW zginęło na Białostocczyźnie wybijając się nawzajem? a było to w 45 do 54 roku. A ilu zginęło pseudo-kapusiów i donosicieli? Były to nie rzadko porachunki osobiste i rodzinne. Ile było demoralizacji wśród tych powojennych ugrupowań w Białostockiem niech świadczy fakt rozbicia paru oddziałów przez agenta UB "Księżyca" W.S. przy pomocy alkoholu, więc......niech prawda obroni się sama. "Żywi zamykają oczy martwym, martwi otwierają oczy żywym". pozdrawiam.

T
TW

Jurek, ośmieszasz się...

W
WiS

A.Cz. Dobroński. Pięknie napisaleś Pan, że " ... ważne było pozostać po prostu człowiekiem, zachować godność ... " a co Pan zrobił idąc na 11 letnią wspolpracę z SB pod pseudonimem Gustaw . Obłuda z panskich słów przebija ..
Nie wstyd Panu było podpisywać współpracę 11 listopda, w dniu tak świętym dla Polaków. Przecież zrobił to Pan świadomie i z włsnego, nie wymuszonego pistoletem esbeckim powodu..

S
SLAYER

Godzina 18:04. A nie lepiej było ugotować coś, albo posprzątać w domu? Weź się ogarnij kobieto...

A
Anna

Gwoli ścisłości tą "dramatyczną akcją" w Warszawie, w październiku 1946r, na kilka dni przed śmiercią, było zamordowanie niewinnej Ireny Liniarskiej zd. Bojanowska (żony Władysława Liniarskiego, komendanta Białostockiego Okręgu ZWZ-AK)

W
WiN czuwa!

Chwała Bohaterom!

J
Jose

WOW piekne zdjecie piekna historia Az lza sie w oku kreci

o
obiektywny

Fantastyczne zdjęcie Zbyszka i Ani... Nostalgia...

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3