Wodociągi naliczyły jej prawie 11 tys. zł do zapłaty. To rachunek za wodę w opuszczonym domu

Tomasz Mikulicz
Tomasz Mikulicz
Naliczyli mi prawie 11 tys. zł. Z odsetkami będzie pewnie i ze 20 tys. Z czego mam to zapłacić? Ze skromnej emerytury? - denerwuje się Anna Bochomulska. Wojciech Wojtkielewicz
Anna Bochomulska nie ma z czego zapłacić horrendalnego rachunku, jaki naliczyły jej Wodociągi Białostockie. Twierdzi, że to wina wodomierza, który zamarzł i źle wskazał zużycie. Wodociągi to wykluczają. Twierdzą, że po pęknięciu rury woda mogła wsiąknąć w grunt lub przedostać się do kratki deszczowej.

Naliczyli mi prawie 11 tys. zł. Z odsetkami będzie pewnie i ze 20 tys. Z czego mam to zapłacić? Ze skromnej emerytury? - denerwuje się Anna Bochomulska.

Należy do niej opuszczony dom przy al. 1000-lecia PP 1. Za pierwsze półrocze 2017 roku Wodociągi Białostockie wysłały jej horrendalny rachunek (na kwotę 10 623,16 zł), a teraz skierowały sprawę do sądu.

- Nie mogłam wylać tyle wody. To aż 2907 m sześć. To przecież niemożliwe - krzyczy pani Anna.

Według niej, wodomierz wskazał aż takie zużycie, bo zwyczajnie zamarzł i przez to się popsuł. - Dom nie jest przecież ogrzewany. W piwnicy, w której wisi wodomierz temperatura spada zimą pewnie i do minus 20 stopni Celsjusza. Dopiero później w sklepie z wodomierzami powiedziano mi, że minimalna temperatura, w jakiej wodomierz może prawidłowo działać to plus 4 stopnie Celsjusza. Niby skąd miałam to wiedzieć? - rozkłada ręce Bochomulska.

13 kwietnia 2017 roku (czyli ponad trzy miesiące przed otrzymaniem rachunku - przyp. red.) zauważyła w piwnicy wodę. - Pękła rura. Pewnie w mroźniejszych miesiącach woda zamarzła, a później gdy przyszła odwilż "rozsadziło" rurę. Natychmiast zgłosiłam to do wodociągów. Przyjechali w ciągu pięciu minut i odcięli mi wodę. To niemożliwe, by przez ten czas naleciało tyle tysięcy metrów wody - mówi.

Rura pękła już za wodomierzem, czyli w części instalacji, za którą odpowiada właściciel nieruchomości, a nie wodociągi. Pani Anna zarzeka się, że dzień wcześniej schodziła do piwnicy z mężczyzną, który pomagał jej rozbierać chlewiki stojące na posesji. - W sądzie będzie świadkiem. Żadnej wody w piwnicy jeszcze tego dnia nie było, ani przez kilka dni przedtem. Chlewiki rozbieraliśmy od 1 kwietnia - mówi Anna Bochomulska.

Gdy 1 sierpnia 2017 dostała rachunek, zaraz napisała do wodociągów, że tak horrendalna opłata to skandal. W odpowiedzi czytamy, że spółka wodociągowa nie jest w stanie określić, dokąd przedostała się woda wyciekająca od stycznia do 13 kwietnia.

- Jakie "od stycznia"? Przecież mówię, że 12 kwietnia w piwnicy nie było jeszcze wody. Nawet jeśli przyjąć, że rura pękła w styczniu, to w jaki sposób woda mogła gdzieś wsiąknąć? Piwnica ma betonową podłogę. Przecież widziałabym, że w pomieszczeniu stoi woda, albo że chociaż podłoga jest mokra. Tutaj do 13 kwietnia było sucho! - denerwuje się pani Anna.

Rzecznik Wodociągów Białostockich Krzysztof Kita mówi, że ukształtowanie działki, brak utwardzenia terenu i bliskość kratki ściekowej w ulicy mogły sprzyjać przedostawaniu się wyciekającej na posesji wody do pobliskiej kanalizacji deszczowej i - zaraz za ulicą - do rzeki Białej. - Wpływ na wskazania wodomierza mogły też mieć osoby korzystające w sposób niekontrolowany z opuszczonego budynku, czyli np. bezdomni - podkreśla.

Anna Bochomulska przyznaje, że do domu były włamania i nieraz nocowali tam bezdomni. - Ale do licha nie przesiadywali tam non stop. Przecież bym widziała. Mieszkam w bloku nieopodal. Przechodzę obok tego domu codziennie - mówi.

Zachodzi w głowę też o co może chodzić rzecznikowi, gdy mówi o tym, że woda mogła przedostać się do kratki ściekowej czy rzeki - Dom stoi przecież niżej niż kratka ściekowa, a rzeka płynie po drugiej stronie ul. Białostoczek. Co prawda też po stronie, gdzie jest moja posesja, ale spory kawałek dalej - za garażami - mówi pani Anna.

Krzysztof Kita doprecyzowuje, że wątek kanalizacji deszczowej (sanitarnej nie ma w pobliżu) jest próbą racjonalizowania tej - również dla wodociągów zaskakującej - sytuacji.

- Dom leży na granicy doliny rzeki Białej więc istnieje możliwość infiltracji wsiąkającej w grunt wody - do rzeki. Bliskość kratki deszczowej dopuszcza też taką ewentualność, że w przypadku skorodowanego w tym miejscu kanału deszczowego woda mogła przedostawać się również tą drogą przedostawać się do rzeki (wylot kanału jest w pobliżu) - podkreśla rzecznik.

Gdy pytamy, czy problem może leżeć w błędnym wskazaniu wodomierza zaprzecza. - Jego poprawne działanie oficjalnie potwierdziła fachowa, kompetentna ekspertyza Obwodowego Urzędu Miar w Białymstoku. W świadectwie ekspertyzy wydanym 26 września 2017 r. nie stwierdzono uszkodzeń mechanicznych licznika ani przekroczenia granicy błędów wskazań. Odczyty są zatem wiarygodne i miarodajne jako podstawa do rozliczeń - podkreśla Krzysztof Kita.

Czy jednak eksperci badali jak wodomierz zachowa się w temperaturze poniżej plus 4 stopni Celsjusza czy nawet minus 20 stopni? Może faktycznie zamarzł, jak przypuszcza pani Anna? - Ekspertyza wodomierza dotyczyła dokładności pomiaru oraz sprawdzenia, czy jest on w stanie nieuszkodzonym. Wiadomo, że przy temp. -20 st. C uległby on uszkodzeniu wskutek zamarznięcia w nim wody. Widocznie w piwnicy warunki panowały takie, że licznik cały czas działał prawidłowo - twierdzi rzecznik.

Dodaje, że w dołączonym do umowy regulaminie dostarczania wody i odprowadzania ścieków, właścicielka budynku została poinformowana o obowiązku zabezpieczenia wodomierza głównego m.in. przed zalaniem, zamarzaniem i uszkodzeniem oraz przed dostępem osób niepowołanych do pomieszczenia, w którym to urządzenie się znajduje.

- Warunek niedopuszczenia do zamarznięcia jest bardziej istotny niż zapis o minimalnej temperaturze 4 st. Celsjusza w pomieszczeniu. Dopóki przepływająca przez nie woda nie zacznie zamarzać w temperaturze poniżej 0 st. Celsjusza, nasze wodomierze działają poprawnie - podkreśla Krzysztof Kita.

Anna Bochomulska zarzeka się, że gdy podpisywała umowę nikt jej nie dał regulaminu. Krzysztof Kita wysyła jednak fragment umowy, w którym czytamy, że właściciel budynku oświadcza, że otrzymał regulamin. - Każdy podpisujący dostaje na pewno regulamin - mówi.

Bochomulska wciąż jednak upiera się, że regulaminu nie dostała. A umowy, którą podpisała dokładnie nie przeczytała.

Od 13 kwietnia 2017 roku wodociągi nie naliczają opłat za wodę. Tego dnia zamknięta została bowiem zasuwa na przyłączu wodociągowym do budynku. - Właścicielka miała złożyć do nas wniosek o zamknięcie lub likwidację przyłącza. Do tej pory tego nie zrobiła - mówi Krzysztof Kita.

Anna Bochomulska mówi, że nie wiedziała, że musi jeszcze składać jakieś wnioski, skoro woda została odcięta. Niemniej obiecuje, że w najbliższym czasie taki wniosek złoży. Pytamy ją dlaczego w momencie, gdy dom stał się opuszczony (a było to kilka lat temu) nie poprosiła wodociągów od odłączenie wody? Bo po co woda skoro nikt tam nie mieszka?

- To faktycznie mój błąd. Nie spodziewałam się jednak, że dojdzie do tego, że każą mi płacić aż taki rachunek - mówi.

Wodociągi podzieliły rachunek na 18 rat, płatnych od sierpnia 2017 roku. - Do tej pory nie wpłynęła do nas żadna kwota - ani za wodę wskazaną przez wodomierz, ani za inne nasze usługi związane z tą interwencją - mówi Krzysztof Kita.

Jedyne na co może liczyć Anna Bochomulska to pozytywny dla niej wyrok sądu. - Będę próbowała przekonać, że wodomierz błędnie odczytał pomiar, a rura pękła 13 kwietnia. A nawet jeśli miało to miejsce wcześniej, w co wątpię, to nie jest możliwe, że aż tyle metrów wody gdzieś wsiąkło. Mam nadzieję, że sąd uzna moje racje. Zapłacić aż tak wysokiego rachunku nie mam z czego - mówi pani Anna.

Koronawirus mobilizuje Polaków. Gesty serca w czasach zarazy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Skoro dom jest NIEZAMIESZKAŁY to należało zgłosić to do wodocigów , i zamknąć dopływ wody do budynku i zdjąć licznik .

Skoro nikt tam nie mieszka to po co przyłącze i licznik .

Ja zmarła kuzynka . To od budynku odłączono prąd i wodę . Wiadome jest że woda w zero stopni zamarza , i zaleje piwnice , Będą szkody i po kieszeni.

G
Gość

Niech się cieszy z dobrodziejstwa tego miasta jakim jest wodociąg .Bo połowa mieszkańców osiedla Zagórki w XXI wieku nie ma dostępu do wodociągu i kanalizacji !!!

z
zenek

Biedna kobieta, a dlaczego nie odcięła przyłącza?

Sprzedać działkę i będzie forsa!

b
bezu

Można sprzedać dom i zapłacić rachunki. A za resztę "spokojnie" żyć..

G
Gość

,,Mieszkam w bloku mam dom i nie mam z czego płacić?''

G
Gość

Pierdoły

G
Gość

13 kwietnia to wie każdy, że wtedy są największe mrozy. Ciekawa linia obrony.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3