MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Uniwersytecki Szpital Kliniczny się przyznaje: Popełniliśmy błąd

(luk)
Uniwersytecki Szpital Kliniczny się przyznaje: Popełniliśmy błąd
Uniwersytecki Szpital Kliniczny się przyznaje: Popełniliśmy błąd sxc.hu
Dyrekcja Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku wyciąga wnioski z niedzielnego zdarzenia, gdy nie udzielono pomocy rannemu mężczyźnie. Będą szkolenia dla pracowników i wyciąganie konsekwencji.

Konsekwencje poniesie rejestratorka. Dyrekcja USK uważa, że to jej błędna informacja spowodowała lawinę zdarzeń, w wyniku których chory - zamiast w tym szpitalu - otrzymał pomoc w innym. Będą też szkolenia dla pracowników SOR, aby takie sytuacje nie miały miejsca.

- Wśród niektórych pracowników pokutuje jeszcze termin ostrych i tępych dyżurów - mówi Tomasz Koronkiewicz, dyrektor ds. medycznych USK. - Tego już nie ma. Teraz jesteśmy w gotowości cały czas. Pomoc temu pacjentowi byłaby udzielona - zapewnia.

Przypomnijmy. W niedzielny wieczór do USK trafił raniony nożem w brzuch mężczyzna. Z relacji świadków wynika, że nie udzielono mu pomocy, argumentując, że placówka nie ma ostrego dyżuru. Rannego człowieka obcy ludzie doprowadzili do pobliskiego szpitala wojewódzkiego, gdzie pomoc otrzymał.

Dyrekcja USK, która przeanalizowała monitoring z tego wieczoru i poprosiła o wyjaśnienia pracowników, na zwołanej w czwartek konferencji prasowej przedstawiła swoją wersję zdarzeń. Wynika z niej, że kobieta, która przywiozła pacjenta do szpitala taksówką, podeszła do rejestracji. Tu poinformowała, że jej chłopak jest ranny i potrzebuje pomocy. Ale zdaniem pracowników szpitala, nie określiła rodzaju i umiejscowienia rany, ani nie powiedziała, gdzie znajduje się ranny. Rejestratorka poinformowała ją, że dyżurna chirurgia jest w sąsiednim szpitalu. Cztery minuty później w rejestracji zjawił się mężczyzna, który też poinformował o pacjencie ugodzonym nożem. Wtedy zjawiła się pielęgniarka. Poszła po opatrunek, sprawdziła stan pacjenta. Poinstruowała osoby towarzyszące rannemu, aby go nie ruszać. Potem poinformowała o zdarzeniu lekarza i organizowała transport dla chorego. Jednak gdy pracownicy SOR z wózkiem przyszli po pacjenta, już go nie było.

Sprawę wyjaśnia już podlaski oddział NFZ, a także krajowy konsultant ds. ratownictwa medycznego. - Z relacji personelu szpitala nie wynika, aby odmówiono pacjentowi pomocy - mówi prof. Jerzy Robert Ładny. - Ale przeanalizuję wszystkie aspekty tej sprawy.

Nikt jednak nie zwrócił uwagi na fakt, że gdyby nie zainteresowanie i interwencja naszego Czytelnika, to bulwersujące wydarzenie być może nigdy nie wyszłoby na jaw.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny