Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Śmierć w betonowym silosie. 34-latek zginął przysypany tonami otrębów zbożowych. Ruszył proces dyrektora zakładu

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Oskarżonemu grozi kara nawet 5 lat więzienia
Oskarżonemu grozi kara nawet 5 lat więzienia Izabela Krzewska/ Polska Press
Niezapewnienie odpowiednich zabezpieczeń, dopuszczenie do pracy w przestrzeni ograniczonej niezgodnie z procedurą. To tylko część uchybień w zakresie bhp wskazywanych przez prokuraturę. Oskarżony o narażenie pracownika oraz nieumyślne spowodowanie jego śmierci dyrektor zakładu nie przyznaje się do winy.

Do tragedii doszło 19 czerwca 2020 r. na terenie białostockiego zakładu przy ul. Elewatorskiej należącego do spółki zajmującej się przetwarzaniem zbóż i produkcją paszy dla zwierząt. W silosie zbożowym doszło do zatoru. Do rozbicia zbrylowanych otrębów wynajęto zewnętrzną firmę trudniącą się alpinizmem przemysłowym. Na miejsce przybyło trzech mężczyzn, w tym szef firmy. To właśnie on podwieszony na linie przymocowanej do dachu zjechał do wysokiego na kilkanaście metrów betonowego silosu. Dwóch jego pracowników zostało przy włazie.

W pewnym momencie poruszona zbita masa opadła w dół i przysypała mężczyznę. Było około południa.

- Pamiętam tylko, że najpierw zniknęło światło czołówki. Podjęliśmy od razu akcję ratowniczą - zeznawał jeden z pracowników, zarazem brat ofiary. - Zmontowaliśmy układ dwóch bloczków, który miał pomóc w wyciągnięciu brata. W pewnym momencie lina główna zerwała się. Próbowaliśmy go wyciągnąć na linę asekuracyjnej, ale przeszła przez układ bez oporów.

**Czytaj też:/b]

Na miejsce wezwano strażaków. Specjalistyczny sprzęt wypompowywał z góry otręby z wnętrza zbiornika, który nie posiadał żadnych otworów rewizyjnych. Minęły niemal dwie doby zanim służbom udało się odnaleźć, a następnie wydobyć ciało denata z silosu. Było przykryte warstwą otrębów o grubości około 9 metrów. Sekcja zwłok wykazała, że 34-latek zmarł na skutek uduszenia.
W wyniku śledztwa zarzuty postawiono dyrektorowi zakładu, na terenie którego doszło do wypadku. Prokurator uznał, że będąc osobą odpowiedzialną za bezpieczeństwo i higienę pracy osób pracujących na terenie firmy, świadomie naraził jednego z nich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i nieumyślnie spowodował jego śmierć.
Jak? Nie zapewnił pomostu, na którym mógłby stanąć. Nie zapewnił wyłączenia urządzenia odbiorczego (tzw. ślimaka na dole silosu), nie zapewnił oświetlenia wewnątrz silosu. Do tego dopuścił 34-latka - bez aktualnych okresowych badań lekarskich, orzeczenia o braku przeciwwskazań do pracy na wysokości oraz ważnego szkolenia bhp - do pracy w przestrzeni ograniczonej niezgodnie z procedurą firmy (tzw. programem wejść do przestrzeni ograniczonej), dokładniej - nie wyznaczył swojego pracownika do pełnienia nadzoru nad pracami wewnątrz silosu.
W środę 1 czerwca ruszył proces w tej sprawie. Oskarżony 32-latek broni się, że bazował na doświadczeniu pokrzywdzonego, którego firma już wcześniej wykonywała podobne zlecenia na rzecz jego spółki w różnych częściach Polski.
- Pan Mateusz znał procedurę wejścia do przestrzeni ograniczonej ponieważ został przeszkolony w innym zakładzie produkcyjnym. Podczas spotkania przygotowawczego deklarował, że doskonale wie, w jaki sposób do tego tematu podejść - wyjaśniał oskarżony, któremu grozi kara do 5 lat więzienia.
[b]Zobacz także:**

Przygotowania do usunięcia zatoru rozpoczęły się już dwa dni przed wypadkiem. Przez ten czas "alpiniści" nie zgłaszali żadnych uwag. Oskarżony twierdzi, że zapewnienie sprzętu miało być w całości po stronie wykonawcy usługi, a jedyne o co prosił, to miernik gazu do sprawdzenia atmosfery w silosie.

Dyrektor twierdzi, że w dniu wypadku na miejscu prac (na dole) w obecnych było dwóch jego pracowników obsługujących silos i wybieraki ślimakowe oraz kierownik produkcji, który przeprowadzał obchód i miał mieć nadzór nad postępem prac. Sam dyrektor o zdarzeniu miał się dowiedzieć od pracownika wynajętej firmy. Po dotarciu na górę, pomagał im wyciągać mężczyznę z silosu.

Oskarżony uważa, że do wypadku przyczynił się sam właściciel wynajętej firmy, który pracował poniżej poziomów otrębów, nie miał napiętej liny głównej, wykuł się z liny asekuracyjny.

Przesłuchany na pierwszej rozprawie pracownik pokrzywdzonego twierdzi, że w przeszłości nigdy się to nie zdarzało. - Mógł to być czynnik ludzki, czyli brat sam siebie odpiął, ale też awaria urządzenia asekuracyjnego - uważa.

Kolejna rozprawa została odroczona do 2 września.

od 7 lat
Wideo

Dziennik Bałtycki. Pod Chojnicami wykopano samolot z II wojny

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny