MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Prof. Adam Krętowski: Uczelnia musi się rozwijać, a my nie czekamy z założonymi rękoma

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko
Prof. Adam Krętowski, rektor UMB, kierownik Kliniki  Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku
Prof. Adam Krętowski, rektor UMB, kierownik Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku Wojciech Wojtkielewicz
Potrzebna jest nam współpraca ze szpitalami powiatowymi. Szkoda, że do tej pory to się nie udało – mówi prof. Adam Krętowski, rektor Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

Podczas inauguracji roku akademickiego mówił pan m.in. o planach na dalszy rozwój uczelni. Pomysłów jest mnóstwo, a… tylko rok na ich realizację, bo to przecież już właściwie końcówka pana drugiej kadencji. Podobno już pan wyznaczył swojego następcę na stanowisko rektora…

Nie mam takich kompetencji ani formalnie możliwości, żeby kogokolwiek wyznaczać. Natomiast ja – nawet jako rektor - jestem tu tylko małym trybikiem. Rozwój uczelni nie jest kwestią moich osobistych planów. Najważniejsze jest takie działanie, żebyśmy my wszyscy, jako mieszkańcy tego regionu, byli bezpieczni pod względem zapewnienia opieki medycznej, pod względem wykształcenia kadr medycznych. Na UMB mamy 16 kierunków, kształcimy osoby w 16 zawodach, dbamy o naukowy i dydaktyczny rozwój uczelni. Więc to, czy ja mam jeszcze rok, czy mniej, czy więcej, to nie ma znaczenia, bo nie mówimy o moich planach, tylko mówimy o planach Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. I o tym, kto będzie dalej rozwijać uczelnię. Poza tym trzeba pamiętać, że wszystkie rzeczy, które rektor realizuje, są ujęte w strategii, którą uchwalił uniwersytet, którą uchwaliła społeczność akademicka poprzez swoich przedstawicieli w Senacie i Radzie Uczelni.

Prof. Paweł Knapp: Leczenie jest jak wspinaczka na Mount Everest

Ale poprze pan profesora Marcina Moniuszkę, jeśli ten zdecyduje się kandydować?

Oczywiście, jeśli zgodzi się kandydować. To jest mój najbliższy współpracownik, mój zastępca, który ma największą wiedzę, największe doświadczenie w zarządzaniu uczelnią. Jest to też dobry człowiek, uczciwy, który ciężko pracuje, więc na pewno byłby to bardzo dobry wybór dla naszego uniwersytetu, dla naszej społeczności i dla naszego regionu. Ale to nie ja decyduję, tylko zadecydują nasi pracownicy, także studenci, bo przecież rektor wybierany jest przez całą społeczność akademicką.

Wydaje się, że macie panowie podobną wizję rozwoju uczelni. Obaj chcecie łączyć medycynę z nowymi technologiami. Dlaczego jest to takie ważne?
Rozwój uniwersytetu jest wielokierunkowy. My przede wszystkim chcemy poprawiać jakość kształcenia na tych podstawowych kierunkach: lekarskim, lekarsko-dentystycznym, na pielęgniarstwie, położnictwie, farmacji czy analityce medycznej. Ostatnio powołaliśmy Centrum Doskonałości Dydaktycznej, staramy się też pozyskiwać fundusze na kształcenie naszych pracowników, ale też na infrastrukturę dydaktyczną. Brakuje nam powierzchni dydaktycznych, ponieważ w ciągu ostatnich 20 lat z 2 tysięcy studentów zwiększyliśmy ich liczbę do 6 tysięcy.

Dr Julia Nowowiejska: Do dermatologa trzeba zapukać co najmniej raz w roku

No właśnie o to chciałam zapytać. Jak dajecie sobie z tym radę?
Do tego potrzebna nam infrastruktura dydaktyczna, czyli sale seminaryjne, sale wykładowe, ale też infrastruktura szpitalna. Marzymy o tym, by znalazły się pieniądze na wybudowanie Centrum Dydaktyki Przedklinicznej, którego projekt przygotowaliśmy. Równie istotny jest rozwój naszych jednostek klinicznych. Mamy też mnóstwo potrzeb związanych z rozbudową i przebudową szpitala na Dojlidach. Jednym z ważnych elementów ma być Centrum Onkologii Spersonalizowanej, ale chcemy rozwijać też opiekę rehabilitacyjną, opiekę nad przewlekle chorymi czy zwiększać liczbę łóżek na potrzeby kardiologii nieinwazyjnej. To baza kliniczna, która z jednej strony da szansę na rozładowanie kolejek i sprawienie, by pacjenci nie musieli leżeć na korytarzu, tak jak jest dzisiaj u mnie w klinice, z drugiej strony będzie bazą dla kształcenia studentów. Niestety, na razie to tylko plany i oczekiwania, że znajdą się na to pieniądze, że fundusze w ramach Programu Odbudowy zostaną odblokowane i będziemy mogli je pozyskać.

Plany faktycznie robią wrażenie, ale na razie musicie sobie radzić w innej rzeczywistości, bez tych inwestycji.
I dlatego wciąż pacjenci leżą u nas na korytarzach. Tak nie powinno być.

Lekarz zrezygnował z rutynowej operacji, by Marta mogła zostać mamą

Receptą na to są tylko nowe inwestycje?
Nie czekaliśmy z założonymi rękoma, wykazywaliśmy inicjatywę, m.in. podejmowaliśmy też działania, związane ze współpracą ze szpitalami powiatowymi, ale niestety nie udało się ich zrealizować. Mieliśmy wziąć udział w pilotażu, w ramach którego zacieśniłaby się współpraca między szpitalem klinicznym a szpitalami powiatowymi, które mogłyby wesprzeć nasze kliniki w procesie leczenia części pacjentów. To się nie udało, nie było dobrej woli decydentów, nie było woli politycznej, by to zaczęło działać. Ale my nadal będziemy o to zabiegać. Nie poddajemy się, najważniejsze jest dobro pacjentów.

Czyli jaka jest teraz rola szpitali powiatowych? Przecież i tak większość pacjentów trafia do Białegostoku.
Znaczna część opieki specjalistycznej w województwie podlaskim odbywa się w USK i w szpitalu wojewódzkim w Białymstoku. Paradoksalnie my za ubiegły rok, jak zwykle, mieliśmy duże nadwykonania i długie dyskusje o ich opłaceniu, podczas gdy wiele szpitali powiatowych nie realizuje ryczałtu, co oznacza, że ma za mało pacjentów, a jednocześnie dostaje pieniądze wyrównawcze. Oczywiście, te szpitale są niezbędne, jak najbardziej. My też chcemy wspierać ich rozwój, ale chcemy też, żeby z nami współpracowały, żeby pacjenci, którzy nie wymagają już skomplikowanych procedur medycznych czy diagnostycznych, mogli zostać przeniesieni właśnie do szpitali powiatowych. Oni by realizowali planowany ryczał, dostaliby za to pieniądze i też mogliby się rozwijać, a u nas pacjenci nie musieliby leżeć na korytarzach. Prosta sprawa. Mam nadzieję, że decydenci w końcu to zrozumieją.

Chirurdzy onkolodzy i specjaliści z Zakładu Medycyny Nuklearnej wspólnie zoperowali czerniaka

Proszę coś więcej opowiedzieć o tym rozwiązaniu.
Szpitale powiatowe nadal kierowałyby do nas ciężej chorych pacjentów lub tych wymagających specjalistycznej pomocy czy dodatkowej diagnostyki. Po „podleczeniu” taki pacjent wracałby do nich. To byłoby z korzyścią dla wszystkich. U nas zwalniałoby się miejsce dla kolejnych potrzebujących, szpitale powiatowe wykonywałyby ryczałt, a pacjent z terenu miałby bliżej do domu, do rodziny. To jest tylko kwestia kto zdecyduje się na pełniejsze wykorzystanie potencjału klinicznego regionu, kto spowoduje, że szpitale będą widziały potrzebę współpracy.

A nie możecie po prostu dogadać się z ze szpitalami powiatowymi, przynajmniej w okolicach Białegostoku?
Proszę zapytać panią docent Marzenę Wojewódzką, która u nas jest kierownikiem SOR-u. Telefony do szpitali powiatowych z prośbą o przyjęcie pacjentów są codziennie, ale szpitale powiatowe nie przyjmują na korytarz pacjentów. Poza tym mają ograniczenia kadrowe. Ale gdyby zorganizować taką współpracę, to część lekarzy rezydentów, którzy mają w ramach specjalizacji z chorób wewnętrznych staż w szpitalach powiatowych, oddelegowalibyśmy nawet od nas. Wszystko jest do zorganizowania, tylko ktoś się musi tym zająć.

Rozmawiamy w Klinice Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Wewnętrznych, którą pan kieruje. Faktycznie – korytarze są zastawione łóżkami pacjentów. Czy tak jest w całym szpitalu?
Sytuacja jest podobna we wszystkich klinikach internistycznych, na kardiologii, gastrologii, alergologii i wielu innych. Nie mamy wyjścia – gdy wszystkie łóżka w salach są zajęte, pacjentów z ostrych dyżurów musimy kłaść na korytarzu. Ale jednocześnie przecież musimy też przyjmować pacjentów planowych, których kolejka wciąż się wydłuża. Sytuacja poprawiłaby się, gdybyśmy po wstępnej diagnozie mogli chociaż część pacjentów przenieść do szpitali powiatowych. Trzeba więc stworzyć takie warunki, żeby szpitale powiatowe chciały tych pacjentów do siebie brać, żebyśmy ze sobą współpracowali. Dyrektorzy szpitali powiatowych to rozumieją i chcieliby to robić. Dlatego tak chciałem zorganizować u nas pilotaż we współpracy z Ministerstwem Zdrowia, żeby pokazać, że jest to możliwe i potrzebne. Niestety, nie udało się, bo lokalni decydenci nas nie wsparli i nic nie dało się zrobić.

Kto był przeciwny?
Najsmutniejsze jest to, że w regionie często o sprawach zdrowia decydują osoby, które nie mają wiedzy i doświadczenia w tym obszarze. My, jako uczelnia czy szpitale kliniczne, mamy ekspertów i jesteśmy instytucjami neutralnymi politycznie, więc warto by było nas posłuchać. Ale faktem jest, że – mimo wsparcia Ministerstwa Zdrowia – zgody na pilotaż w naszym regionie nie udało się uzyskać. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, ale do dzisiaj ta sytuacja nie została rozwiązana. Wierzę jednak, że ciągle jest możliwość, żeby to zmienić, żeby zacząć współpracować. Na razie jednak system tu nie działa.

Jeśli się mówi o tym niedziałającym systemie, to przede wszystkim nacisk się kładzie na brak pieniędzy, brak lekarzy i brak pielęgniarek.
My mamy trochę łatwiej, ponieważ kształcimy pielęgniarki i kształcimy lekarzy, więc USK czasami jest ich pierwszym wyborem przy szukaniu pracy. Jednak coraz mniej lekarzy chce pracować w szpitalu klinicznym. Bo to jest ciężka praca, to jest praca odpowiedzialna, często za dużo mniejsze pieniądze niż w poradniach specjalistycznych, POZ czy szpitalu powiatowym. Powinno być tak, że w najbardziej wyspecjalizowanym szpitalu w regionie powinni zostawać najlepsi lekarze, najlepsi absolwenci. Ale za tym powinna iść odpowiednia gratyfikacja finansowa.

Teraz lekarzy – i przedstawicieli innych zawodów medycznych – może kształcić właściwie każda uczelnia.
Trudno jest powiedzieć, czym to się zakończy. Mogę tylko podkreślić, że my możemy przyjmować jeszcze więcej studentów, kształcić jeszcze więcej lekarzy i wciąż to zgłaszamy. Zgłaszamy też, jakich inwestycji potrzebujemy, by kształcić jeszcze lepiej i w lepszych warunkach. Czekamy wciąż na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. I mam nadzieję, że w pierwszej kolejności te pieniądze zostaną przyznane uczelniom, które pokazały już, że potrafią kształcić, które mają odpowiedni poziom, które są uczelniami akademickimi. Takiej liczby kierunków lekarskich w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jak teraz w Polsce to nie ma w żadnym kraju. Średnio, na przykład Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych na 37 milionów mieszkańców jest mniej więcej 15-16 uczelni. Jeszcze niedawno u nas było podobnie. Natomiast w tej chwili jest już około 40, a ma być 50. Ile trzeba pieniędzy na stworzenie odpowiedniej infrastruktury do kształcenia na tych uczelniach? Skąd wziąć asystentów, wykładowców z doświadczeniem? Oczywiście, myślę, że na wielu mniejszych uczelniach znajdą się dobrzy biolodzy, fizycy czy chemicy, którzy mogą nauczać tych przedmiotów podstawowych, przedklinicznych. Ale co potem? Jeśli w jakimś szpitalu na oddziale jest dwóch lekarzy, którzy ledwo spinają grafik dyżurów, to jak oni znajdą czas i siły, by jeszcze uczyć studentów? Dlatego trzeba sobie postawić pytanie, czy warto pozwolić na takie rozdrobnienie kształcenia. Ekonomia jest tu chyba oczywista. Lepiej mieć mniej ośrodków, kształcić w nich więcej osób, bo na infrastrukturę wtedy trzeba wydać mniej. Rozproszenie nie jest korzystne dla jakości kształcenia, natomiast też musimy brać pod uwagę, że niestety dzietność w Polsce się zmniejsza. W wyniku reformy systemu oświaty w przyszłym roku do szkół średnich idzie rocznik cztery razy mniejszy niż w bieżącym. Co będzie za kolejne cztery lata? Wtedy nagle się może okazać, że wiele szkół ma bardzo mało studentów albo nie ma ich w ogóle. Kto wtedy utrzyma te szkoły? Decydenci muszą to brać pod uwagę, otwierając kolejne kierunki lekarskie czy też związane z kształceniem pielęgniarek.

Czepkowanie na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. Nowe pielęgniarki złożyły przyrzeczenie

Wróćmy do UMB. Proszę opowiedzieć o Centrum Dydaktyki Przedklinicznej. Dlaczego jest wam tak potrzebne?
Takim naszym wąskim gardłem, jeżeli chodzi o kształcenie lekarzy, są te pierwsze lata zajęć teoretycznych, np. z anatomii czy fizjologii. W tej chwili mamy na pierwszym roku ponad 300 studentów, a ze studentami zagranicznymi – nawet 400. I nie mamy sali, gdzie moglibyśmy ich wszystkich pomieścić na wspólnym wykładzie. Nie mamy też wystarczającej liczby mniejszych sal, gdzie ta dydaktyka mogłaby się odbywać. Dlatego nieraz zajęcia trwają do późnych godzin nocnych. Stąd też idea stworzenia Centrum Dydaktyki Przedklinicznej. Chcielibyśmy, by to Centrum powstało w obrębie kampusu. Mamy pomysł, ciągle w ramach marzeń, żeby główna jego część powstała w podziemiach dziedzińca honorowego Pałacu Branickich. Robimy w tej chwili badania archeologiczne, które same w sobie są wielką wartością, bo pokazują naszą historię, historię Białegostoku, ale przede wszystkim pokazują, że tak, w tym obszarze można by było ulokować taki obiekt, sale seminaryjne, sale wykładowe. W ramach Centrum chcielibyśmy również rozwijać nowoczesne kształcenie anatomii. Zależy nam, by to było kształcenie praktyczne, a nie polegające na tym, że ogląda się tylko różne preparaty czy modele symulacyjne. Chcemy, by studenci z anatomią zapoznawali się także w sposób praktyczny. Projekt Centrum Dydaktyki Przedklinicznej już przygotowaliśmy, od 2021 r. jest złożony w ministerstwie zdrowia i czekamy na ewentualne uwolnienie funduszy z Krajowego Programu Odbudowy.

Na uczelni powstaje też Centrum Doskonałości Dydaktycznej.
Ono ma bardziej wirtualny charakter. Większość naszych wykładowców nigdy nie było szkolonych z tego, jak powinny wyglądać zajęcia dydaktyczne. Chcemy im pomóc rozwijać się w kontekście pedagogicznym, dydaktycznym, by jakość kształcenia była wyższa. Chcemy pozyskiwać środki na kształcenie dydaktyków w ośrodkach zagranicznych. Poza tym chcielibyśmy, by jeden asystent miał pod opieką najwyżej dwóch studentów szóstego roku. Na razie jest to niemożliwe – ze względów finansowych, bo subwencja, którą dostajemy na prowadzenie kształcenia, nadal pokrywa zaledwie 70 proc. naszych kosztów. To dzięki studiom niestacjonarnym czy kształceniu studentów zagranicznych jesteśmy w stanie spiąć budżet. Trudności jest wiele, ale działamy i czujemy się dumni z tego, że jesteśmy wysoko pozycjonowani w Polsce zakresie nauki, ale też w zakresie dydaktyki, również studentów anglojęzycznych. Natomiast stale potrzebujemy wsparcia: infrastrukturalnego, organizacyjnego, żeby iść do przodu, żeby się dalej rozwijać.

Podczas inauguracji mówił pan też o centrum medycyny cyfrowej.
To kontynuacja naszego projektu Centrum Sztucznej Inteligencji. De facto nasz projekt był inspiracją dla Agencji Badań Medycznych do tego, żeby wspierać ten kierunek rozwoju w całej Polsce, bo takie centra powstają teraz w kilkunastu jednostkach uniwersyteckich. My jesteśmy trochę z przodu przed innymi, bo już od dłuższego czasu zbieramy dane wielkoskalowe, to są badania genomowe, metabolomiczne i połączenie ich z danymi klinicznymi. To budowa dużej bazy danych, na podstawie której można wykorzystywać algorytmy sztucznej inteligencji. Bo przecież sztuczna inteligencja działa na danych; dopóki nie ma danych dobrej jakości, to nie ma sensownych wniosków. My już to robimy, ale chcemy poszerzyć skalę. Naszą bazę planujemy połączyć z danymi z naszych szpitali: USK i UDSK. Chcemy na tych danych i algorytmach sztucznej inteligencji budować nową wiedzę, a później tę wiedzę wykorzystywać nie tylko do celów naukowych, ale właśnie do praktyki. Dzięki temu możemy szukać oszczędności finansowych, możemy szukać lepszych algorytmów diagnostycznych i terapeutycznych. To jest przyszłość – sztuczna inteligencja jest już wszędzie, więc cieszę się bardzo, że i u nas jest szansa na jej skuteczne wykorzystanie.

Prof. Anna Wasilewska, dyrektor UDSK: Baza szpitala jest coraz lepsza, ale brakuje lekarzy

Mówi pan o rozwoju lekarzy, o metodach diagnostycznych, o nauce. Kilka miesięcy temu rozmawiałam z panem profesorem Puchalskim, nestorem białostockiej chirurgii, podczas jubileuszu jego 90-lecia. Pan profesor mówił m.in. o tym, jak ważne jest, żeby lekarz, oprócz zaaplikowania odpowiedniego leczenia, potrzymał czasem pacjenta za rękę. Czy to jest jeszcze możliwe w dzisiejszych czasach?
To jest nie tylko możliwe, ale absolutnie niezbędne. W tym roku u nas wykład inauguracyjny wygłosił pan profesor Jose Flores, który jest dyrektorem medycznym w szpitalu najlepszej uczelni medycznej na świecie, czyli Harvard Medical School. Profesor mówił właśnie o genach, o badaniach dotyczących całego genomu, ale znaczną część wykładu poświęcił wartościom humanistycznym, właśnie temu, że pacjent jest najważniejszy. Mówił o tym kontakcie z pacjentem, o dobrym, ciepłym słowie, empatii, o tym jak ważne jest pochylenie się nad każdym pacjentem. Lekarz musi być dobrym człowiekiem, z empatią, poczuciem misji. I tego musimy uczyć swoich studentów. Bo sztuczna inteligencja nie zastąpi lekarza. Sztuczna inteligencja nie zastąpi tego bliskiego kontaktu, tego ciepła, współczucia, dotyku dłoni, ale nam może pomóc lepiej diagnozować pacjentów, żeby ich lepiej leczyć. Potrzebujemy więc sztucznej inteligencji, ale potrzebujemy też humanizmu, człowieczeństwa, potrzebujemy empatii, ciepłej dłoni, dotyku oraz wsparcia psychicznego pacjenta w cierpieniu i chorobie.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Upalne dni bez stresu. Praktyczne sposoby na zdrowe lato

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny