Proces pseudokibica. Wyrok jutro

fot. Anatol Chomicz
Rodzice zakatowanego Adriana z trudem powstrzymywali łzy.
Rodzice zakatowanego Adriana z trudem powstrzymywali łzy. fot. Anatol Chomicz
Udostępnij:
Adrian G. za zabicie kibica dostał 25 lat. Obrońcy chcą złagodzenia kary. Prokurator - jej podtrzymania.

Białostocki sąd rozpatrzył dzisiaj apelację Adriana Grygorczuka (sąd zgodził się na publikację jego danych i wizerunku). To on ze swoimi kolegami w grudniu 2005 roku zakatował swojego imiennika.

- Wymierzona kara jest rażąco niewspółmierna do winy - tłumaczyła adwokat oskarżonego. Jej zdaniem 15 lat to wystarczająco długa odsiadka. A sąd pierwszej instancji nieprawidłowo określił okoliczności przestępstwa. - Adrian Grygorczuk nie był głównym sprawcą. Nie można mówić, że kierował się motywem zemsty.

Tłumaczyła, że w momencie popełniania zbrodni Grygorczuk był zagubionym 17-letnim chłopakiem, który nie mógł odnaleźć się w życiu. - Czy powinniśmy go skazywać na tak długą izolację? - pytała.

- Oskarżony zadawał ciosy w najbardziej newralgiczne dla życia części ciała. Mimo, że nie miał 18 lat, był już zdemoralizowany. Uznał, że rozwiązywanie konfliktów za pomocą siły jest najlepsze - odpowiadała jej prokurator.

Wtórował jej pełnomocnik rodziców zakatowanego Adriana. - Żaden wyrok nie będzie w stanie naprawić krzywdy, jaka dotknęła rodziców. Nie można zgodzić się, że Grygorczuk zrozumiał naganność swojego czynu - mówił pełnomocnik.

I przypomniał rozprawę przed sądem pierwszej instancji. Podczas ogłaszania wyroku Grygorczuk spuścił głowę i pokiwał nią. Ale przy uzasadnieniu odwrócił się do znajomych. Uśmiechnął się do nich, pokazał nowe tatuaże. Wcześniej, w czasie badania psychiatrycznego, przyznał, że sumienie go nie dręczy.

- Nie wykazywał żadnej skruchy. Szedł dumny do sali sądowej. Spotkanie z wymiarem sprawiedliwości traktował jako kolejny epizod w swoim życiu - dodał pełnomocnik.

Na sali rozpraw byli także rodzice ofiary. Jakiego wyroku się spodziewają? - Takiego samego, jaki dostał mój syn. Ale to nie przywróci jego życia - powiedziała nam matka.

Ona też nie wierzy w skruchę Grygorczuka. - Patrzył się w oczy, uśmiechał się z taką kpiną, że aż serce się kraje - wspominała. - Nie życzę mu śmierci, ale chciałabym, żeby został tam całe życie - dodała po chwili.

Sąd ogłosi wyrok jutro.

Czekali na niego przed domem

Przypomnijmy. Adrian R. zginął w grudniu 2005 roku. Chłopak miał wtedy 19 lat. Czterej napastnicy czatowali na niego od samego rana. Czekali przed jego domem przy ulicy Zielnej. Chcieli się na nim zemścić za pobicie jednego z nich.

Kiedy chłopak wyszedł, skini rzucili się na niego. Adrian próbował się bronić. Użył nawet gazu pieprzowego. Ale nie poradził sobie z czterema uzbrojonymi przeciwnikami.

Napastnicy bili go pięściami, kopali. Po uderzeniu kijem bejsbolowym w głowę, Adrian padł na ziemię. Otrzymał jeszcze kilka ciosów nożem. Lekarze doliczyli się trzech ran kłutych w okolicach serca i pięciu poważnych ciętych na nogach.

Napastników przestraszyła sąsiadka Adriana. Gdy zobaczyła, co się dzieje, zaczęła krzyczeć. Sprawcy uciekli. Po drodze wyrzucili kije i kominiarkę. Adrian nie zginął na miejscu. Trafił do szpitala. Zmarł następnego dnia.

Kilku świadków rozpoznało bandytów. Policjantom pomogły też badania DNA ze śladów znalezionych na narzędziach zbrodni czy niedopałkach papierosów.

Wojna pseudokibiców

Zarówno napastnicy, jak i ofiara byli kibicami Jagiellonii. Tylko, że Adrian R. był pretorianem, a oprawcy skinami. Obydwie grupy pseudokibiców były ze sobą zwaśnione. Trwała między nimi niemal regularna wojna (pół roku później obydwie grupy starły się przed meczem z łódzkim Widzewem). Adrian stał się jej ofiarą.

W pierwszym procesie Adrian G. dostał 15 lat więzienia. Ale wyrok uchylił sąd apelacyjny. Kolejny był już bardziej surowy - 25 lat.

Dwaj mężczyźni, którzy również katowali Adriana, odsiadują już prawomocne kary. W więzieniu spędzą po 13 i 15 lat. Czwarty zbiegł. Jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
joasia
Może te popier***one papugi adwokaci wezmą do swego domu tego bandytę i będzie po sprawie żeby twoje dziecko zabił to też żądałbyś uniewinnienia zasrany adwokacie
b
bil
"Prawdziwy" Polak grygorczUK - hehe tak to jest gdy skrywane kompleksy wyłażą na wierzch niczym słoma u chama z butów. Protestuję aby za moje podatki taki bydlak miał być utrzymywany przez ileś tam lat. W więzieniach takie miernoty powinny ciężką pracą zarabiać na swój tam pobyt. A gdzie ta ku..a ostrówka ( kolejne nazwisko "prawdziwego" Polaka heheh)? Nie ma gnój odwagi popatrzeć w twarz rodziny i znajomych zabitego chłopaka i odpowiedzieć za zbrodnie którą popełnił. Jak ja się brzydzę takimi miernotami!
G
Gość
Z artykułu wynika, że pobity Adrian nie był przypadkową ofiarą. Należał do takiej samej grupy jak oskarżony, tylko że przeciwników. Grupy biły się od zawsze. Wcześniej pobił sam kogoś innego. Miał szczęście, bo nie ze skutkiem śmiertelnym. Ale czy to znaczy, że był lepszy?
A więc dla mnie żaden z Adrianów nie jest ani ofiarą, ani napastnikiem. Obaj uczestniczą w ‘grze’ kto kogo załatwi lepiej. I tak na to trzeba patrzeć drodzy państwo.
Dodaj ogłoszenie