Postanowiliśmy robić nową, niezależną gazetę

Alicja Zielińska [email protected]
Nasza pierwsza wigilia, w 1990 roku, w budynku przy Lipowej 19/21,  Redakcja mieściła się na drugim piętrze, a Biuro Ogłoszeń na parterze, po Modzie Polskiej.
Nasza pierwsza wigilia, w 1990 roku, w budynku przy Lipowej 19/21, Redakcja mieściła się na drugim piętrze, a Biuro Ogłoszeń na parterze, po Modzie Polskiej.
Udostępnij:
Stuknęło nam 25 lat - to brzmi dumnie i jesteśmy dumni. Zaczynaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu - trzynastu dziennikarzy, trzy telefony, zaledwie trzy maszyny do pisania.

Spotkaliśmy się w siedzibie Regionu Solidarność, wówczas mieszczącej się przy ul. Lenina (dziś Branickiego). Znaliśmy się wszyscy, ale spoglądaliśmy na siebie z niedowierzaniem: czy nam się to uda? Udało się, choć dzisiaj z perspektywy czasu można śmiało powiedzieć, że porwaliśmy się z motyką na słońce. Bez sprzętu, bez pieniędzy, właściwie bez niczego postanowiliśmy robić gazetę. Mieliśmy tylko wielkie chęci, zapał i czuliśmy wsparcie Czytelników, którzy chcieli nowej gazety.

Po zwycięskich wyborach czerwcowych 1989 roku, PZPR straciła władzę, ale wychodzącą w Białymstoku prasę mocno jeszcze trzymała w garści. Jak opowiadał Kazio Rosiński, zmarły w 2004 roku nasz nieodżałowany kolega, pięcioosobowa delegacja dziennikarzy oraz członków Komitetu Obywatelskiego udała się do I sekretarza KW PZPR Włodzimierza Kołodziejczuka i zażądała od niego oddania dziennikarzom popołudniówki Kurier Podlaski. Oczywiście Kołodziejczuk gazety im nie dał, bo nie mógł, ale też i zwyczajnie nie chciał tego zrobić.

Wobec tego dziennikarze przystąpili do stworzenia własnej gazety. Redaktorem Kuriera Porannego został Janusz Stankiewicz. Organizacji wydawnictwa podjął się Marian Leszczyński, działacz Komitetu Obywatelskiego, który kierował spółką ITO, zatrudniającą działaczy demokratycznej opozycji. To z jego inicjatywy powołana została spółka akcyjna Edytor, której statut opracował za darmo Wojciech Brochwicz, późniejszy wiceminister spraw wewnętrznych. Akcjonariuszami Edytora, oprócz dziennikarzy i pracowników ITO, było kilkunastu miejscowych drobnych biznesmenów. W sumie kapitał zakładowy Edytora wyniósł niespełna 170 mln zł (dziś po denominacji złotego należy odjąć cztery zera), wówczas miało to wartość około 20 tys. dolarów. Wyborcza wspaniałomyślnie podarowała papier, który wystarczył na wydawanie numerów bodajże przez miesiąc. Dalej musieliśmy radzić sami.

Numer zerowy Kuriera Porannego ukazał się przed świętami Bożego Narodzenia 1989 roku, z artykułem na czołówce "Kiedy Jan Paweł II odwiedzi Białystok?" A ruszyliśmy oficjalnie i z rozmachem - 40 tys. nakładu - 9 stycznia 1990 roku. Był to wtorek, ponoć dobry dzień do zaczynania biznesu. Pierwsza redakcja mieściła się przy ul Lipowej 6. Redakcja - to mocno za duże słowo, ponieważ to było trzypokojowe mieszkanie, 60 kilka metrów kwadratowych. I na tej powierzchni wszystko: trzynastu dziennikarzy, trzy telefony, zaledwie trzy maszyny. Ścisk, hałas. Organizowaliśmy też zbiórkę darów dla Rumunii, gdzie obalono reżim Ceausescu. Cała redakcja była zawalona kartonami, białostoczanie znosili ofiarnie artykuły spożywcze. A potem Jacek Żalikowski pojechał z konwojem, by je zawieźć.

Przy okazji kolejnych rocznic zawsze nasuwa mi się wspomnienie, jak to do Porannego przyjechała ekipa telewizji japońskiej nakręcić reportaż. Japończycy zaintrygowani informacją, że gdzieś tam na wschodzie Polski powstała niezależna gazeta, postanowili zrobić o nas reportaż. Dziś jestem pewna, że bardziej byli zdziwieni warunkami, w jakich ją tworzymy. Wyposażeni w nowoczesny sprzęt filmowali nasze kolegium redakcyjne. Siedzieliśmy stłoczeni przy biurkach w pokoju 3 na 3 metry, w oparach dymu, bo wówczas wszędzie nagminnie palono papierosy, i nie przejmując się, co tam mogą o nas myśleć, żarliwie dyskutowaliśmy o tematach.

Latem 1990 roku już poprawiły się nam warunki. Przeprowadziliśmy się do budynku przy Lipowej 19/21, naprzeciwko kina Pokój. Mieliśmy do dyspozycji więcej pomieszczeń, Biuro Ogłoszeń urządziło się w lokalu na parterze po Modzie Polskiej. Któregoś poniedziałku przyszliśmy do pracy i nie mogliśmy uwierzyć - nasze stare byle jakie biurka lśniły czarnym kolorem, zgodnie z ówczesną modą. To Krysia Szupica, szefowa administracji zorganizowała wszystko i przemalowała. Na ścianach zawieszono obrazy, zrobiło się ładnie. Czuliśmy się nie tylko jak paczka dobry ch znajomych, ale jak rodzina. Oczywiście zdarzały się nam wpadki. Raz wydawca zamienił zdjęcia czcigodnych hierarchów: biskupów Dydycza i Sawę, innym razem wskutek niewłaściwego odkrycia numeru w konkursie zdrapkowym zamiast jednej pralki czy lodówki, "posypały" się dziesiątki wygranych. Czytelnicy wybaczyli nam.

Czas mijał. Doczekaliśmy się własnej drukarni. W maju 2001 roku redakcja przeniosła się na ul. św. Mikołaja 1, gdzie jesteśmy dzisiaj, robimy gazetę na nowoczesnym sprzęcie, który poziomem nie odbiega od innych redakcji w kraju.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

k
kandnam

podoba mi się ten pomysł :)

G
Gość

Przyszły krasnoludki i założyły dzielnym dziennikarzom gazetke.

G
Gość

piękna historia - szkoda tylko że dziś z niezależnością coraz gorzej - (ale macie biurka, komputery, drukarnie...):)

Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie