Piotr Tomaszuk. Z teatru nie można wyzdrowieć

    Piotr Tomaszuk. Z teatru nie można wyzdrowieć

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Piotr Tomaszuk na widowni Teatru Wierszalin
    1/5
    przejdź do galerii

    Piotr Tomaszuk na widowni Teatru Wierszalin ©Wojciech Wojtkielewicz

    To nie będzie zwykła rozmowa, bo Piotr Tomaszuk nie jest zwykłym rozmówcą. O Teatrze Wierszalin mówi wyczerpująco, wręcz wykłada filozofię swojego totalnego poświęcenia się stworzeniu unikalnej w skali Europy, a może i świata, przestrzeni artystycznej.
    Jak rodzi się spektakl?

    Piotr Tomaszuk: Początek teatru jest u mnie w głowie. Po latach pracy widzę i czuję dokładnie, że ten schizofreniczny monolog, który prowadzimy jest rozpisany na dwa głosy w nas samych. Zawsze monologujemy dialogiem. Zawsze wewnętrznie mówię do siebie „ty”, czasem wcielam się w inne postaci, czasem one wymagają ode mnie, żebym z nimi porozmawiał, czasem się narzucają po nocach.
    Wtedy nie można się od nich uwolnić, nie można spać i to jest ten teatr. On gnębi, podpowiada nietypowe zachowania, nietypowe rozwiązania sytuacji, nietypowy taniec, który odbywa się już w realnej przestrzeni naszego teatru. W mojej głowie on się zawsze odbywa właśnie tu. Teatr rodzi się w tym pomiędzy - wyobraźnią a przestrzenią. Na końcu tej przestrzeni stoi aktor. Jego też muszę mieć w głowie, skoro go chcę słyszeć. A aktor mówi słowa. A słowa, słowa, słowa... są na początku. To nimi się mówi wewnętrznie. Jeżeli w rozmowie używa się słów autora obcego, początkowo obcego, na przykład Wyspiańskiego, to się te słowa czyni własnymi. Znajduję w tych słowach rytm, znajduję motor poezji. Szukam, co czyni, że te słowa są takie. Kiedy ten rytm zaczyna już we mnie pracować, to koło się zamyka i powstaje teatr.

    Pierwsza była fascynacja literaturą?

    Nie wiem, kiedy to się stało. Zawsze uważałem się za takiego poetę. Moja mama polonistka, cudowna kobieta, zawsze mówiła: pisz, pisz. Umiała to we mnie rozniecić na takim poziomie, żeby młody człowiek odważył się przypuszczać, że to co zapisuje ma jakieś znaczenie. Zazwyczaj dlatego, że się rymuje (śmiech). Szkoła nas uczy, że sztuka składania słów polega na rymowaniu, nie na rytmie i dlatego, jak komuś coś się złoży w całość, to zapisuje i uważa się za poetę. Na tym poziomie rymu i ja takie wiersze tworzyłem. Bardzo długo funkcjonowałem w przekonaniu, ze literatura jest takim miejscem, w którym będę szukał swojego szczęścia i spełnienia. Teatr zamienił to w zawodową zdolność do adaptowania tekstów, które są nieteatralne, zgodnie z wymogami i logiką teatru. Teatr był we mnie jako pewna fascynująca przestrzeń, bo bardzo wcześnie zacząłem oglądać ciekawe przedstawienia w Warszawie. Przypuszczałem, że ten teatr jest czymś ciekawym. W III Liceum Ogólnokształcącym zacząłem się bawić z kolegami w jakiś kabaret. To też było podniecające, zupełnie inny świat. Do głowy mi nie przychodziło, że będę się tym zajmował praktycznie, przecież byłem na to za zdolny polonista (śmiech). Pomyślałem, że jeśli będę zajmował się teatrem to jako teoretyk.
    1 3 4 5 6 »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Poranny.pl poleca

    Kobiety poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, fałszerz, dilerka

    Kobiety poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, fałszerz, dilerka

    Każdy inny, wszyscy równi. Przez centrum Białegostoku przeszedł I Marsz Równości

    Każdy inny, wszyscy równi. Przez centrum Białegostoku przeszedł I Marsz Równości

    Wojsko wyprzedaje sprzęt z demobilu. Okazyjne ceny [OFERTY Z MAJA 2019]

    Wojsko wyprzedaje sprzęt z demobilu. Okazyjne ceny [OFERTY Z MAJA 2019]