Konstytucja to nie worek bez dna

Z dr. Jarosławem Matwiejukiem, konstytucjonalistą, posłem Lewicy i wiceprzewodniczącym komisji konstytucyjnej w Sejmie, rozmawia Agnieszka Kaszuba
Konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku wystarczająco precyzyjnie normuje zakres uprawnień najważniejszych organów władzy wykonawczej - mówi Jarosław Matwiejuk
Konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku wystarczająco precyzyjnie normuje zakres uprawnień najważniejszych organów władzy wykonawczej - mówi Jarosław Matwiejuk
By nie powtarzył się konflikt o rolę prezydenta i premiera w polityce zagranicznej, warto ten spór przeciąć przy pomocy Trybunału Konstytucyjnego.

Kurier Poranny. Skąd takie zamieszanie wokół konstytucji, skoro jasno precyzuje uprawnienia prezydenta i premiera?

Dr Jarosław Matwiejuk: To prawda, że polska konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku wystarczająco precyzyjnie normuje zakres uprawnień najważniejszych organów władzy wykonawczej w państwie, w tym oczywiście i przede wszystkim prezydenta i premiera. Przypomnę, chociaż ostatnio w mediach było to wiele razy mówione, że politykę zagraniczną prowadzi przede wszystkim rada ministrów, a prezydent w zakresie polityki zagranicznej współdziała z premierem i ministrem spraw zagranicznych.

Jeśli są tam takie zapisy, to skąd spór kompetencyjny między oboma panami? Czyżby chodziło jedynie o politykę?

- I to jest właśnie wielce zaskakujące, chyba dla wszystkich. Przecież przy odrobinie dobrej woli, merytorycznej interpretacji zapisów konstytucyjnych oraz skoncentrowaniu się wyłącznie na interesie narodowym i państwowym, spór kompetencyjny jest w zasadzie wykluczony. Co więcej, zupełnie niepotrzebny Polsce w kreowaniu wizerunku na arenie międzynarodowej. Polityka zagraniczna to ważny instrument i jednocześnie przestrzeń uprawiania polityki. Dlatego też w okresie przybliżania się wyborów prezydenckich stała się areną ostrej rywalizacji politycznej dwóch głównych kandydatów. W tym przypadku prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska.

Pana zdaniem, premier miał prawo nie uwzględniać prezydenta w delegacji na szczyt Unii Europejskiej w Brukseli? A może to prezydent niepotrzebnie zrobił zamieszanie?

- Uważam, że, niestety, obu stronom w tym sporze zabrakło chęci do zawarcia kompromisu. W efekcie i tak obaj pojechali. Szkoda jednak, że stało się to dopiero po tak emocjonalnym i niesłużącym nikomu sporze oraz generując tak duże koszty materialne i inne.

Premier chce, aby spór rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny. Myśli Pan, że to niezbędne?

- W związku z ryzykiem stałego powtarzania się konfliktu o rolę zarówno prezydenta, jak i premiera w polityce zagranicznej warto chyba ten spór ostatecznie przeciąć przy pomocy Trybunału Konstytucyjnego, który z natury rozstrzyga spory kompetencyjne między konstytucyjnymi organami państwa. Może to chociaż trochę ostudzi emocje naszych polityków.

W to akurat wątpię. Jednakże politycy zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości chcą zmiany konstytucji i doprecyzowania uprawnień prezydenta i premiera. Czy to w ogóle potrzebne?

- Jako konstytucjonalista przestrzegam polityków przed wykorzystywaniem ustawy zasadniczej jako instrumentu walki politycznej i osiągania celów politycznych. Jak uczy historia, instrumentalne traktowanie najważniejszego aktu prawnego w państwie zawsze źle się kończy.

Ma Pan coś konkretnego na myśli?

- Pochopne i nie do końca przemyślane zmiany osłabiają zaufanie do prawa i państwa, które sobie na to pozwala. Dlatego pierwsza pisana, najstarsza i najdłużej obowiązująca konstytucja Stanów Zjednoczonych z 1787 roku była zmieniana tylko sporadycznie, a nigdy nie zmieniono modelu władzy i statusu prezydenta czy parlamentu. A wracając na grunt polski, warto zwrócić uwagę, że te same zapisy, rzekomo nieprecyzyjne, znakomicie funkcjonowały do tej pory. Przypomnę chociażby okres koabitacji prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, związanego z lewicą, i premiera Jerzego Buzka z prawicowej Akcji Wyborczej Solidarność w latach 1997-2001. Ci panowie byli, w przeciwieństwie do premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego, z zupełnie różnych obozów politycznych, położonych na dwóch różnych biegunach.

Platforma Obywatelska chce doprowadzić w Polsce do systemu kanclerskiego, pozbawić prezydenta prawa veta, a nawet sprawić, aby prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe. To realne?

- To jest projekt z gatunku science fiction. Przypomnę, że do zmiany konstytucji potrzebna jest zgoda aż dwóch trzecich Sejmu. Bez zgody Prawa i Sprawiedliwości jest to w obecnej kadencji zupełnie niemożliwe. A poza tym w polskiej tradycji ustrojowej znany z Niemiec system kanclerski jest obcy. U nas już od czasów konstytucji marcowej z 1921 roku mamy do czynienia z różnymi wariantami systemu parlamentarno-gabinetowego. Więc trudno byłoby przełamać tę tradycję.

Prawo i Sprawiedliwość ma oczywiście swój pomysł na zmianę konstytucji. Chce zwiększenia uprawnień prezydenta. To dobry pomysł?

- To także nierealny projekt. Podobnie jak w przypadku pomysłów Platformy Obywatelskiej, nie ma najmniejszych szans powodzenia w obecnej kadencji z powodu braku koniecznej do jego wprowadzenia sejmowej większości dwóch trzecich głosów.

Oba rozwiązania to krok w kierunku autorytaryzmu. Czy Pan się z tym zgadza?

- Absolutnie nie. Jeżeli już, to krok w kierunku zmiany modelu ustrojowego i wzmocnienia jednego organu władzy wykonawczej kosztem drugiego.

Ale to pierwszy krok do władzy absolutnej...

- W żadnej mierze nie jest to krok w kierunku autorytaryzmu. Autorytaryzm to przecież system rządów oparty na autorytecie charyzmatycznego przywódcy, a często także na armii. Póki są wolne i pluralistyczne wybory oraz niezależne środki masowego przekazu, nie ma takiego ryzyka. Przy okazji dziwię się, że jak dotąd nie pojawił się - niejako do kompletu, wzorem ustroju amerykańskiego - pomysł likwidacji Rady Ministrów i pozostawienia jednego organu władzy wykonawczej, czyli prezydenta.

W komisji konstytucyjnej znalazły się jeszcze dwa inne projekty zmian...

- Pierwszy dotyczy ograniczenia biernego prawa wyborczego dla osób karanych. Drugi ograniczenia immunitetu parlamentarnego. Komisja intensywnie pracuje nad oboma projektami przy udziale najwybitniejszych ekspertów - konstytucjonalistów oraz karnistów.

Media jednak ciągle donoszą, że z tymi zmianami mogą być problemy, że sam rząd nie wie do końca, jak konkretnie miałyby one wyglądać...

- To prawda. Po pierwsze, kogo pozbawić prawa do kandydowania. Czy wszystkich karanych, czyli ok. 1,5 miliona? Czy może skazanych np. za zbrodnie szpiegostwa czy też zdrady oraz inne?

Trzeba też zastanowić się, czy osobom karanym odebrać czynne, czy też również bierne prawo wyborcze...

- Otóż to. Komisja ma odpowiedzieć na pytanie, czy skoro nie będą mogły kandydować właśnie osoby karane, czy będą one mogły nadal wybierać niekaranych kandydatów, którzy ubiegają się o miejsce w parlamencie, sejmiku czy radzie miejskiej. Jeżeli do tego dodamy argumenty wskazujące na teoretyczną możliwość eliminowania tą drogą czołowych postaci opozycji, a takie przypadki w historii wybitnych polskich polityków i jednocześnie karanych działaczy opozycji np. Wincentego Witosa czy też Bronisława Geremka już były, wtedy pojawiają się kolejne wątpliwości.

Oprócz tych nowości zapowiadane są także inne zmiany, na przykład zagwarantowanie szerszego dostępu do zawodów prawniczych czy ograniczenie prawa wyborczego dla funkcjonariuszy PRL-u.

- Tak, ale wszystkim autorom często "radosnych" pomysłów zmian konstytucyjnych warto przypomnieć, że konstytucja to nie worek bez dna, do którego można ciągle sięgać. Konstytucja bowiem to zbiór najważniejszych, jeszcze raz podkreślę, najważniejszych norm prawnych w demokratycznym państwie. I to na jej podstawie są tworzone inne, bardziej szczegółowe rozwiązania.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Twoje sumienie

Jak to jest- bezpartyjny a startował z listy czerwonych?

M
Mariusz

Oho! Widzę, że rozpoczęła się już kampania wyborcza pana Matwiejuka. Ciekawie...

s
student

Ja na dr Jarosława Matwiejuka złego słowa nie mogę powiedzieć. Nie obchodzi mnie z jakiej listy startował - lubi socjal to jego sprawa (tak na marginesie on jest bezpartyjny tylko z listy ówczesnego LiD startował). Jedno jest pewne jest to człowiek, który nie ulega presji. Znalazł swój konik - gł. prawo wyznaniowe i siedzi w komisji zajmującej się tym zagadnieniem. Człowiek ponad podziałami, którego nie obchodzą polityczne kłótnie, ale nasze wspólne dobro, porządek prawny etc.. Nie mogę na niego złego słowa powiedzieć, a wykłady z nim wspominam bardzo pozytywnie (na egzaminie nie skrzywdził nikogo).

n
nick

A gdzie był mędrzec Matwiejuk gdy pisano konstytucję.przecież karierę robił u czerwonych i gotów był wlezć kwachowi w d...!!!

s
student prawa UwB

Zdecydowanie się nie zgadzam. Kiedy już skończę studia prawnicze, wówczas niech sobie Pan dziekan jedzie do Strasbourga, a do tego czasu chcę mieć choć trochę Go dla siebie przynajmniej na wykładach, a jak pojedzie, to ktoś inny prowadzić będzie zajęcia i będzie zapewne zanudzać zamiast mówić tak interesująco, jak czyni to nasz dziekan Matwiejuk, dlatego niech zostanie tu w Białymstoku.

z
zaangazowany

jeden z niewielu rozsądnych i kompetentnych polityków w dodatku ostoja spokoju co na tle konfliktu po - pis jest towarem wielce deficytowym.
zeby przypadkiem nikt nie wpadł na pomysl zeby wyeksportowac dr Matwiejuka do europarlamentu...

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3