Izabela Maria Wilczewska. Czarna Dama to także jej wizja postaci (zdjęcia)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Izabela Maria Wilczewska na planie filmu "czarna dama"
Izabela Maria Wilczewska na planie filmu "czarna dama" Wojciech Wojtkielewicz
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Powiedzieli mi, jak sobie wyobrażają tę postać, ale oczywiście musiałam to przez siebie przetworzyć - mówi Izabela Maria Wilczewska o swojej kreacji Czarnej Damy. - Krzysztof Szubzda, współreżyser mówił, że nie do końca zgadzał się z moją wizją, ale go złamałam.

Ile razy zdawała pani do akademii teatralnej?

Izabela Maria Wilczewska: Dwa razy. Pierwszy raz się nie dostałam i oczywiście świat się zawalił, bo nawet nie planowałam, że się nie dostanę. A tu - taki psikus. Gdybym wtedy się dostała, nie dostałabym pracy w BTL. Zdawałam w Białymstoku, bo chciałam pracować w tym teatrze. Tak sobie wymyśliłam, a ja zawsze realizuję to, co sobie wymyślę.

Studia na filologii polskiej to desperacja?

W młodości lubiłam w zasadzie tylko dwie rzeczy - występować i czytać książki. Miałam tydzień na złożenie papierów - w grę wchodziła pedagogika albo filologia polska. Bardzo miło wspominam te studia. Skończyłam filologię równolegle ze studiami w akademii teatralnej.

To pani od przedszkola marzyła o tych występach?

Ja właściwie niczego innego nie umiałam. Niektóre dzieci są sportowcami, inne są dobre w matematyce, a ja tylko… nie miałam wstydu.

Mała bezwstydnica?!

Coś takiego.

To gdzie pozwalano na takie bezeceństwa?

W szkole sportowej, w SP 32.

To te sztuki walki, które można znaleźć w pani CV to się wzięły z tej podstawówki?

Tak. A wcześniej był balet na wodzie. Generalnie lubię uczyć się nowych rzeczy. Naprawdę mam bardzo dużo dziwnych umiejętności. Umiem chodzić na szczudłach, pluć ogniem, grać na ukulele, migać. W międzyczasie jeszcze tańczyłam, a od pięciu lat ćwiczę akrobatykę wertykalną popularnie zwaną tańcem na rurze. Do nauki tańca bardzo zmotywowała mnie Karolina Garbacik. Wzięła mnie do tanecznego spektaklu „Karnawał zwierząt”. Zawsze byłam bardzo ruchliwa, ale nie myślałam o tańcu. O tańcu na rurze mogę opowiadać godzinami, proszę zobaczyć - to moje sińce po treningach.

Z tymi wszystkimi umiejętnościami mogłaby być pani Larą Croft - pływanie, sztuki walki, akrobatyka…

Musiałoby mnie to zaciekawić. Teraz zaczęłam uczyć się duńskiego, bo bardzo podoba mi się Kopenhaga.

A ja myślałem, że Hamlet.

Hamlet też, ale Kopenhaga to tak piękne miasto, że warto się nauczyć duńskiego. Trzy lata szukałam w Białymstoku korepetytora tego języka, ale znalazłam. Wszystko jest kwestią czasu, nie ma co się śpieszyć. Wszystko ma swój czas.

Tak jak powtórny, udany egzamin, na Wydział Sztuki Lalkarskiej?

Tak. Co ciekawe, znalazłam się w szkole i w ogóle nie wiedziałam, o co im chodzi. Wydaje mi się, że zaczęłam się orientować dopiero na czwartym roku. A jeśli dobrze się gospodaruje czasem, można równolegle studiować drugi kierunek i jeszcze mieć czas na narzeczonego, obecnie męża. To bardzo istotne.

No tak, bo jak się nie złapie męża na studiach…

Ja swojego poznałam w liceum.

Miłość nastolatków?

Tak.

A w którym liceum?

W pierwszym. Jak uciekałam z lekcji, to przychodziłam do Kawiarni Lalek albo szłam na spektakle (śmiech). Kiedy nie dostałam się do szkoły teatralnej pracowałam przez rok w tej kawiarni. Bo miałam plan zahaczyć się w BTL-u jakkolwiek.

To jak Arleta Godziszewska, która była z kolei bufetową w Teatrze Dramatycznym.

A ja tutaj. Podobno byłam bardzo złą barmanką i kelnerką. Nikomu nie smakował alkohol, kiedy go nalewałam. Nikt nie chciał pić w mojej obecności, bo podobno patrzyłam karcącym wzrokiem.

W I liceum podobno nie było za różowo.

Ja wspominam bardzo dobrze. Realizowałam swoje hobby. Uczestniczyłam w zajęciach kółka teatralnego i nikt mi w tym nie przeszkadzał, mogłam czytać książki, tyle ile chciałam. I mój chłopak uczył się w równoległej klasie - idealnie.

To kto kogo złowił?

On mnie, ale ja się w ogóle nie zorientowałam. Na pierwszą randkę zabrał mnie na „Rozmowy z diabłem” na premierę. To było 18 czerwca 2000 roku. Byłam absolutnie przekonana, że on ma wejściówkę, dopiero po dwóch tygodniach mi powiedział, że to była randka i, że ze sobą chodzimy. To się zgodziłam. Dużo wcześniej mi się podobał, ale to nie jest powód, żeby od razu do kogoś startować.

A mówili że I liceum to klasztor…

To kwestia podejścia. Ja zawsze miałam umalowane paznokcie. Pozdrawiam panią Zofię Parchanowicz, moją wychowawczynię.

Wróćmy do czasów akademii teatralnej. Są wakacje, a tu telefon i od razu angaż do filmu?

Okazuje się, że podczas wakacji ktoś przyszedł do BTL i zapytał, czy jest jakaś młoda dziewczyna w zespole i pan Jan Żeszko, konserwator w BTL-u, wskazał na mnie i tak „załatwił” mi rolę w filmie Doroty Kędzierzawskiej. Pierwszą mini rolę u bardzo dobrej reżyserki. Było miło i się skończyło. Bo ja w ogóle nie mam parcia, jestem bardzo szczęśliwa, pracując właśnie tutaj.

Nie dziwię się. Średnio po trzy role rocznie, wielka różnorodność spektakli…

Pracujemy z fantastycznymi reżyserami, te spektakle nie są do siebie podobne. Ludziom wciąż się wydaje, że teatr lalek to jest za parawanem i przypinamy sobie tekst, bo go nie znamy. Moim zdaniem - pracuję w najlepszym teatrze lalek w Polsce. Czy może być lepiej? Nie ma filmu, nie ma tragedii. Ja mam bardzo dużo hobby, zainteresowań poza teatrem. Na przykład pracuję z osobami niesłyszącymi i niedosłyszącymi w Stowarzyszeniu Pomocy Niesłyszących „MIG-iem”. Mam głuchych dziadków i pewnego razu, w wolnym czasie znalazłam kurs języka migowego. Tak poznałam fantastyczną osobę, Joannę Zembrowską - Wojno. Skończyłam kurs i w zamian obiecałam, że będę robić z głuchymi warsztaty teatralne czy filmowe, przygotowywać spektakle i trwa to już pięć lat. Co roku wypuszczamy jedną, dwie premiery. Dzięki temu coraz lepiej władam językiem migowym. Widzę, jak ludzie się otwierają. Początkowo mi nie ufali, teraz jest zupełnie inaczej. Wiem, że jeżeli czegoś będę potrzebować, to oni mi pomogą. Polecam wszystkim.

To łatwo było dostać angaż w BTL-u?

Nie. Wcześniej została przyjęta moja koleżanka Agnieszka Sobolewska, która była dwa lata wyżej. Gdybym skończyła akademię tuż po niej, nie miałabym najmniejszych szans. Trwało bardzo długo, pan dyrektor Waszkiel na odchodne powiedział, że w końcu mi zaufał i dał cały etat. I teraz nigdzie się nie wybieram. Wcześniej było pół etatu, jedna trzecia, bardzo zabawne perypetie - oczywiście z obecnej perspektywy.

I dzięki poznawaniu kolejnych języków obcych, kolejnym hobby, lepiej się pani czuje podczas podróży z teatrem?

BTL bardzo dużo podróżuje. Naprawdę - mam ogromne szczęście. To duży zespół, mnóstwo premier, fantastyczni ludzie również w technice, przyjeżdżają do nas reżyserzy z całego świata. Jakbym pana Boga za nogi chwyciła.

To gdzie najdalej udało się dotrzeć z BTL-em?

Do Stanów Zjednoczonych? Właśnie byliśmy w Chinach. Ale graliśmy w Hiszpanii, za Uralem na Syberii. Jeździłam na festiwale, z gościnnymi występami. Chyba tylko w Australii jeszcze nie występowaliśmy. Panie dyrektorze! Ja bym chciała do Australii (śmiech).

To będzie wyzwanie dla dyrekcji.

Ale on naprawdę spełnia nasze marzenia. Kilka lat temu zażartowaliśmy, że chcemy jechać do Chin i… pojechaliśmy.

Raczej nie ma pani problemu z animacją lalką i grą w żywym planie.

U nas wszystko jest wykorzystywane. Nie ma możliwości, żeby ktoś czegoś nie umiał. Ten teatr to zbyt wielkie przedsięwzięcie. Wszyscy koledzy i koleżanki potrafią generalnie wszystko. I kiedy stwierdziłam, że jestem upośledzona muzycznie i muszę się nauczyć grać na jakimś instrumencie, mój mąż wybrał mi ukulele.

Znakomity wybór!

Początki były bardzo bolesne, ale teraz wychodzi mi już nawet fingerpicking. A w planach jest mandolina. I patent żeglarza. Żeglujemy razem z mężem od liceum, ale dopiero w ubiegłym roku pierwszy raz sama siedziałam za sterem, a w tym roku mam zamiar sama sterować. Przełamałam się, a mój mąż jest bardzo cierpliwy i po prostu czeka, aż mi przejdzie strach.

To umiejętność akurat na planowane wakacje w Chorwacji. Nawet jak się wpadnie do wody, jest ciepła.

A co to za przyjemność żeglować, kiedy jest ciepło? Mam cały zestaw ubrań na bardzo złą polską pogodę. Wszystkie nieprzemakalne!

Teatr to takie ciekawe miejsce, gdzie można przenieść się do Werony czasów Romea i Julii, składać XIX-wieczne śluby panieńskie…

Można i tu bardzo mi pomaga moje wykształcenie filologiczne.

Żeby podróżować w czasie?

Żeby skończyć te studia, to wypadałoby przynajmniej trochę poczytać, nieprawdaż?

To podobno przymus czytania książek, po które nigdy w życiu by się nie sięgnęło?

Nigdy w życiu! To prawda. Pamiętam jak na gramatyce opisowej języka polskiego, wykładowczyni mówiła nam, żebyśmy się nie zdziwili, kiedy skończymy studia i nie będziemy mogli patrzeć na książki. Przez dwa lata czytałam tylko romanse.

Aha, to po tych romansach była decyzja o ślubie?

Nie, skończyliśmy studia i było potrzebne ubezpieczenie.

A suknia z welonem?

Nie było welonu. Sukienka była różowa, ślub był w grudniu, a wesele w Kawiarni Lalek. Wszystko mi się jakoś obraca wokół tego miejsca.

Pani zagrała co najmniej w 25 spektaklach, pojawiała się gościnnie, także na scenie kabaretowej, co jest takim niespełnionym marzeniem?

Chciałabym wziąć udział w spektaklu, który byłby w języku polskim, a jednocześnie w języku migowym. Żeby jednocześnie mógł być odbierany przez słyszących i niesłyszących. Nie chodzi mi o tłumacza, tylko, żeby aktorzy na scenie grali i posługiwali się jednocześnie językiem migowym. To piękny język, który nazywany jest też językiem motyla. Kiedy głuchoniemi migają poezję to wygląda jak taniec dłoni. Bardzo mnie to porusza i zagranie w takim spektaklu to moje marzenie.

To może warto złożyć wniosek o stypendium i zrealizować samodzielnie?

Nie jestem reżyserem. Wierzę, że jest jakiś reżyser, który tu przyjedzie, spodoba mu się ten pomysł i zrealizuje taki spektakl. Musiałabym znaleźć dramaturga, który byłby w stanie napisać taki tekst, który byłby zrozumiały dla niesłyszących, bo oni mają zupełnie inny świat i zakres słownictwa. Na przykład w języku migowym nie ma znaku cień. To było nieistotne, oni to literują. Kiedy z Krzysztofem Zemło prowadziliśmy warsztaty cieniowe z głuchoniemymi słowo cień musieliśmy literować, a kiedy czytają z ust - na przykład słowa „zebra” i „żebra” brzmią identycznie. To musiałoby być odpowiednio napisane, potrzebny byłby także kompozytor, który wiedziałby, jak głuchoniemi czują muzykę. Na razie przerasta to moje możliwości. Na wszystko jest czas, dla mnie jeszcze nie teraz. Dla mnie niesamowitym jest to, że biorą udział w warsztatach, przełamują się, występują. Przestają się bać przychodzić do teatru. Na spektaklach w BTL-u czasem widzę osoby niedosłyszące z aparatami słuchowymi. Przychodzą na spektakle, a ja jestem dumna, że się przełamali, że teatr też jest dla nich.


Tymczasem niespodziewanie została pani poproszona o zagranie Czarnej Damy

To przypadek. Znam Huberta Buharewicza, razem spędzaliśmy wakacje na Mazurach, pokazał moje zdjęcia chłopakom z „Muchy na dziko” i spodobało się zdjęcie. A o tym, że zagram dowiedziałam się od mojego filmowego brata, czyli od Krzysztofa Bitdorfa. Zadzwonił i zapytał, czy chcę zagrać i zadzwonili.

Czy praca na planie przypominała pracę na planie prawdziwego filmu?

Ale to jest prawdziwy film! To bardzo profesjonalna ekipa, bardzo dużo się od nich nauczyłam, choćby jak się ruszać przed kamerą. W tym sezonie mam dobrą falę. Dzięki wskazówkom ekipy „Czarnej Damy” przy okazji wygrałam dwa castingi.

Do czego?

Do serialu „Kruk. Szepty słychać po zmroku” i jeszcze jednej produkcji, na razie ma tytuł roboczy. Do „Kruka” szukali mężczyzn po pięćdziesiątce, a wzięli mnie. To epizodzik, gram dziennikarkę telewizyjną. Nie pasowałam do scenariusza, ale chcieli mnie mieć w bazie - nie spodziewałam się tego.

Równocześnie trwały próby do „Słomkowego kapelusza” - to pierwszy kontakt ze stepowaniem?

Nie, dzięki dyrektorowi Markowi Waszkielowi miałam dużo wolnego czasu i wtedy wymyśliłam sobie, że się nauczę stepować. Oczywiście u Grażyny Radziszewskiej. Było bardzo zabawnie, bo kiedy przyszłam na pierwsze zajęcia były same siedmio- i sześciolatki, które mi sięgały do pasa. Uparłam się, że będę razem z nimi ćwiczyć i uczyłam się razem z dziećmi. Zaś „Słomkowy kapelusz” to była niesamowita praca. Tyle osób na scenie, tylu zaangażowanych w cały projekt, spotkanie się z takimi twórcami jak Paweł Aigner, Piotr Klimek, Karolina Garbacik czy Cezary Szyfman to duże szczęście. Wydaje mi się, że dużo się nauczyłam przy tym spektaklu. Przede wszystkim - jak grać farsę. Paweł Aigner dużo mądrych rzeczy mówi w czasie prób. Ten reżyser bardzo mądrze prowadzi aktora, ale też wiele nauczył mnie Cezary Szyfman. Jestem w ogóle wdzięczna za możliwość występowania w „Słomkowym kapeluszu”, bo jestem przekonana, że tłumy chciałyby być na moim miejscu.

Czy do roli „Czarnej Damy” trzeba było się jakoś specjalnie przygotować?

Powiedzieli mi, jak sobie wyobrażają tę postać, ale oczywiście musiałam to przez siebie przetworzyć. Krzysztof Szubzda, współreżyser mówił, że nie do końca zgadzał się z moją wizją, ale go złamałam. Przepraszam Cię, Krzysztof (śmiech). I naprawdę nie wiem, jak to się skończy. Mówili mi tylko, co mam zagrać w poszczególnych scenach.

Jaka jest Iga w Czarnej Damie - to ona igra z facetami?

Jest tajemnicza i szalenie introwertyczna, na pewno z bardzo mocnym charakterem. Jest osobą, która dużo przeszła i próbuje naprawić wszystko w rodzinnym mieście.

Czy klimat przedwojennego Białegostoku to dobre miejsce do pokazania swojego talentu?

Fantastyczne! Tamte czasy, tamta epoka była rewelacyjna, jeśli chodzi o wygląd kobiet. To nie znaczy, że chciałabym tak się ubierać na co dzień, musieć się czesać, malować i ubierać. Teatr i film to takie odskocznie, dzięki którym mogę się wcielać w kogoś innego, przebierać i dzięki temu prywatnie nie muszę tego robić.

A po co się w ogóle zostaje aktorką?

Dla zabawy.

I żeby za to płacili?

To pan powiedział. Spektakl jest niepodobny do spektaklu, a dzień jest niepodobny do dnia. Muszę całe życie uczyć się nowych rzeczy i to jest absolutnie rewelacyjne w tym zawodzie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie