Herb Białegostoku: Spór trwa 90 lat

Andrzej Lechowski dyrektor Muzeum Podlaskiego w Białymstoku
Znaczek opłaty skarbowej z około 1935 roku, z obowiązującym wówczas herbem Białegostoku. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego.
Znaczek opłaty skarbowej z około 1935 roku, z obowiązującym wówczas herbem Białegostoku. Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego.
Już w okresie międzywojennym toczył się w Białymstoku zajadły spór o to, jakiego herbu używać. Jesteśmy bodaj jedynym miastem w Polsce, gdzie ta dyskusja trwa blisko 90 lat.

Prezes rady miejskiej obecnie nam panującej Włodzimierz Kusak, wsadził kij w mrowisko. Mrówki są na razie na wakacjach, to i o sprawie jeszcze względnie cicho, ale jak tylko wrócą, to się zacznie. Kijem jest oczywiście sprawa herbu Białegostoku. Niby to tylko symbol, ale emocje wielkie. Prawdę powiedziawszy ma Białystok permanentny kłopot z własnym godłem.

W okresie międzywojennym toczył się zajadły spór jakiego herbu używać. W 1921 roku, gdy w sierpniu uroczyście wręczano Józefowi Piłsudskiemu dyplom honorowego białostoczanina, to na ozdobnym blankiecie dyplomu widniał tak zwany herb powiatowy, utworzony w 1845 roku z żubrem i orłem w koronie.

Dla pełnego galimatiasu dostał wówczas Marszałek pierwszy egzemplarz zeszytu Białystok Ilustrowany. Jego okładkę zdobiła grafika. Na pierwszym planie artysta przedstawił pałacowego Herkulesa walczącego z hydrą. W tle widoczna jest tarcza herbowa z orłem bez korony i Pogonią, oczywiście ułożona w tak zwany pas, czyli jedno nad drugim. Dobrze, że w trakcie uroczystości wznoszono dużo toastów, to i nikomu w głowie, w ten sierpniowy wieczór, nie były heraldyczne niuanse. One zaś podzieliły Białystok na dwa zwalczające się zaciekle obozy.

Pierwszemu przewodził Zygmunt Zagłoba-Łozowicki, rysownik, historyk - amator, autor udanych rycin, przedstawiających sceny z XVIII-wiecznego Białegostoku. On był orędownikiem wersji Orła i Pogoni. Jego głównym oponentem był wybitny historyk, znawca dziejów Białegostoku Jan Glinka. On z kolei uważał, że Białystok powinien pieczętować się gryfem z inicjałami Jana Klemensa Branickiego, z tym że chodziło mu o osobę dziadka późniejszego wybitnego hetmana.

Walka była bezpardonowa. W licu 1927 roku Łozowicki wydał własnym sumptem swoją wersję herbu. Jego zwolennicy podkreślali, że wykonany został "rzadko spotykaną robotą piórkową". Wzór zaczerpnięty został z attyki krakowskich Sukiennic, co miało nadawać temu przedstawieniu należną powagę.

Oryginał swojej "roboty piórkowej" Łozowicki przekazał białostockiemu magistratowi, sam zaś rozprowadzał pocztówki z tym herbem. Miały one "nader niską cenę wynoszącą zaledwie kilkadziesiąt groszy".

Wiosną 1933 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zwróciło się do samorządów z dyrektywą o "ustalenie herbów. Chodzi o uporządkowanie chaosu, jaki w tej dziedzinie panuje i o ostateczne ustalenie herbów". Władze miasta zabrały się do dzieła i zbadanie sprawy powierzyły Glince. Ten dowodził, że jedynie słuszny jest Gryf, bo "zaborcom nie przypadł on do gustu". Stąd właśnie Rosjanie narzucili miastu "nową kombinację". Magistrat miał więc dylemat. Czy utrzymać herb "który widzimy oprawiony w ramce w sali rady miejskiej", na którym w podziale w pas był Orzeł i Pogoń, czy też uznając autorytet Glinki przyjąć Gryfa. W dyskusji, która znów rozgorzała stwierdzono, że "nie mogą być brane oczywiście pod uwagę kompozycje pruska i rosyjska".

Pod koniec 1933 roku wydawało się, że frakcja gryfitów zwycięża. W białostockich księgarniach ukazała się oczekiwana książka "Białystok. Zarys historyczny", napisana przez prof. Henryka Mościckiego. W komitecie redakcyjnym były same znakomitości: Witold Antonowicz, Michał Motoszko, Michał Goławski, Benjamin Flomenbaum, Konstanty Kosiński, Władysław Olszyński, Jakub Szapiro, Bronisław Zawadzki i Teodor Zirkwitz. Na okładce monografii umieszczony został herb z wizerunkiem Gryfa. To tak jakby rada miejska już podjęła decyzję! Pogończycy ruszyli do ataku. Udało się im w 1935 roku doprowadzić do przedziwnej sytuacji, kiedy to magistrat był za Gryfem, a rada miejska za zmienionym nieco rosyjskim herbem obwodu białostockiego. I tu Zagłoba - Łozowicki wygrał kolejne starcie. Jego herb został wysłany do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Ono jednak odrzuciło tę trącącą na kilometr rosyjskością propozycję i nakazało miastu używać Gryfa.

Sprawa wróciła do punktu wyjścia. W jednej z białostockich gazet w 1936 roku ukazał się sążnisty artykuł zatytułowany "Plama na herbie Białegostoku". Dowodzono w nim słuszności koncepcji Jana Glinki. Na koniec kpiono, że "charakterystyczne jest to, że za utrzymaniem obecnego skleconego przez rządy rosyjskie herbu najgłośniej gardłują miejscowi endecy".

Tamte spory wcale nie ucichły. Jesteśmy bodaj jedynym miastem w Polsce gdzie dyskusja o herbie trwa blisko 90 lat! Ech, Jan Klemens Branicki wiedziałby jak ją zakończyć.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie