Eugeniusz Bodo kilka razy występował w Białymstoku

Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego
Bodo i Nora Ney na Wawelu. Maj 1933 roku
Bodo i Nora Ney na Wawelu. Maj 1933 roku Narodowe Archiwum Cyfrowe
Pierwszy raz przyjechał Eugeniusz Bodo do Białegostoku w 1924 roku wraz z całym zespołem legendarnego kabaretu Qui pro Quo i Zulą Pogorzelską. Występy zakontraktowało kino Apollo przy Sienkiewicza 22 i zapowiedziane zostały tylko na dwa wieczory na 12 i 13 marca. Artyści zamieszkali oczywiście w Ritzu.

Za sprawą dość sztywno zrobionego serialu wyemitowanego w TVP o Eugeniuszu Bodo, kariera tego przedwojennego gwiazdora przeżywa swój renesans. W księgarniach pojawiły się lepsze i gorsze biografie aktora. Wzrok przyciągają płyty z archiwalnymi nagraniami jego przebojowych piosenek. Sam Bodo lepiej by tej promocji nie zrobił, a był przecież w tej dziedzinie prekursorem na polskim rynku i osiągnął mistrzostwo. Reklamował wszystko, od pasty do zębów poprzez angielskie marynarki, buty, kapelusze po samochody marki Skoda. Ale przede wszystkim dbał o swój wizerunek aktora, piosenkarza i tancerza, choć prywatnie tańczyć nie lubił.

Białostocka publiczność miała też szczęście oglądać Eugeniusz Bodo nie tylko w prasie czy na ekranie kinowym. Pierwszy raz przyjechał do Białegostoku w 1924 r. wraz z całym zespołem legendarnego kabaretu Qui pro Quo. Występy zakontraktowało kino Apollo przy Sienkiewicza 22 i zapowiedziane zostały tylko na dwa wieczory na 12 i 13 marca. W programie znalazła się groteska, której autorem był Andrzej Włast - Rytm Amerykański w inscenizacji Bodo. Sam oczywiście w niej wystąpił razem z Zulą Pogorzelską. O tym wydarzeniu Dziennik Białostocki donosił, że „Qui pro Quo znakomity teatr warszawski w kompletnym zespole z orkiestrą własną zawitał do Białegostoku i dziś wystąpi w sali kino - teatru Apollo. Qui pro Quo nie wymaga reklamy zna go bowiem Polska cała. Dziś zatem i jutro cały Białystok odwiedzi Apollo”.

Artyści zamieszkali oczywiście w Ritzu, co było dodatkową atrakcją dla białostoczan, bo przez cały dzień można było „polować” na autografy największej gwiazdy kabaretu Hanki Ordonówny, ulubienicy publiczności Zuli Pogorzelskiej i ubóstwianego przez płeć piękną Bodo. Wieczorami zaś o godzinie 20 tłumy wypełniały widownię Apollo. Sukces był tak wielki, że właściciel kina Benjamin Wajnsztadt zakontraktował kabaret na następne wieczory. Artyści też stanęli na wysokości zadania i 14 marca zmienili całkowicie program. Tym razem Bodo wystąpił w humorystycznym monologu Akcjonariusz - wszystko zależy od kursu dolara. Następnie z Zulą Pogorzelską zaprezentował „Noc poślubną. Pastel I. Nikorowicza”. Dalej, w scence Na Podwórku wcielił się w rolę jednego z akrobatów. W następnym dniu, 15 marca, znów nowy program. Bodo partnerował w nim Ordonównie w scence Spotkanie.

Ale głównym numerem tego programu była odegrana przez cały zespół groteska Gadu - Gadu. Rozmówki towarzyskie o rządzie, który upadł. Bodo miał rolę bolszewika, a Pogorzelska w kontrze do jego kwestii była monarchistką. Publiczność pękała ze śmiechu, ale pokładać się zaczęła przy kolejnym numerze - Konsylium. Rzecz w 2 proszkach i 4 pigułkach. Tu występowały farmaceutyczne kreacje: Moryc Szwarcegield i jego żona Jodyna, Lewatywer i Rycensztein. Ten ostatni to był właśnie Bodo. W niedzielę 16 marca Qui pro Quo wystąpiło po raz ostatni. Na afiszach drukowano „dziś nieodwołalnie ostatnie gościnne występy”. Chcąc jednak zaspokoić ogromne zainteresowanie publiczności ostatni program odegrano dwukrotnie i dopiero nocnym pociągiem artyści wyjechali do Warszawy.

Następny raz Eugeniusz Bodo przyjechał do Białegostoku w 1927 roku. Od 1925 roku nie występował już w Qui pro Quo, ale wraz z Zulą Pogorzelską i jej mężem Konradem Tomem byli gwiazdami kabaretu Perskie Oko. Dziennik Białostocki informował, że „w sobotę 21 i w niedzielę 22-go maja zawita do nas tylko na dwa występy znakomity zespół artystów Perskiego Oka z Warszawy na czele z niezrównaną Zulą Pogorzelską, Konradem Tomem, Eugeniuszem Bodo, uroczą utalentowaną tancerką Haliną Zabojkiną. Zespół zjeżdża z własną orkiestrą Jazz - band pod kierownictwem znakomitego J. Kataszka. Codziennie zupełna zmiana programu - w sobotę I-szy program p.t. „Five o clock u Zuli”, a w niedzielę w drugim i ostatnim dniu II - gi program p.t. „Nareszcie bawimy się”. Na program składają się największe szlagiery sezonu”. Do tego anonsu zakradł się błąd, bo Kataszek na imię miał Szymon. Bodo śpiewał i tańczył. Ze sceny teatru Palace płynęły przeboje wylansowane w Perskim Oku - Daj mi swe serce, Gramofon, Idź pan spać, Kobiety są jak kwiaty czy słynny foxtrot Mary Lou.

Ciekawostką było to, że we wtorek 17 maja w tymże Palace odbył się wieczór autorski Juliana Tuwima, który był przecież głównym tekściarzem Qui pro Quo, a też często współpracował z Perskim Okiem. Niestety na spotkanie z Tuwimem zjawiło się około 30 osób. Przyczyn tej frekwencyjnej klapy dopatrywano się w występach Operetki Warszawskiej, która w kinie Apollo tego samego wieczora wystawiała farsy „Ona coś ma” i „Nóżki na stół”.

Kolejny raz na Eugeniusza Bodo trzeba było czekać aż do 1938 r. Przyjechał wraz z zespołem kolejnego znakomitego kabaretu Cyrulik Warszawski, który 9 maja w teatrze Palace wystawił, popularną i dziś, komedię muzyczną Thomasa Brandona - Ciotka Karola. Bodo za rolę Bobberley`a zbierał burze oklasków. Po upływie blisko pół roku gwiazdor był w Białymstoku ponownie. 13 stycznia 1939 r. w świeżo otwartym gmachu Teatru Miejskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego wystąpił razem z Mirą Zimińską w Wielkim Wieczorze Humoru. Był to czas gdy Bodo chętnie wyjeżdżał z montowanymi ad hoc gwiazdorskimi programami. Często występowali z nim Kazimierz Krukowski czy Ludwik Lawiński, no i oczywiście Zimińska, do których przylgnęła zasłużona marka rozśmiewaczy. Białostoczanie oglądali go też na ekranach Apolla, Modernu czy Gryfa. Szczególne emocje budziły te filmy, w których obok Bodo występowała słynna białostoczanka Nora Ney. W 1926 r. oglądano ich w Czerwonym Błaźnie, w 1929 r. w Policmajstrze Tagiejewie, w 1930 r. w Urodzie życia i w 1932 r. w Głosie pustyni.

Ostatni raz Eugeniusz Bodo zjawił się w Białymstoku już w całkiem innych realiach. Przed wybuchem wojny występował w warszawskim kabarecie Tip -Top, w którym publiczność bawił do łez dowcipami o hitlerowcach. Gdy ci lada moment mieli zająć Warszawę, to wówczas Bodo ulegając namowom matki wyjechał ze stolicy.

Tak jak wielu artystów warszawskich scen w październiku 1939 r. pojawił się w Białymstoku. Tu związał się z Teatrem Miniatur, którego kierownikiem artystycznym był jego dobry kolega kabaretowy Kazimierz Krukowski, popularny Lopek. Miniatury występowały w Teatrze Miejskim, ale nie wiemy czy Bodo wystąpił w którymś z jego programów. Nie wiemy też gdzie mieszkał. Może zatrzymał się u rodziny Lopka przy Sienkiewicza. Wiemy, że po kilku dniach wyjechał do Równego, aby stamtąd dotrzeć do Lwowa, gdzie teatr muzyczny prowadził jego przyjaciel Konrad Tom.

Po kilkunastu miesiącach rozpoczął się koszmar. Tej roli Eugeniusz Bodo nie przewidział i nie był do niej przygotowany. Uznany przez Sowietów za szpiega, wycieńczony zmarł w Kotłasie 7 października 1943 r.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie