"Byłam nauczycielką. W przeciągu miesiąca ze szkoły trafiłam do aresztu śledczego" - opowiada dyrektor Aresztu Śledczego w Białymstoku

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Major Małgorzata Błażewicz, dyrektor Aresztu Śledczego w Białymstoku.
Major Małgorzata Błażewicz, dyrektor Aresztu Śledczego w Białymstoku. Wojciech Wojtkielewicz/ Polska Press
Udostępnij:
O wyzwaniach i planach na nowym stanowisku opowiada mjr Małgorzata Błażewicz, nowa dyrektor Aresztu Śledczego w Białymstoku.

Jakie to uczucie być pierwszą w historii kobietą na stanowisku dyrektora białostockiego AŚ?

To na pewno olbrzymie wyróżnienie, ale jednocześnie duża odpowiedzialność i wyzwanie wynikające ze świadomości, że ma się na swoich „barkach” tysiąc osadzonych, 341 funkcjonariuszy i 35 pracowników cywilnych.

Zwłaszcza dla kobiety?

Nie jestem pierwszą, która kieruje jednostką penitencjarną. 14 lat temu do służby przyjmowała mnie właśnie kobieta. To była pułkownik Beata Buczkowska, już teraz w stanie spoczynku, która kierowała Aresztem Śledczym w Suwałkach. Jej zastępcą również była kobieta, pułkownik Bożenna Mazurkiewicz, która po odejściu na emeryturę pani dyrektor przyjęła jej obowiązki. To one łamały stereotypy. Obecnie kobiety w służbie mundurowej na stanowiskach kierowniczych to nie nowość.

A jakie cechy charakteru przydają się konkretnie w Służbie Więziennej?

Tutaj są ważne kompetencje miękkie i twarde. Jednocześnie duże znaczenie ma doświadczenie zdobywane z czasem. Nauka unikania zagrożeń, współpracy, podejmowania szybkich decyzji. W Służbie Więziennej, tak jak pewnie w innych służbach mundurowych, bardzo często musimy działać pod presją. Ważna jest odporność na stres i odwaga. Nie wyobrażam sobie funkcjonariusza lub jakiegokolwiek pracownika, który przekraczając mury więzienia boi się osadzonych.

A wśród nich są osoby skazane za bardzo poważne przestępstwa. Przez 9 lat była Pani wychowawcą w AŚ w Suwałkach. Jak reagowali na kobietę? Czy zetknęła się Pani z objawami lekceważenia, niestosownymi uwagami, czy nawet przemocą?

Osobiście nigdy nie czułam się dyskryminowana ze względu na płeć. Nie miałam też żadnych sytuacji ekstremalnych, czy bezpośrednio zagrażających mojemu zdrowiu i życiu. Nigdy nie zostałam zaatakowana przez skazanego, natomiast zdarzały się takie przypadki.

Czy trudno zbudować autorytet u osadzonych?

Myślę, że jeżeli traktujemy ludzi z szacunkiem, zgodnie z obowiązującymi przepisami, wtedy szybciej i prościej można nawiązać pozytywne, interpersonalne relacje, w tym także z więźniami.

Czy zawsze marzyła Pani o pracy w Służbie Więziennej?

Jestem absolwentką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie studiowałam filologię polską. W trakcie studiów nigdy nie myślałam, że moje losy połączą się ze służbą więzienną, czy w ogóle z mundurem. Po powrocie do rodzinnych Suwałk, przez 6 lat pracowałam jako nauczycielka języka polskiego. W 2007 r. bardzo rozbudowywała się suwalska jednostka penitencjarna, potrzebowano ludzi do pracy. Bez większych oczekiwań złożyłam swoje podanie, przeszłam rekrutację i zostałam zakwalifikowana do służby. I tak w przeciągu miesiąca ze szkoły trafiłam do aresztu śledczego.

Co Panią kierowało?

Ciekawość świata, chęć poznania czegoś nowego, niedostępnego. Dla cywili więzienie to taki hermetyczny świat, do którego wejście mają nieliczne osoby. Praca w mundurze dawała też wówczas większą stabilizację finansową.

Przez 14 lat była Pani związana z Aresztem Śledczym w Suwałkach. 8 lipca 2021 r. została Pani powołana na dyrektora Zakładu Karnego w Białymstoku, a miesiąc temu na dyrektora Aresztu Śledczego w Białymstoku. To wszystko zbiegło się w czasie z restrukturyzacją Służby Więziennej i organizacją jednostek penitencjarnych.

Zakład Karny w Białymstoku był niezależną, samodzielną jednostką przeznaczoną dla recydywistów typu otwartego i półotwartego. Od 1 grudnia 2021 r. stał się oddziałem zewnętrznym Aresztu Śledczego w Białymstoku. Choć budynki stoją przy dwóch różnych ulicach Hetmańskiej i Kopernika, funkcjonujemy jako całość.

To dodatkowe wyzwanie?

Z pewnością. To duża jednostka, której trzeba poświęcić naprawdę dużo pracy: dbać dobra organizację, sprawy kadrowe, kwaterunkowe, o porządek i bezpieczeństwo społeczeństwa, zapewnić praworządne wykonywanie kary pozbawienia wolności, a jednocześnie zrobić wszystko, żeby więźniowie po wyjściu na wolność, nigdy więcej do nas nie trafili. Nie popełniali więcej przestępstw, poczuli chęć zmiany, poprawili relacje rodzinne, podjęli pracę, żyli normalnie.

Jak to zrobić? Jakie działania wychowawcze i resocjalizacyjne z Pani doświadczenia przynoszą największe efekty?

Myślę, że kierowanie skazanych do pracy. W ramach rządowego programu „Praca dla więźniów” jednostki penitencjarne nastawione są na to, żeby jak największa liczba osadzonych podjęła zatrudnienie, czy to na terenie jednostki, poza murami na terenie miasta, w tym także w systemie bez konwojenta. Sami osadzeni dostrzegają olbrzymią wartość możliwości pracy. Wychodzą z celi, czują się potrzebni, zarabiają pieniądze na własne potrzeby i zakupy w kantynie, odciążają rodziny, mogą spłacać swoje zobowiązania wobec osób pokrzywdzonych, wobec państwa, wobec swoich najbliższych.

Jak w tym momencie wygląda kwestia zatrudnienia więźniów w Pani jednostce?

W naszym oddziale zewnętrznym (dawnym zakładzie karnym) pracuje 79 procent osadzonych. To bardzo dużo. W areszcie śledczym przy Kopernika to 36 procent populacji, ale moim celem na najbliższe miesiące jest zwiększenie tej liczby. W tym momencie mamy podpisane umowy z 12 kontrahentami na zatrudnienie osadzonych i prowadzimy kolejne rozmowy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jurij Belous o definicji ludobójstwa

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

w
www.i.Bialystok.pl
Więzienia =przepełnione szkoły przestępców zamykają alimenciarzy pijanych rowerzystów a utrzymanie więźnia =ponad 3000zł miesięcznie! Więzienia to szkoły przestępców zamiast resocjalizacji przerabiają złodzei na zbrodniarzy by podwyższać podatki na policję od wystraszonych obywateli. Przynajmniej normą powinny być pojedyncze cele:( ale pracownicy wiezienia popierają grypserę trzyma za nich "porządek" daje im dodatkowo zarobić na handlu narkotykami, przemycie itp. Policjanci i złodzieje to wspólnicy-póki ludzie czują się zagrożeni, policja ma więcej pieniędzy, sprzętu, jakby wyłapali wszystkich przestępców policjanci staliby się niepotrzebni i stracili by pracę. A najwięksi przestępcy = politycy kradnący miliardy, oszukujący miliony chodzą na wolności. Ich ofiary: słabi i biedni, którzy weszli na drogę przestępstwa np. ukradli bulkę, "prowadzili" rower po piwie (zgodnie z kodeksem drogowym za "prowadzenie pojazdu mechanicznego pod wpływem alkoholu" idzie się do wiezienia) lub nie potrafili zdobyć minimum pieniędzy wiezienie przerabia ze złodzei na zbrodniarzy poprzez pozbawienie podstawowych praw -jak można żyć np. w 12 osób w 1 pomieszczeniu na skutek "przepełnienia" cel ? Zamiast pozwolić im poprzez prace naprawić lub odpracować szkody finansowe, zapłacić kary, alimenty, państwo okradając nas w formie podatku dopłaca do każdego więźnia 2800 zł miesięcznie (- koszty utrzymania i wyżywienia)

A tymczasem izolować trzeba tylko najbardziej niebezpiecznych dla otoczenia
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie