Białystok. Miasto wykłada na stół 18 mln. Kto da więcej? Licytacja o budynki Wyższej Szkoły Administracji Publicznej na Dojlidach

opr (wal)
Licytacja komornicza na budynki WSAP zaplanowana jest na piątek 26.02.2021 r Wojciech Wojtkielewicz
Zanosi się na najbardziej spektakularną od lat transakcję na białostockim runku nieruchomości. Rzadko się zdarza, by miasto kupowało działki, zazwyczaj je sprzedaje. Tym razem chce nabyć grunty i budynki Wyższej Szkoły Administracji Publicznej.

Pierwsza licytacja nieruchomości gruntowej, na której znajduje się pouczelniany kampus przy ul. Suchowolca, odbędzie się w piątek o godz. 9. Pod młotek komorniczy idą dwie działki o łącznej powierzchni 2,87 ha. Znajduje się na nich Collegium Novum (wybudowane w 2004 r.) i dobudowane do niego 8 lat później Collegium Universum. Łączna powierzchnia kompleksu to 8149 mkw. Nieruchomość została oszacowana na 23 mln 873 tys. zł, a cena wywoławcza to 75 proc. oszacowanej wartości, czyli 17 mln. 905 tys. zł. By przystąpić do licytacji, oferent musi wpłacić rękojmię w wysokości 2 mln 387 tys. zł.

– Kupno tych budynków to jedna z głupszych decyzji miasta – mówił w ubiegłym tygodniu radny niezależny Maciej Biernacki na posiedzeniu komisji infrastruktury komunalnej. Ale już na poniedziałkowej sesji rady miasta inni radni wypowiadali się o transakcji w sposób bardziej koncyliacyjny. Większość z nich zachęcała jednak magistrat, by wstrzymał się z kupnem do kolejnej licytacji, bo wtedy będzie można nabyć nieruchomość o ponad 10 proc. taniej.

Po co miastu budynki po WSAP?

Zgodnie z zapowiedziami władz Białegostoku, ewentualny zakup budynków WSAP-u pozwoli miastu utworzyć w nich Centrum Obsługi Inwestora. Nie tylko tego instytucjonalnego, ale i zwykłego mieszkańca, który załatwia sprawy związane np. z budową domu. Będzie to możliwe, bo na Dojlidy miałyby zostać przeniesione departamenty, które aktualnie porozrzucane są po wielu innych budynkach w całym mieście.

– Architektury, urbanistyki, geodezji, ochrony środowiska, skarbu – wyliczał na sesji wiceprezydent Adam Musiuk. – Dobrym rozwiązaniem byłoby też przeniesienie na Dojlidy obrad rady miasta, bo tam jest kilka auli.

Wiceprezydent wyjaśniał, że budynek generalnie jest w stanie dobrym, choć – na dzień dzisiejszy – nie jest przystosowany do potrzeb urzędu.

– Można to zmienić przy niedużych kosztach – zapewniał.– Ponadto obiekt jest dobrze zlokalizowany i skomunikowany zarówno dla osób korzystających z transportu prywatnego, jak i komunikacji miejskiej. Zaletą są duże parkingi, z których korzystaliby pracownicy, jak i mieszkańcy.

Ogólnopolska Wielka Gala Biznesu w Białymstoku. W hali Zespo...

Radni: Poczekajmy jeszcze. Zyskamy więcej

Paweł Myszkowski (PiS) mówił, że zgadza się z wiceprezydentem co do zasady, że warto mieć taki obiekt, w którym mieszkańcy byliby kompleksowo obsługiwani.

– Jeśli chodzi o budynki WSAP-u, to zastanawiam się, czy nie można by uzyskać korzystniejszej ceny w kolejnej licytacji? – pytał radny.

W ubiegłym tygodniu białostoccy radni przeprowadzili wizję lokalną kampusu. I dostrzegli pęknięcie jednej ze ścian od frontowej strony.

– Być może jest tak, jak wyjaśniał na komisji wiceprezydent Musiuk, że dwie części osadzały się w różnym tempie – mówił Paweł Myszkowski. – Natomiast w tym samym skrzydle jest też duży zaciek, który obejmuje dwie kondygnacje. Gdy byliśmy na wizji lokalnej, to zalegający na dachu śnieg jeszcze nie topniał. Być może przy trwającej obecnie odwilży lepiej byłoby widać skalę tych przecieków.

Radny PiS miał też obiekcje, co do tempa, w jakim miasto prze do zakupu.

– W zeszłym tygodniu mieliśmy – i tak dość późno – wizję lokalną, dziś zapoznajemy się z informacją prezydenta, a już w piątek odbędzie się licytacja. Tak naprawdę nie wiemy, jaki będzie koszt adaptacji i remontu budynku – tłumaczył Paweł Myszkowski.

Przypomniał, że przez wiele lat miasto dokładało do prac remontowych w Białostockim Parku Naukowo-Technologicznym, który został wybudowany znacznie później niż budynki WSAP-u.

Radny Andrzej Perkowski (KO), który dwukrotnie w ostatnim czasie lustrował obiekt przy ul. Suchowolca, podkreślał, że „z czysto ludzkiego podejścia to naprawdę bardzo szkoda tych budynków“.

– Przez kilka lat stał zaniedbany, niewykorzystany. Syndyk sprzedała piece gazowe, które służą do jego ogrzewania. Nie wiem, jak można w taki sposób zarządzać obiektem i działać na jego szkodę. Aż żal patrzeć, że ktoś wymontował też elementy stałe, które były bez wartości – mówił Andrzej Perkowski.

Radny uważa, że takie miasto jak Białystok powinno pomóc, by obiekt nie został w całości zniszczony. Ale z drugiej strony – nie ma potrzeby spieszenia się z zakupem nieruchomości.

– Na tym rynku nie mamy konkurencji – przekonuje Perkowski. – Dlatego warto się zastanowić nad strategią działania. Czy koniecznie musimy nabyć obiekt w pierwszym przetargu? Zaczekajmy. Sprawdźmy, w jakim stanie naprawdę jest dach, gdy zacznie się topić śnieg. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy koszt naprawy wyniesie 100 tysięcy złotych czy może milion. Tym bardziej, że następny przetarg, gdzie cena wywoławcza będzie wynosić 2/3 ceny oszacowania, może dać miastu 2 mln zł oszczędności. Apeluję o wstrzymanie się z kupnem! Na pewno możemy mieć ten obiekt, ale taniej.

Kto nas przebije?

Paweł Myszkowski przypomniał, że zapisy w planie zagospodarowania przestrzennego eliminują wielu potencjalnych nabywców.

– Bo jeżeli mówimy o celach edukacyjnych, to kto nas przebije? A miasto zawsze może ten plan zmienić – przekonywał radny PiS. – Skoro mamy tyle kart w ręku, to grzechem byłoby z nich nie skorzystać.

Jego kolega klubowy Henryk Dębowski zwrócił uwagę, że – ze względu na pandemię – gdy nauka odbywa się zdalnie, zapewne nie będzie wielu chętnych na taki obiekt. Jego zdaniem, należałoby też przygotować analizę, czy faktycznie miasto będzie w stanie zagospodarować całą przestrzeń kampusu. I jakie będą koszty utrzymania budynku.

Z kolei Marcin Moskwa (KO) mówił, że nie można z góry zakładać, że nikt – poza miastem – nie przystąpi do licytacji.

– Nie rozumiem, skąd takie założenie. A jak się ktoś zgłosi i kupi, to co wtedy? Zostaniemy z ręką w nocniku – tłumaczył wiceszef klubu KO. – Nie wiemy też, kiedy i czy w ogóle będzie kolejny przetarg. Sprzedający nie jest zobligowany do jego powtórzenia.

Marcin Moskwa przypomniał, że obiekt został wybudowany - według kosztorysu inwestorskiego – za 55 mln zł. Postawienie go dzisiaj kosztowałoby około 70 mln zł.

– Tam miejsc parkingowych jest więcej niż przy wszystkich pozostałych budynkach urzędu miejskiego! – przekonywał.

I apelował, by nie bać się tej inwestycji: – Jest to fajny budynek i wart tego, by kupić go za znacznie mniejsze pieniądze niż koszty jego wybudowania. Na pewno po trzech latach stan techniczny budzi wątpliwości, ale skala tych zastrzeżeń nie jest jakaś niebotyczna.

Już podczas posiedzenia komisji infrastruktury wiceprezydent Musiuk wyjaśniał, że to pęknięcie ściany prawdopodobnie jest już ustabilizowane, czyli proces osiadania budynku też już się zakończył.

– Oznacza to, że należy je zabezpieczyć, pomalować i nie powinno być z nim więcej problemów. Nie daję na to gwarancji, bo potrzebna jest do tego ekspertyza, ale z doświadczenia mogę stwierdzić, że nie należy bać się tego pęknięcia – tłumaczył wiceprezydent radnym z komisji.

Prezydent: Dla nas ta cena jest atrakcyjna

Z kolei prezydent Tadeusz Truskolaski przyznał na sesji, że być może radni, którzy apelują o wstrzymanie się do ewentualnej drugiej licytacji, mają rację.

– Cena może być niższa. Ale niekoniecznie – zaznaczył prezydent.

Białystok. Miasto sprzedało działkę przy Operze i Filharmoni...

I przypomniał historię sprzedaży przez miasto Placu Inwalidów Wojennych, gdy na pierwszy, a potem i na drugi przetarg nikt się nie zgłosił. Mimo, że cena spadła. Dopiero za kolejnym razem oferty poszybowały w górę aż do 67 mln zł. I wówczas niektórzy licytanci, którzy liczyli, że tym razem plac można będzie nabyć jeszcze taniej, obeszli się ze smakiem (dziś na dawnym Placu Inwalidów stoi Galeria Jurowiecka).

Prezydent Truskolaski nie zgodził się też z radnym Dębowskim, twierdzącym, że teraz nikt nie kupuje nieruchomości.

– Otóż nie. Teraz właśnie jest czas inwestowania w nieruchomości, bo przy zerowym oprocentowaniu nie opłaca się trzymać pieniędzy w banku – dowodził Truskolaski.

Przypomniał, że w ostatnim czasie miasto sprzedało działki w specjalnej strefie za 18 mln zł.

- Gdybyśmy mieli pewność, że ten budynek ponownie zostanie wystawiony na sprzedaż za trzy miesiące, to ci radni, którzy apelują teraz o powstrzymanie się od zakupu, byliby górą. Ale my takiej pewności nie mamy – wyjaśniał prezydent. - Nie wiemy, czy zaoszczędzimy 2 mln zł, czy też stracimy więcej. Bo jeżeli budynek postoi jeszcze jedną zimę, to być może trzeba będzie przeprowadzić remont kapitalny pionu, a nie tylko samego miejsca pod dachem.

Truskolaski zastanawiał się też, dlaczego aż przez trzy lata tak prosta ,w gruncie rzeczy, do zbycia nieruchomość nie została wystawiona na sprzedaż. W tym kontekście przypomniał historię samej licytacji, która pierwotnie miała odbyć się jeszcze pod koniec grudnia 2020 r. i ostatecznie została przesunięta o dwa miesiące

Czytaj też: Nie wiadomo co dalej z budynkami WSAP w Białymstoku (ZDJĘCIA)

Prezydent przyznał, że oczywiście istnieje ryzyko związane z inwestycją, a on sam nie ma monopolu na rację. Jednak, według niego, druga taka okazja może się już nie powtórzyć.

– Już słyszę te głosy: panie prezydencie, miał pan taką okazję, to dlaczego nie kupił pan tych budynków? – mówił radnym Truskolaski. - Uważam, że bardziej nam się opłaca kupić teraz, gdy jesteśmy sami, niż bić się za jakiś czas z innym konkurentem.

Przypomniał też, że jeśli licytowany obiekt nabyłby przedsiębiorca z zamiarem utworzenia kilkudziesięciu nowych miejsc pracy, to wtedy mógłby wystąpić o przekształcenie planu zagospodarowania.

– I przecież w takim wypadku rada miasta nie odmówi mu zmiany planu - prognozował prezydent. - Dla nas obecna cena za WSAP jest atrakcyjna.

Przypomnijmy, że jesienią ubiegłego roku pod młotek poszedł inny budynek należący do WSAP. To Pałac Lubomirskich, który w połowie lat 90. ubiegłego roku miasto przekazało uczelni za symboliczną cenę 155 tys. zł, bo z 80 proc. bonifikatą. W listopadzie 2020 r. białostocka firma zaoferowała na licytacji tego zabytkowego budynku 6,5 mln zł .

Zobacz też: Pałac Lubomirskich za 6,5 miliona kupiła białostocka spółka WGT Group. Nowy właściciel nie chce zdradzić swoich planów (ZDJĘCIA)

Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Znowu ktoś z kimś się dogaduje.

Dodaj ogłoszenie