Almodovar wciąż w dobrej formie, czyli kilka słów o filmie: Skóra, w której żyję

Tomasz Mikulicz
Kadr z filmu: Skóra, w której żyję
Kadr z filmu: Skóra, w której żyję Materiały dystrybutora
Tym wszystkim, którzy ubóstwiają "Złe wychowanie", spodoba się zapewne też najnowsze dzieło Pedro Almodovara. Mamy tu budującą napięcie fabułę okraszoną "czysto almodovarskimi wtrętami" .

Robert Ledgard (w tej roli świetna kreacja Antonio Banderasa) jest lekarzem ogarniętym niecodzienną pasją, graniczącą z obsesją. Po samobójczej śmierci żony, jako ofiary głębokiego poparzenia, chce on stworzyć skórę odporną na wysoką temperaturę i m.in. ukąszenia owadów. Udaje się mu to zrobić, ale za cenę eksperymentów na Verze, zamkniętej w jego rezydencji kobiecie.

Dopiero później okazuje się mamy tu do czynienie ze znacznie bardziej skomplikowaną relacją niż tylko pacjent- lekarz.

Oglądając najnowsze dzieło Pedro Almodovara mogą człowiekowi przejść po plecach ciarki, i to co najmniej kilka razy. Dostajemy tu niezłe studium rodzenia się zła, które oswojone jawi się jako naturalny wręcz odruch każdego z nas.

Jedna tragedia rodzi drugą i z niej wynika, a zwierzęca walka o przetrwanie nakazuje być zawsze tym silniejszym. Taki obraz świata jest może nazbyt ponury, ale u Almodovara okraszony jest on wielką dozą realności.

Żaden z bohaterów nie ma tu łatwego życia - matki ulegają wypadkom, synowie schodzą na manowce, a córki są gwałcone. Choć można odnieść wrażenie, że reżyser chce przez to usprawiedliwić niektóre ludzkie decyzje, moim zdaniem tak nie jest.

Mam wrażenie jakby mówił nam, że nasze uwikłanie we własny los jedynie pomaga w odkryciu tego jakimi tak naprawdę jesteśmy. I nie ma przy tym znaczenia, że większości z nas takie odkrycie się nie spodoba.

Skóra, w której żyję przyjdzie też zapewne do historii kina dzięki stworzeniu kreacji bohaterki ubranej w dziwny, jednoczęściowy strój w kolorze skóry. Można przypuszczać, że pojawi się ona (postać Very grana przez Elenę Anaya) obok tak rozpoznawalnych kreacji jak - ubrany w pasiaki - główny bohater filmu "Sok z żuka", czy Forrest Gump w swojej słynnej czapeczce.

Jedyne czego mi w filmie brakuje, to wyrazistej i budującej nastrój muzyki. Ta, która zaserwowano nam w dziele Almodovara była miejscami mdła, a miejscami zbyt surowa. No, ale ostatecznie taki jest styl tego wielkiego reżysera.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie