IMPREZY
    BIAŁYSTOK

    Tak się bawi Białystok!

    Rozwiń
    IMPREZY
    Zwiń

    Tak się bawi Białystok!

    Białostoczanie wiedzą jak się bawić. Oto ostatnie gorące imprezy

    Wspomnienia Września

    Wspomnienia Września

    Krystyna Kościewicz kkosciewicz@poranny.pl tel. 085 682 23 95

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Podczas spotkania „Wrzesień 1939 w pamięci hajnowian” od lewej: Mikołaj Buszko, Władysław Zin, Włodzimierz Poskrobko

    Podczas spotkania „Wrzesień 1939 w pamięci hajnowian” od lewej: Mikołaj Buszko, Władysław Zin, Włodzimierz Poskrobko

    Z cyklu "Rozmowy o historii", w Centrum Promocji "Czerlonka", gościli mieszkańcy Hajnówki i okolic, którzy pamiętają wrzesień 1939.
    Podczas spotkania „Wrzesień 1939 w pamięci hajnowian” od lewej: Mikołaj Buszko, Władysław Zin, Włodzimierz Poskrobko

    Podczas spotkania „Wrzesień 1939 w pamięci hajnowian” od lewej: Mikołaj Buszko, Władysław Zin, Włodzimierz Poskrobko

    Początek wojny zastał ich na terenie Hajnowszczyzny. Młodsi usłyszeli, co w swojej pamięci zachowali świadkowie tamtych zdarzeń. Podczas spotkania pod tytułem "Wrzesień 1939 w pamięci hajnowian", swoimi wspomnieniami dzielili się inż. Własław Zin, dr Włodzimierz Poskrobko, Michał Dudar i Michał Kuczko.

    - Wojna wisiała na włosku, wszyscy się tego spodziewali, aczkolwiek ciągle była nadzieja, że może jednak Niemcy nie odważą się zaatakować.
    Utrzymywało się przekonanie, że nie zaryzykują, bo przecież byliśmy w sojuszu z Anglią, Francją - wspomina inż. Władysław Zin. - Mobilizacje w 1939 sprawiały jednak, że się wojnę czuło, że może wybuchnąć. Panował jednak taki nastrój, że jeśli nawet Niemcy zaatakują, to z pewnością skręcą sobie na tym kark. Mówiło się, że Niemcy, to potęga na glinianych nogach, że jeżdżą na syntetycznej benzynie, więc jak przyjadą samochodami na nasze bezdroża, to sobie nie poradzą, ugrzęzną. A my, na koniach, jesteśmy w stanie wygrać z nowoczesną techniką. Takie było odczucie społeczne.

    Hajnówka była słabo przygotowana

    W 1939 Hajnówka liczyła około 17 tys. mieszkańców. Było to środowisko głównie robotnicze. Społeczeństwo ogromnie zróżnicowane wyznaniowo, z Żydami i "białą emigracją rosyjską".

    - 1 września, o godz. 7 rano przeleciało 12 bombowców od strony Dubin w kierunku Czeremchy. Były niemieckie, bo miały swastyki - mówi dr Włodzimierz Poskrobko. - 3 czy 4 września samoloty rzuciły dwie bomby koło stacji PKP. Pobiegliśmy tam z bratem. To był lej głębokości 10 m. W dworzec nie trafili, ale z samolotu zbili drzwi i ręczny karabin maszynowy, który spadł w miejscu, gdzie teraz jest stacja Orlenu. Ciągle obserwowaliśmy niebo, ale polskich samolotów w ogóle nie widzieliśmy. Każdego ranka z kierunku Dubin leciało 9-10 niemieckich bombowców. W mieście było kilka gniazd ciężkich karabinów przeciwlotniczych, między innymi taki karabin stał koło wieży ciśnień. Rzekomo miał stanowic obronę przeciwlotniczą. Nasi trochę strzelali, ale generalnie było cicho.

    Świadek ataku Bierwiaczonka

    Włodzimierz Poskrobko wraz z bratem od 1 września 1939 prowadził codzienne zapiski wydarzeń w Hajnówce. Pamięta dużo ważnych szczegółów z tamtego okresu.
    - 16 czy 17 września Niemcy już byli w Hajnówce - opowiada Włodzimierz Poskrobko. - Obrona była na torowisku Hajnówka - Narewka. Leżeli żołnierze z karabinami. Niemcy jeździli na motocyklach z przyczepami, a na nich ręczne karabiny maszynowe. Byli w długich płaszczach. Pamiętam kilka razy podjeżdżali ze strony Paszek, od Bielska. Potem weszły czołgi. Byłem na ul. Lipowej, kiedy Bolesław Bierwiaczonek, żołnierz Września 1939, strzelił do czołgu. Czołg wjechał na ul. Lipową, koło Kicela, a Bierwiaczonek, stał na rogu Batorego i Lipowej, koło domu Daniły Melcera. Tam ustawiał armatkę. Czołg miał szybkę szerokości 200 mm, wysokości 100 mm i grubości 80 mm. Akurat Bierwiaczonek trafił w tę szybę. Kierowcy rozerwało głowę. Celowniczy wylazł z czołgu, podszedł do Kicelów do studni i tam skonał. Radiotelegrafista wylazł z czołgu i zawisł na luku. Przyjechał drugi czołg, 50 m od naszego domu, na Lipowej 64. Bierwiaczonek siedział na jednym koniu, a drugi ciągnął armatkę. Drugi czołg strzelił, trafił w zad konia i rozerwał go. Koń padł, a Bierwiaczonek, chociaż ranny, odłączył konia od armatki i szybko uciekł w kierunku Lipin. Po kilku minutach niemieckich czołgów nie było, a już sąsiad wyszedł, zabrał siodło z tego konia i sobie schował. No wiecie jak to bywa. Jednemu wojna, a dla niektórych - wojenka i szaber.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Poranny.pl poleca

    Targi pracy. Profile firm i oferty pracy. Szukaj swojej!

    Targi pracy. Profile firm i oferty pracy. Szukaj swojej!

    Białystok w latach 60-tych i teraz. Zobacz, jak bardzo zmieniło się nasze miasto

    Białystok w latach 60-tych i teraz. Zobacz, jak bardzo zmieniło się nasze miasto

    Poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, dilerka

    Poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, dilerka

    Pierwsza pomoc w wypadkach drogowych