Włodzimierz Kowalewski – Excentrycy

Jerzy Doroszkiewicz
Włodzimierz Kowalewski jest rówieśnikiem gomułkowskeij odwilży. Olsztyński literat lekkim piórem nakreślił nostalgiczny obraz Polski końca lat 50. XX wieku.
Włodzimierz Kowalewski jest rówieśnikiem gomułkowskeij odwilży. Olsztyński literat lekkim piórem nakreślił nostalgiczny obraz Polski końca lat 50. XX wieku. Wydawnictwo Marginesy
Zanim na ekranach pojawi się film Janusza Majewskiego, warto sięgnąć po powieść, która stała się zarzewiem obrazu nagrodzonego Srebrnymi Lwami.

Dla reżysera jazz był religią jego pokolenia. Powojennego, poobijanego, widzącego zrujnowany kraj i wszechwładną policję polityczną. O jazzie mógł pisać Leopold Tyrmand, jazzu słuchano z audycji Głosu Ameryki, film o radości muzykowania w „katakumbach” nakręcił już Feliks Falk. U Kowalewskiego jazz jest największa siłą napędową głównego bohatera. Przedwojennego muzyka, który wraca dobrowolnie z Anglii do gomułkowskiej Polski, bo ma ochotę grać swing. Nie jest opętany perfekcjonizmem, jak demoniczny nauczyciel z genialnego filmu „Whiplash” – po prostu – uwielbia tańczyć i grać na puzonie „Moonlight Serenade” Glenna Millera.

Kowalewski, jakby zgodnie z panującą porą roku, akcję powieści, po raz pierwszy wydanej w 2007 roku, osadził w uzdrowiskowym Ciechocinku po sezonie. Podupadające pensjonaty, komunistyczna szarość i beznadzieja i amerykańska muzyka, która poruszy nawet partyjnych kacyków. Polityka sprowadzona do migawkowych wspomnień o odebranym Lwowie, śmierci syna i bliskich głównego bohatera na syberyjskiej zsyłce, gomułkowskiej odwilży. Zabawne postaci chamskich kelnerów, inteligentów marzących o dawnej świetności, a do tego kilka tajemnic i wątek szpiegowski plus piękna i tajemnicza kobieta układają się same w scenariusz filmowy. W kinowej wersji „Excentryków” grają i Maciej Stuhr i Sonia Bohosiewicz i Anna Dymna oraz Wojciech Pszoniak.

Jednak zanim z ekranów zabrzmi muzyka, a gdzieś w tle będą majaczyły sławne ciechocińskie tężnie, warto dać się ponieść wyobraźni i wraz z bohaterami zajrzeć w czasy, kiedy muzyka była tchnieniem wolności, a ową wolność mógł odebrać byle mundurowy oderwany granatem od roli. Z pewnością wtedy wszystko miało inny smak, a Kowalewski umiał go zapisać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie