Rada Miasta Białystok. Fotel trzeciego wiceszefa może być pusty przez wiele tygodni

Tomasz Maleta [email protected]
Marcin Szczudło oddaje głos w wyborach przewodniczącego rady miasta - 1 grudnia 2014.
Marcin Szczudło oddaje głos w wyborach przewodniczącego rady miasta - 1 grudnia 2014. Anatol Chomicz
Udostępnij:
Ten symboliczny wakat pokazuje naturę relacji pomiędzy większością PiS i obozem prezydenta Tadeusza Truskolaskiego. Na razie obie strony twardo okopały się na swych pozycjach i ani myślą ustąpić.

W zasadzie funkcja wiceprzewodniczącego rady ma znaczenie symboliczne (jeśli nie liczyć diety o 500 zł większej od tej, którą otrzymuje radny). Rzadko zdarza się, by musiał przez dłuższy czas zastępować przewodniczącego w kierowaniu radą. Zazwyczaj jest to konsekwencja zdarzeń losowych np. choroby.

Ale i tak o tym, który z wiceprzewodniczących przejmie tymczasowo ster decyduje przewodniczący. Nie zdarzyło się, by stało się to udziałem kogoś z opozycji. Wynika to z mocnego umocowania szefa rady w regulaminie. Będąc jego strażnikiem, de facto stoi na straży przywilejów obozu dominującego w radzie. Dlatego klub, który ma większość obsadza nie tylko fotel przewodniczącego, ale też jednego z jego zastępców.

Powyższe uwarunkowania szczególnie było widać w trakcie jednego z najważniejszych głosowań w poprzedniej kadencji. W marcu 2012 roku radni decydowali, czy przyjąć lub odrzucić obywatelską inicjatywę uchwałodawczą znoszącą obowiązek tzw. klikania w autobusach. Po nieobecność przewodniczego Włodzimierza Kusaka (PO) radnym szefował Sławomir Nazaruk (wiceprzewodniczący z klubu PO).

Ferment w tym punkcie obrad był tak wielki, że głosowanie powtarzano - z powodu pomyłki radnych - dwa razy. Niektórzy obserwatorzy do dziś uważają, że zamieszanie uniemożliwiło po pierwszym głosowaniu podanie jego wyników (w parlamencie w takich przypadkach jest to podstawa do reasumpcji). Gdyby prowadził je wiceprzewodniczący z opcji opozycyjnej być może już wtedy białostoczanie byliby wolni od klikania.

Niepisaną regułą w radzie było jednak to, że kluby opozycyjne obsadzały fotele wiceprzewodniczących. Co więcej, zgłaszane przez nich kandydatury były też akceptowane - w myśl ukształtowanego zwyczaju - przez większość. Sytuacja zmieniła się po ostatnich wyborach. Mający większość PiS nie zgodził się na propozycję klubu prezydenckiego. O ile łatwo przełknął kandydaturę Zbigniewa Nikitorowicza (PO), o tyle nie poparł Marcina Szczudły. Tym samym od grudnia trzeci fotel przewodniczącego (pierwszy zajął Kazimierz Dudziński z PiS) stoi pusty.

- Kwestia uzupełnienia prezydium jest sprawą otwartą - mówi Mariusz Gromko, szef rady miasta. - Jeśli komitet zgłosi swojego kandydata na wiceprzewodniczącego, to taki punkt znajdzie się w porządku obrad sesji.

Nie chce jednak prognozować, czy ów kandydat miałby szanse.
- Uważam że wśród radnych Komitetu Tadeusza Truskolaskiego są osoby, które mogłyby uzyskać wymaganą większość głosów - dodaje Mariusz Gromko. - Jako szef klubu PiS mogę jedynie zapewnić, że nie będzie dyscypliny klubowej.

Druga strona twardo obstaje przy swoim.
- Nadal jestem kandydatem klubu na wiceprzewodniczącego - zapewnia Marcin Szczudło.

To oznacza dalszy impas. Radni PiS głosując teraz za tą kandydaturą zachowaliby się niekonsekwentnie. W przeciwnym razie szef prezydenckiego klubu powinien zostać wiceprzewodniczącym rady już w grudniu.

Z drugiej strony nie sposób odnieść wrażenia, że przesłanką uniemożliwiającą wybór Marcina Szczudły jest to, że poprzednie dwie kadencje zaczynał w barwach PiS. Czy jednak zmiana szyldu powinna przekreślać praktykę dobrego obyczaju, którego dochowanie może być dla klubu PiS znacznie większą wartością niż animozje natury towarzyskiej?

Przed nie mniejszym dylematem stoi druga strona barykady. O ile na początku grudnia ubiegłego roku Marcin Szczudło był jedynym możliwym kandydatem prezydenckiego klubu, o tyle teraz - po ostatecznym jego ukształtowaniu - sytuacja się zmieniła. Być może warto - w przypadku prawdopodobnej nie wybieralności Marcina Szczudły - rozważyć innego kandydata na wiceprzewodniczącego.

Co prawda ten kompromis na swój sposób byłby ograniczeniem autonomii klubu w kardynalnej dla niego decyzji, ale z drugiej strony lepszy rydz niż nic. I to nie mały, w końcu o 500 zł większy od diety zwykłego radnego.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie