MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Mona Lisa z Białegostoku. Sleńdziński malował ją z miłością.

Fot. Galeria Sleńdzińskich
A tak Irena wyglądała na fotografii z lat 20. ub. wieku.
A tak Irena wyglądała na fotografii z lat 20. ub. wieku. Fot. Galeria Sleńdzińskich
"Portret żony z obrączką“, czyli białostocka Mona Lisa w marcu zostanie pokazany na wystawie w Rzymie. Ludomir Sleńdziński namalował 33 portrety swojej ukochanej. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Pobrali się po trzech miesiącach znajomości.
A tak Irena wyglądała na fotografii z lat 20. ub. wieku.
A tak Irena wyglądała na fotografii z lat 20. ub. wieku. Fot. Galeria Sleńdzińskich

A tak Irena wyglądała na fotografii z lat 20. ub. wieku.
(fot. Fot. Galeria Sleńdzińskich)

Wysoka, smukła i wysportowana. Miała typ urody, który był bardzo modny w dwudziestoleciu międzywojennym. Świetnie leżały na niej ubrania. Nic dziwnego, że Irena z domu Dobrowolska urzekła wrażliwego na piękno artystę.

Malarz Ludomir Sleńdziński poznał Irenę jesienią 1924 roku podczas otwarcia wystawy Wileńskiego Towarzystwa Artystów Plastyków w warszawskich Łazienkach.

- W tym czasie Ludomir miał już 35 lat i znajomi martwili się o jego stan cywilny. Uważali, że powinien uporządkować swoje życie - opowiada Izabela Suchocka z Galerii im. Sleńdzińskich w Białymstoku.

Do takich osób należała Anna z domu Więdziagolska. To ona stała się swatką Ludomira i Ireny. Żeby mogli się lepiej poznać, zorganizowała piknik. Nie minął miesiąc, gdy artysta oświadczył się wybrance. Zaprosił Irenę do Zachęty warszawskiej i tam przed obrazem Jana Matejki "Batory pod Pskowem“ poprosił ją o rękę. Irena się zgodziła.

Na początku listopada wybrał się we wcześniej zaplanowaną podróż. Najpierw pojechał do Paryża, a następnie do Rzymu. Codziennie pisał listy do swojej ukochanej Iry. Po przyjeździe do Włoch zaczął planować ceremonię ślubną. Chciał, żeby była w "wiecznym mieście“. Tak też się stało. Ślub odbył się 2 stycznia w kościółku Zmatrwychwstańców, a wesele w pobliskiej restauracji.

Jak powstała białostocka Mona Lisa

Młoda para jednak nie wróciła od razu do Polski. We Włoszech pozostali do wiosny.

- W czasie podróży Ludomir sporo fotografuje swoją żonę, między innymi na tle Zamku Anioła - mówi Izabela Suchocka. - Maluje też pierwszy jej portret, który powstaje na podstawie studium, jakie wykonał kredką typu sangwina.

Tak powstał "Portret żony z obrączką“. Był to pierwszy wizerunek Ireny. I pierwszy z serii obrazów malowanych z uczuciem.

- Artysta swój rozpoznawalny styl, czyli rzeźbiarskość, zwrócenie uwagi na formę, laserunkowe kładzenie farby, wypracował w 1923 roku - wyjaśnia Izabela Suchocka. - Ale miłość do żony i Rzym sprawiły, że w tym czasie powstały dzieła niezwykłe. Są to trzy portrety żony. Każdy jest majstersztykiem. Tutaj oprócz talentu i dobrego rzemiosła jest jeszcze uczucie.

"Portret żony z obrączką“ to jedno z najcenniejszych dzieł, jakie znajduje się w kolekcji białostockiej galerii. Na niewielkim formacie zawarte są wszystkie cechy charakterystyczne malarstwa Ludomira Sleńdzińskiego w jego szczytowym okresie twórczości.

- Cechą rozpoznawczą stały się wpływy włoskiego renesansu - opowiada Marta Pietruszko z Galerii im. Sleńdzińskich. - Świadczy o tym kubizujący beret. W owym czasie były modne takie berety, ale ten nawiązuje do renesansowego nakrycia głowy. Kolejna cecha, to klasyczne ujęcie twarzy z półprofilu, które daje pojęcie o kształcie całej twarzy.

Charakterystyczne jest też ułożenie dłoni. Były bardzo często uwidaczniane na renesansowych obrazach. Na portrecie z 1925 roku Irena Sleńdzińska trzyma obrączkę.

Artysta swoją żonę uwiecznił na 34 dziełach malarskich i rysunkowych. Powstał wizerunek żony na tle Forum Romanum, na tle samochodu, z wózkiem, na plantach czy też razem z rodziną w Wilnie. Jednak najbardziej był związany z pierwszym obrazem, przedstawiającym Irenę.

- Był to portret, z którym nie chciał się rozstawać. Owszem pożyczał go na wystawy, ale tego nie chciał go sprzedać - mówi Izabela Suchocka.

Mona Lisa dobyła uznanie

Dzieło zdobyło również światowe uznanie znawców sztuki. Obraz pokazywany był m. in. na III Biennale w Rzymie, we Lwowie, Krakowie, Pradze, Budapeszcie, Petersburgu, Wiedniu. W 2001 roku był eksponowany w Muzeum Narodowym w Warszawie podczas ekspozycji poświęconej Rytmom. Natomiast w marcu pojedzie do rzymskiego centrum sztuki Complesso del Vittoriano. Zostanie pokazany na wystawie poświęconej twórczości Tamary Łempickiej.

- Ten obraz bardzo spodobał się organizatorom wystawy i poprosili o jego pożyczenie - mówi Izabela Suchocka. - Jest to logistyczne przedsięwzięcie, bo specjalna firma musi po ten jeden obraz przyjechać do Białegostoku. Łatwiej byłoby wziąć jakiś inny obraz Sleńdzińskiego z Muzeum Narodowego. Ale ten jednak koresponduje z twórczością Tamary Łempickiej. Mamy nadzieję że doda blasku tej wystawie.

Ostatni obraz Ireny za jej życia powstał w 1958 roku. Widać ją na spacerze. Chociaż twarz miała zmienioną chorobą tarczycy, to artysta przedstawił ją o kilka lat młodszą, w sposób wyidealizowany.

Ludomir Sleńdziński portretował żonę także po śmierci. Pierwszy obraz namalował w trzy miesiące po jej odejściu. Na kolejnych przedstawia ją jako św. Weronikę podczas drogi krzyżowej czy też mitologiczną boginię przeznaczenia i konieczności Ananke, która zatrzymuje zegar dokładnie na godzinie śmierci Ireny. Artysta malował ją do końca swego życia, chociaż miał już drugą żonę.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny