Gryfami chciał nagradzać prezydent miasta, po latach zrobią to radni od kultury

Tomasz Maleta [email protected]
Gryf to jeden z symboli Białegostoku
Gryf to jeden z symboli Białegostoku Andrzej Zgiet
Zamiast mnożyć i klonować wyróżnienia może lepiej wzmocnić, te które już przyznaje gmina. Tak, by nagroda literacka była rozpoznawalna w kraju, a pozostałe jeszcze bardziej wolne od związków towarzyskich i koteryjnych.

Pięć la temu Tadeusz Truskolaski zaproponował, by osoby, które przyczyniają się do społeczno-gospodarczego rozwoju miasta, np. przedstawiciele organizacji pozarządowych, zostali laureatami specjalnej nagrody - prezydenckich Gryfów.

Byłoby to nawiązanie do historii miasta, bo pieczęć z takim herbem miał hetman Jan Klemens Branicki. W projekcie budżecie na rok 2010 zapisano nawet na ten cel 100 tys. zł. Nic z tego nie wyszło, bo gdy pomysł ujrzał światło dzienne rwetes podnieśli ówcześni radni. Jedni wskazywali, że jest to przejaw próżności, bawienia się i celebrowania władzy. Inni dowodzili, że w sytuacji, kiedy nie ma regulaminu, określonych jasnych zasad przyznawania nagród, należy się z tym zagraniem wstrzymać.

Ostatecznie pomysł w toku prac budżetowych gdzieś się zawieruszył. Ale też brak determinacji ze strony prezydenta trochę dziwił, bo bez wątpienia nagroda była jedną z trzech najbardziej wartościowych w sferze symboliki inicjatyw Tadeusza Truskolaskiego. I szkoda, że w odróżnieniu od renowacji papieskiego kopca na Krywlanach i wizyty prezydenta w syberyjskim Białymstoku, pozostała jedynie niespełnioną ideą fixe.

Na dodatek fatalnie sprzedaną opinii publicznej. Nacisk położono na koszty związane z towarzyszącą jej galą, a nie legitymizacją nagrody. Powinna ona wynikać ze wzorców kreowanych przez prezydenta. Trwałych i transparentnych, do których będą się odnosić i również następcy Tadeusza Truskolaskiego.

Także dlatego, że czuć będą na sobie brzemię opinii publicznej, która nie pozwoli na odchylenia od tego wzorca. Bo nie będzie miała podstaw do jego kwestionowania. Bez względu na to, czy o laureatach zdecyduje autonomicznie prezydent czy powołana przez niego kapituła. I ile ta nagroda będzie wynosiła.

Po latach pomysł z gryfem, choć znacznie zmodyfikowany, powrócił. Ale już nie jako prezydencki, a radnych z komisji kultury. Formalnie zgłosił go jej przewodniczący Krzysztof Stawnicki (był także radnym, gdy pojawił się pomysł prezydenckiej nagrody). Zaproponował, by wyróżnienie było wyłącznie honorowe, bez gratyfikacji finansowej. W ten sposób radni z komisji chcą docenić animatorów kultury, mecenasów, instytucje kulturalne, organizacje samorządowe, wydarzenia kulturalne.

Na swój sposób jest to pomysł nowatorski, bo do tej pory komisje rady w takiej roli nie występowały. Ale też można sobie wyobrazić, że podobnym śladem podążą kolejne. I tak komisja zagospodarowania przestrzennego zacznie nagradzać najbardziej zasłużonych dla kształtowania krajobrazu miasta deweloperów, komisja samorządności i bezpieczeństwa najlepszych dzielnicowych, komisja spraw społecznych i zdrowia - lekarzy rodzinnych.

W najgorszej sytuacji są radni z komisji edukacji. Nie tylko dlatego, że co roku przed Dniem Edukacji Narodowej prezydent masowo nagradza pedagogów. Swoje wyróżnienie dla Nauczycieli Animatorów Kultury przyznaje też przewodniczący rady miasta.

I choć radny Krzysztof Stawnicki zapewnia, że jego pomysł nie jest konkurencją do prezydenckich laurów, to na swój sposób byłby czymś w rodzaju nagrody pocieszenia na otarcie łez tych, którzy w danym roku nie zdobyli uznania kapituł przyznających doroczne wyróżnienia prezydenckie za działalność artystyczną czy literacką.

Na dodatek niewolny od konotacji polityczno-zawodowych, wszak będzie ekstrapolacją nie tylko partyjnego układu sił w komisji kultury. Przy tych wszystkich ograniczeniach trudno zbudować taki autorytet nagrody, która będzie potrzebna nie tylko nagrodzonym, a przede wszystkim samemu Białemustokowi.

Zamiast mnożyć i klonować wyróżnienia może lepiej wzmocnić, te które już przyznaje gmina. Tak, by chociażby nagroda literacka jeszcze bardziej była rozpoznawalna w kraju, a pozostałe jeszcze bardziej wolne od związków towarzyskich i koteryjnych. A radni, nie tylko z komisji kultury, mają ku temu narzędzia. Dopiero wtedy kulturalny Gryf ma szansę stać się też tym prezydenckim.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie