Białostocka sieć KOKU Sushi działa na rynku od 10 lat. Rodzinne podsumowania i plany (zdjęcia)

Opr. Andrzej Matys
Twórcy i właściciele KOKU Sushi (na zdjęciu od lewej): Piotr Olechno, Urszula Olechno i Mariusz Olechno.
Twórcy i właściciele KOKU Sushi (na zdjęciu od lewej): Piotr Olechno, Urszula Olechno i Mariusz Olechno. KOKU Sushi
Pierwszy lokal KOKU Sushi powstał dekadę temu w Białymstoku. Dzisiaj sieć liczy już 40 restauracji i jest największą tego typu franczyzą w Polsce. Jakie były początki firmy, co zadecydowało o jej sukcesie i czego możemy się spodziewać po KOKU Sushi w przyszłości?

KOKU Sushi to rodzinna firma, za którą stoi małżeństwo Urszula i Mariusz Olechnowie oraz Piotr Olechno. Wszystko zaczęło się w 2004 roku, kiedy Urszula i Mariusz otworzyli Orient Express – pierwszy w Białymstoku lokal z kuchnią chińską i japońską, w którym można było zjeść sushi.

– Na początku XXI wieku sushi było orientalną nowinką, szczególnie na Podlasiu. Zapoznawaliśmy więc naszych gości z tą potrawą, uczyliśmy, w jaki sposób trzymać pałeczki, czym jest sos sojowy, wasabi czy gari i jak korzystać z tych dodatków – wspomina Mariusz Olechno, który przez lata zdobywał bogate kulinarne doświadczenia na statkach wycieczkowych oraz w Hotelu Cristal. – W 2011 roku powstał zupełnie nowy koncept – KOKU Sushi. Wystrój wnętrza, serwowane potrawy, zastawa i obsługa kelnerska, a wszystko dopracowane w najmniejszym detalu. Goście to docenili, my zaś zaczęliśmy tworzyć plany dotyczące rozwoju sieci.

Franczyza metodą na sukces

Rok później do właścicieli dołączył brat Mariusza – Piotr Olechno, który przejął zarządzanie białostocką restauracją. Urszula i Mariusz postanowili wtedy stworzyć bliźniaczy lokal w oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów Łomży. Pierwsza franczyza powstała natomiast w 2013 roku w Ostrowie Wielkopolskim.

– Wypracowaliśmy powtarzalność na wszystkich płaszczyznach. Dodatkowo wyróżniliśmy się bogatą i ciekawą ofertą, rozbudowanym systemem szkoleń i gwarancją wsparcia na każdym etapie inwestycji. To sprawiło, że zyskiwaliśmy zainteresowanie kolejnych partnerów, a sieć rosła w tempie od trzech do sześciu lokali w każdym roku – mówi Urszula Olechno.

W 2018 roku sieć opracowała nowy wariant współpracy – KOKU Sushi Premium - restaurację o podwyższonym standardzie. Wprowadziła także własną aplikację do zamawiania potraw online i kartę lojalnościową. Silnie działała ponadto w mediach społecznościowych, prowadząc marketing online.

– Nasza marka jest bardzo dynamiczna – jesteśmy stale obecni w internecie, podkreślamy wszystkie ważne momenty roku, organizujemy eventy w stylu Noc sushi czy wewnętrzny konkurs dla sushi masterów. Do tego dochodzą atrakcyjne promocje i nowe propozycje w menu. To przyciąga nie tylko gości, ale także potencjalnych franczyzobiorców, którzy chcą rozwijać swój biznes pod szyldem prężnie rozwijającej się firmy. Mamy przyjemność współtworzyć sieć ze świetnymi ludźmi, z którymi łączą nas partnerskie, pozytywne relacje. To ogromna wartość w tej branży – komentuje Urszula Olechno.

Na przekór pandemii

KOKU Sushi nie zatrzymał nawet lockdown związany z pandemią. Restauracje świetnie odnalazły się na rynku delivery, do tego stopnia, że obroty niektórych były wyższe niż przy otwartych salach. W szczycie epidemii powstał nawet kolejny koncept współpracy – KOKU Sushi Point, czyli lokal nastawiony wyłącznie na wynosy i dowozy.

– Rok temu otworzyliśmy 4 nowe punkty, jednak wszystko wskazuje na to, że to 2021 będzie pod tym względem rekordowy. Cieszy nas to, tym bardziej że działamy w tak niestabilnych i niesprzyjających dla gastronomii czasach – przekonuje współwłaścicielka KOKU Sushi.

Obecnie na mapie kraju działa 40 restauracji KOKU Sushi. Umowy na otwarcie kolejnych są już podpisane w kolejnych kilkunastu lokalizacjach. To czyni białostocką franczyzę największą siecią sushi barów w Polsce. Plany na przyszłość? Dalsza ekspansja na rynku, zaskakiwanie nowościami i wyznaczanie trendów.

– Celujemy zarówno w duże miasta, jak i te mniejsze, dla których sushi to atrakcyjna nowość na kulinarnej mapie. Widzimy tu ogromny potencjał i lukę, którą zamierzamy zagospodarować w nadchodzącym czasie. Dodatkowo chcemy wzmocnić nasze proekologiczne działania. Niedawno wprowadziliśmy na przykład przyjazne dla środowiska opakowania do dań na wynos i w dostawie. To dla nas ważny krok w kierunku minimalizowania zużycia plastiku. Mamy też nadzieję, że sytuacja związana z pandemią unormuje się na tyle, że już wkrótce będziemy znów wykorzystywać 100 proc. naszych możliwości – podsumowuje Urszula Olechno.

Wysokie ceny gazu. Gazprom szantażuje Europę.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
FederacjaZielonych.pl
Lubisz sushi? Nie wyobrażasz sobie menu bez ryb? Lepiej uważaj. Zawarta w nich rtęć może uszkodzić twój mózg. Obecnie obowiązujące normy, tak zwanej bezpiecznej ekspozycji, są zbyt "łagodne". Mamy dowody na szkodliwe działanie rtęci nawet wtedy, gdy owoce morza spożywane są w tzw. bezpiecznych ilościach - twierdzi dr Edward Groth, ekspert WHO i autor jednego z dwóch raportów poświęconych skażeniu tym pierwiastkiem, które mają być zaprezentowane na konferencji ONZ. Szczególnie niebezpieczne dla zdrowia są duże ryby, drapieżniki znajdujące się na końcu łańcucha pokarmowego, takie jak tuńczyk, rekin czy miecznik. To w ich organizmach kumuluje się największa ilość tego toksycznego pierwiastka.

Zdaniem badaczy obecnie obowiązujące dopuszczalne normy skażenia rtęcią w przypadku owoców morza powinny zostać obniżone czterokrotnie.

Rtęć jest szczególnie groźna dla kobiet w ciąży i małych dzieci. Zakłóca prawidłowy rozwój mózgu. To dlatego, np. Unia Europejska zaleca, by kobiety w ciąży i karmiące piersią jadły tuńczyka nie częściej niż 2 razy w tygodniu. Amerykanie odradzają im jedzenie makreli, miecznika i rekina.

Naukowcy zajęli się problemem skażenia rtęcią owoców morza po 1950 roku, gdy ogromna ilość tego pierwiastka zanieczyściła morze w pobliżu miejscowości Minamata w Japonii. Zatruło się nią wówczas tysiące ludzi. Wielu z nich zmarło, część ofiar oszalała. Wiele dzieci, których matki zjadły skażone ryby urodziło się z poważnym upośledzeniem lub deformacją ciała
w
www.Koncerty.Bialystok.pl
Polecam weganizm = wzmacnia orga (ni) zm, odradzam ryby powodują raka/impotencję Islandia słynna z ryb zbankrutowała, ma najwięcej kobiet w parlamencie i zakaz stripteasu i pornografii:) przez zatrucie wody w szkołach nie podają już tranu! Chcesz zostać ojcem, nie jedz ryb! Nie tylko ciężarne lub karmiące kobiety, ale również mężczyźni, którzy chcą zostać ojcami powinni ograniczyć spożywanie ryb (...) wynika z badań przeprowadzonych przez szwedzkich i duńskich naukowców. W organizmach ryb odkładają się rozpuszczone w wodach zanieczyszczenia będące niebezpiecznymi związkami chemicznymi. Są to dioksyny oraz tzw. związki PCB, czyli polichlorowane bifenyle. Fakt gromadzenia się ich w organizmach ryb jest obserwowany od dawna i szczególnie zauważalny u ryb żyjących w zamkniętych akwenach. Takimi są jeziora i np. niewielki stosunkowo Bałtyk. Dowodzą tego badania naukowców ze szwedzkich uniwersytetów w Lund i Goeteborgu oraz w duńskim Arhus, których pracą kierowała doc. Yvonne Lundberg Giwercman z Malmoe. Te groźne trucizny w wypadku mężczyzn mogą prowadzić do poważnego osłabienia płodności. Jak wynika z badań, którymi objęto 680 mężczyzn z Polski, Szwecji, Ukrainy i Grenlandii, pod wpływem tych związków zawartych w tłuszczu rybim u co piątego mężczyzny może dojść do zmniejszenia produkcji plemników nawet o 40%. Z wypowiedzi Giwercman wynika, że mężczyźni chcący zostać ojcami powinni zwrócić uwagę na swą dietę, bowiem zagrażające płodności związki chemiczne, takie jak dioksyny, a głównie PCB, znajdują się również w innych produktach spożywczych. Doc. Giwercman zapowiedziała rozpoczęcie badań nad ewentualnym wpływem tych trucizn na powstawanie raka prostaty. W krajach rozwiniętych obserwuje się stały wzrost liczby zachorowań na ten typ nowotworu, natomiast nadal nie jest znana przyczyna tego zjawiska, stwierdziła docent. Dodała, że być może istnieje związek pomiędzy tą chorobą a sposobem odżywiania się ludzi.
Dodaj ogłoszenie