Zbigniew Krzywański: Wolność nie jest nam dana raz na zawsze. Trzeba o nią stale dbać

Jerzy Doroszkiewicz jdoroszkiewicz@poranny.plZaktualizowano 
Zbigniew Krzywański stworzył w Republice własny, niepodrabialny styl gry na gitarze elektrycznej
Zbigniew Krzywański stworzył w Republice własny, niepodrabialny styl gry na gitarze elektrycznej Andrzej Świetlik
To był system wbrew naturze ludzkiej - mówi Zbigniew Krzywański, gitarzysta zespołu Republika. Ruszył w Polskę, by przypomnieć czasy PRL i przesłanie płyty "Nowe sytuacje".

Trzeba było odwagi, żeby zacząć grać tak, jak grała Republika w roku 1980?

To nie jest kwestia odwagi, tylko tego, co nam grało w duszy. Nigdy nie było kalkulacji, co zrobić, żeby przypodobać się publiczności. To było podstawową cechą naszego zespołu. I to powinna być cecha każdego muzyka rockowego, bo przecież rock to sztuka przekazu. Jeżeli jest obdarty z treści, to staje się kulturystyką muzyczną -" patrzcie jak fajnie gram i śpiewam". Ta muzyka zawsze służyła przekazowi literackiemu albo przynajmniej przekazowi emocji.

Ten przekaz emocji, to były teksty studenta polonistyki Grzegorza Ciechowskiego?
To były teksty poety, a studiowanie nie miało nic do rzeczy. To tak jakby pytać Jimi Hendrixa, czy skończył szkołę muzyczną. Po prostu był artystą. Oczywiście, edukacja zawsze powoduje, że mamy bardziej analityczne spojrzenie na świat. Im więcej do nas dotarło informacji, tym większą mamy wiedzę. Doskonalenie warsztatu, zawsze powoduje lepsze wykonywanie zadań, a zdobywanie wiedzy pozwala mądrzej spoglądać na świat. A nie tak jak teraz - ogląd rzeczywistości poprzez pozyskiwanie wiedzy tzw. nagłówkowej. Ludzie nie czytają już nawet całych informacji, tylko nagłówki. Studiowanie Grzegorza z pewnością miało wpływ na jego warsztat, ale nie na to, że po prostu był poetą.

Nie mieliście problemów z cenzurą? Wszak w ówczesnej Polsce bez jej zgody nic nie mogło się ukazać.
Wiadomo że ówcześni cenzorzy byli albo bardzo mało lotni intelektualnie albo mieli swoją robotę gdzieś. Jeżeli posiadało się choć trochę inteligencji, to można było z cenzurą wygrać. "Biała flaga" miała wylądować na półce, ponieważ było tam sformułowanie "co to za pan w tych kulturalnych okularach". Skoro cenzor miał problem z tym sformułowaniem, to znaczyło że nie czytał całego tekstu. Jeśli ten tekst miał iść na półkę, to za kompletnie coś innego, bo to nie była piosenka o generale Jaruzelskim. Ten pan w kulturalnych okularach to synonim człowieka, który kiedyś w młodości był wielkim wojownikiem o wolność, a później się sprostytuował. I był z tą piosenką problem, mimo że już była nagrana. Dla Grzegorza jednak nie stanowiło to najmniejszego problemu - po prostu zmienił ten tekst na słowa "co to za pan tak kulturalnie opowiada" i cenzura się już nie przyczepiała, choć z punktu widzenia komunistów ten tekst powinien być bardzo, bardzo do odrzucenia.

Kiedy nastał stan wojenny, wiedzieliśmy że niektóre piosenki muszą poczekać na lepsze czasy, bo nie mają szans na przejście przez cenzurę, dlatego że były zbyt wprost. Z innymi piosenkami trzeba było wygrywać. Np. w piosence "System nerwowy" miało być, że "każde państwo, każdy kraj, system napięć takich ma, nadawania swoich kłamstw". A skoro każdy kraj, to również Polska i Związek Radziecki, i należało to słowo jakoś ominąć. Grzegorz zamienił "kłamstw" na "prawd". Dla nas to było jeszcze mocniejsze, ale cenzor już się specjalnie nie przyczepił - chyba był właśnie zbyt mało lotny intelektualnie.
Było pełno absurdów, zresztą cały komunizm był absurdem. Piosenka "Gadające głowy" ukazała się na płycie, mogła być puszczana w radiu, ale nie mogliśmy jej grać na koncertach. "Układ sił" mógł być grany na koncertach, był na płycie, ale nie mógł być puszczany w radiu.

Kto przychodził na wasze koncerty?
W pierwszych latach naszej działalności to była ogromna rzesza ludzi. Wydaje mi się, że włożyliśmy wtedy kij w mrowisko tą swoją muzyką, że wielu ludzi zaczęło tego słuchać ze zwykłej ciekawości i okazało się, że ich to bardzo wciąga. "Kombinat", nasza pierwsza radiowa piosenka, to właściwie antyhit, wszystko jest tam zrobione wbrew przepisom na przebój, a jednak zażarło. Walnęło ludzi raczej po mózgach, nie po sercach i zaczęli przychodzić na koncerty. Zespół wiosną 1982 roku był znany właśnie tylko z "Kombinatu" puszczanego w radiu, a na koncertach mieliśmy pełne sale. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie o przyczynę tak nagłej, wielkiej popularności naszych trudnych piosenek i naszego niełatwego zespołu.

A co myśleliście, kiedy na koncerty przychodzili ludzie ubrani i ostrzyżeni jak Grzegorz Ciechowski?
(śmiech) W pewnym sensie to normalne. Kiedy człowiek staje się gwiazdą pop kultury, to ludzie zaczynają szukać odwzorowania siebie w tejże gwieździe. Trudno nas było wtedy jednak nazywać gwiazdami. Tak samo miałem kartki na mięso, masło, buty i wódkę, jak każdy inny obywatel. Tak samo musiałem stanąć w kolejce i tak samo Ciechowski, Kuczyński czy Ciesielski. Kiedyś na miano gwiazdy trzeba było sobie naprawdę zasłużyć pracą.

W tamtych latach na każdym koncercie był las rąk z magnetofonami kasetowymi.
Oni sobie nagrywali na tych Grundigach czy Kasprzakach swoje emocje. Chcieli przyjść do domu i jeszcze raz tego posłuchać, nawet w marnej jakości. To było całe ich życie.

Wierzyłeś, że to co gracie, może coś w Polsce zmienić?
Uważałem, że różnymi działaniami ludzie przyczynią się do upadku komunizmu. Same założenia Marksa czy zwłaszcza Lenina, były haniebnie proste. To był system wbrew naturze ludzkiej i uwłaczający jej godności, i to nie mogło długo trwać. Hołdys kiedyś powiedział, że Zachód być może lepiej by zrobił, zrzucając na Polskę ileś tysięcy gitar niż kierował rakiety typu Pershing. To były czasy Reagana. Ale to nie my, muzycy, byliśmy bohaterami. Bezczelnością byłoby porównywać się z… nie wiem Frasyniukiem, Bujakiem, Kuroniem i wieloma innymi działaczami.

A co się zmieniło w ciągu 25 lat wolności w Polsce?
Wszystko! Jesteśmy jednak społeczeństwem dość dziwnym. Nie potrafimy doceniać tego, co mamy. W mediach słyszę, że wszystko jest źle, a wychodzę z domu, gdzieś jadę i patrzę na te nowe drogi, nawet powiatowe, jak pięknie wyglądają wioski. Widzę uśmiechniętych ludzi. Widzę inną rzeczywistość niż ta pokazywana przez malkontentów. Podróżujemy po świecie, często bez paszportów. A ja naprawdę dobrze pamiętam komunę.

Dziwię się młodym ludziom, że kontestują rzeczywistość nie w tych obszarach, w których, moim zdaniem, powinni. Bo jeżeli wolność jest już dana, być może nie jest dana raz na zawsze i o tę wolność trzeba naprawdę dbać.

To dlatego postanowiliście ruszyć w trasę i przypomnieć "Nowe sytuacje", żeby podkreślić, że wolność nie musi być na zawsze?
Być może powinienem właśnie to powtarzać. Oczywiście zostałbym posądzony o demonizowanie rzeczywistości, a nie po to wyjechaliśmy na koncerty. Ale warto w tych piosenkach zauważyć aktualność ich treści.

Kiedyś piosenka "System nerwowy" mogła się odnosić do zimnej wojny, cenzury, a dziś może jest aktualna z powodów większego wpływu mediów na naszą codzienność, podsycania przez nie emocji, nie zawsze dobrych. Poddajemy się manipulacji mediów. A manipulacja jest dla kasy, dla zysku politycznego, albo dla "rządu dusz". I można powiedzieć, że teraz każdy biznes "ma system nadawania swoich prawd". Dlatego ta piosenka jest nadal aktualna, tylko z zupełnie innego powodu. Życie w naszych czasach będzie miało dobrą jakość tylko wtedy, gdy nie będziemy poddawali się manipulacjom.
Czyli przyjście i posłuchanie "Nowych sytuacji" może być rodzajem rockowego katharsis, oczyszczenia?
Czy ja wiem? Być może te piosenki 40 i 50-latkom przypomną, w jakim byli miejscu 30 lat temu i co było wokół nich, jak żyli. Może po koncercie sobie powiedzą, że warto się cieszyć, iż dziś dużo więcej można. A młodzi ludzie, co im powiedzieć? Posłuchajcie tych piosenek, nie myślcie kiedy zostały stworzone, tylko zaadaptujcie je sobie do dzisiejszych czasów. Jest tam przecież i kilka świetnych, bardzo ostrych erotyków. Jeżeli je mądrze zaadoptujecie, może wyniknie z nich jakaś nauka.

Nie chcemy przypominać Grzegorza Ciechowskiego jako osoby, tylko to, co po sobie pozostawił, bo to jest ważniejsze.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

polecane: FLESZ: Wybory do Parlamentu Europejskiego. To musisz wiedzieć.

Wideo

Materiał oryginalny: Zbigniew Krzywański: Wolność nie jest nam dana raz na zawsze. Trzeba o nią stale dbać - Kurier Poranny

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
G
Gość

Teraz mamy system zgodny z ludzka natura.. Korupcja,zlodziejstwo, oszustwa, wyzysk, degrengolada.... Wolnosc rozkowych cpunów

zgłoś
f
fan republiki

Zbigniew ma zatkane uszy i klapki na oczach. Za 10000 miesięcznie z ZAIKSU mozna chwalić Polskę, tylko że już 1/3 młodzieży wyjechała z kraju w poszukiwaniu chleba, Drogi i domy budowane są z pożyczek które będą spłacać pokolenia, ale co to go obchodzi. Jak gra to niech sobie gra, ale niech głupot nie wygaduje bo aż żal co z siebie robi, już mało mu się przyjaciół zostało przez chciwość.

zgłoś
A
Anka

sprzedawczyki ... wytykaja żonie  GC że sprzedaje Ciechowskiego a sami robia to sami .... za kasę jak prostytutki 

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3