Zamordowali za buty oficerki

Marek Jankowski
Legitymacja Państwowego Liceum i Gimnazjum dla Dorosłych w Białymstoku oraz fotografia klasy maturalnej z 1939 r. z ks. dyrektorem Stanisławem Hałką, zrobiona w auli Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Króla Zygmunta Augusta - to jedyne pamiątki po Witoldzie Maksimowiczu.

Od Witka byłam 8 lat młodsza i nieraz rodzice zabierali mnie na występy do gimnazjum - wspomina Maria Cikowska. - Uczył się on w klasie z j. niemieckim. Za "pierwszego Sowieta" jeździł ciężarówką, mieszkaliśmy wtedy na Białostoczku 34.

Za Niemca był tłumaczem w straży pożarnej przy Warszawskiej. W tym czasie z dwoma kolegami uczyli się języków obcych, potem zdawali egzaminy, ale u kogo, to była tajemnica.

Chciał studiować

Kiedy przyszli "wyzwoliciele", rozeszła się wieść, że ściągają z nóg buty oficerki. Brat też w takich chodził. Powiedział, że nigdy nie pozwoli, by mu je Sowieci zdjęli. Uczył wówczas niemieckiego w liceum na Fabrycznej. Chciał studiować języki obce.

We wrześniu Witek pojechał do Warszawy, złożyć dokumenty na uczelnię. Zatrzymał się kilka dni u stryjecznego brata na Pradze. Ten odprowadził go na dworzec wileński. - W pociągu był niesamowity tłok - opowiada pani Maria. - Wracali z frontu czerwonoarmiści.

Była niedziela, czekaliśmy na powrót Witka. Niespodziewanie przyszło dwóch milicjantów i wypytywali mamę o brata. Potem powiedzieli, że on nie żyje, jego ciało leży przy torach w pobliżu Łap. Przywiózł je samochodem ciężarowym sąsiad, Tadeusz Zienkiewicz. Brat miał przebitą bagnetem skroń, połamane ręce wisiały tylko na skórze. Był bez butów i jesionki.

Karawan jechał pusty

Na pogrzebie Witka było przeszło tysiąc ludzi, w tym uczniowie i nauczyciele. Koledzy brata postanowili, że trumnę będą nieśli na ramionach. Z przodu szedł ks. Urban, za nim jechał pusty karawan.

Kondukt przeszedł Kozłową, Artyleryjską, Lipową, Sienkiewicza. Gdy skręcał na Sitarską, obejrzałam się, jego koniec był jeszcze na Białostoczku. Po pogrzebie przyszła do nas kobieta i powiedziała, że jechała tym pociągiem i widziała, jak Witek wysiadł w Małkini, aby znaleźć luźniejszy wagon. Wtedy krzyknął sowiecki żołnierz, że ma wolne miejsce.

W. Maksimowicz został zamordowany 23 września 1945 r. w wieku 25 lat. Jedna z jego koleżanek ułożyła wiersz, wyryty potem na pomniku: "Przez straszną zemstę, przez serce wroga odszedłeś od nas na wieki już".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie