Wyszki. Gołąb nie dał rady wrócić do domu w Dobrzyniewie Dużym

Andrzej Zdanowicz [email protected]
Piotr Adamski (z lewej) bardzo się cieszy, że odzyskał gołębia pocztowego. W podziękowaniu przekazał pani Marii i panu Andrzejowi upominki.
Piotr Adamski (z lewej) bardzo się cieszy, że odzyskał gołębia pocztowego. W podziękowaniu przekazał pani Marii i panu Andrzejowi upominki. Andrzej Zdanowicz
Uratowali go Andrzej Zdrojkowski i jego mama Maria z Koćmier w gminie Wyszki. Ptak osłabł nieco ponad 50 km od domu

- Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że odzyskuje gołębia w taki sposób - cieszy się Piotr Adamski z Dobrzyniewa Dużego. - Dziękuję bardzo pani Marii i panu Andrzejowi oraz redakcji za to, że pomogli mi go odzyskać.

- U nas się mówi, że kto pomaga zwierzęciu temu Bóg pomaga - mówi Andrzej Zdrojkowski. Zadzwonił do naszej redakcji z prośbą o pomoc.

- Moja mama znalazła na podwórku gołębia, to chyba pocztowy, bo ma dwie obrączki - mówił przez telefon pan Andrzej. - Pewnie właścicielowi bardzo zależy na jego odzyskaniu, ale ja nie wiem jak do niego dotrzeć.

Poprosiliśmy go, by podał nam numery z obrączek i zadzwoniliśmy do przedstawiciela Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych, by pomógł nam je rozszyfrować. Okazało się to bardzo proste. Jeden z nich to był numer telefonu. Zadzwoniliśmy do właściciela. To Piotr Adamski z Dobrzyniewa. Następnego dnia mężczyzna przyjechał do Koćmier. - W niedzielę rano braliśmy udział w konkursie gołębi pocztowych w Myśliborzu przy niemieckiej granicy - opowiada. - Uczestnicy wypuścili około 2700 gołębi. Miały przelecieć ok. 500 kilometrów. Lot okazał się katastrofą. Wieczorem, gdy planowo gołębie powinny dotrzeć do celu, mieliśmy niespełna 400. Sam czekam jeszcze na dwadzieścia. Prawdopodobnie radary, które uruchomiono przy okazji szczytu G7 w Niemczech zaburzyły pole magnetyczne, na podstawie którego gołębie ustalają kierunek.

Gołąb Piotra Adamskiego prawie trafił do celu, ale 50 km od domu stracił siły. Miał szczęście, że znalazła go pani Maria. - Chodził sobie przy oborze, podlatywał trochę, ale widać było, że nie ma sił - opowiada kobieta. - Postanowiliśmy się nim zająć.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie