To oni rządzą Białymstokiem

Aneta Boruch
Najwięcej głosów otrzymał wybrany przez nas samych prezydent, czyli Tadeusz Truskolaski. Fot. Archiwum
Prezydent, za prezydentem duchowny, potem znany biznesmen i dwóch polityków. To według Czytelników "grupa trzymająca władzę" w mieście.

No i jest już jasne, kto wygrał w naszej zabawie "Kto tu rządzi?". Czytelnicy wypełnili i przynieśli do redakcji 480 kuponów. Najwięcej głosów otrzymał wybrany przez nas samych prezydent, czyli Tadeusz Truskolaski. W uzasadnieniach napisaliście, że jest on "dobrym gospodarzem". Ale mnóstwo ciepłych słów, a co za tym idzie - kuponów, nadesłaliście też Państwo na rachunek o. Edwarda Konkola, szefującego Stowarzyszeniu "Droga". Okazało się, że białostoczanie dostrzegają i doceniają to, co robi. "To wspaniały człowiek, pomaga biednym białostoczanom" - podkreślali wszyscy bez wyjątku.

Za wpływowego głosujący uznali też Wojciecha Strzałkowskiego, znanego przedsiębiorcę i dobrodzieja Jagiellonii. Najwidoczniej biznes w dzisiejszych czasach to potęga.

A za nim uplasowali się podlascy parlamentarzyści.
Wśród nich na najbardziej ustosunkowanego wyszedł Robert Tyszkiewicz z PO. Co niektórzy stwierdzili nawet, że to "główny rozgrywający w naszym mieście".
Po piętach skutecznie depcze mu Jarosław Matwiejuk, bezpartyjny, ale związany z Lewicą poseł. Na szóstym miejscu wymieniliście Państwo bp. Edwarda Ozorowskiego.

Socjologa taki wynik naszego plebiscytu nie dziwi.

- Działalność prezydenta Truskolaskiego rzeczywiście jest w mieście widoczna - zauważa prof. Andrzej Sadowski. - Natomiast to, że drugie miejsce zajął ojciec Konkol, oznacza, że białostoczanie dostrzegają działaczy społecznych. Mnie to bardzo cieszy. Potrzebujemy takich autorytetów, którzy łagodnie, z uśmiechem czynią wiele dobrych rzeczy.

Zabawa trwała też w Internecie. W głosowaniu na portalu pobił wszystkich na głowę Roman Popow, komendant wojewódzki policji. Drugie miejsce zajął Tadeusz Truskolaski, trzecie - poseł Robert Tyszkiewicz.

Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku

Ojciec Edward Konkol - 13%

Tadeusz Truskolaski, 44%

Z jakiej decyzji jestem dumny?

Niezmiennie od dłuższego czasu jestem dumny, że udało się wcielić w życie koncepcję stworzenia w Białymstoku rynku miejskiego, a przynajmniej jego pierwszej części. Co prawda kiedy przyszedłem do urzędu, ta koncepcja była gotowa, ale nie było jakoś do tej pory mocy, żeby to kontynuować. To sztandarowa decyzja. Choć trudna, bo dotyka wielu osób, które prowadzą działalność gospodarczą wokół rynku. Ale tworzymy prawdziwe centrum miasta.

A jeśli chodzi o takie bardziej osobiste decyzje, to jestem zadowolony, że w odpowiednim momencie, 22 lata temu, złożyłem podanie i zostałem przyjęty do pracy na ówczesnej filii Uniwersytetu Warszawskiego. To niewątpliwie było ewenementem, bo wtedy uczelnie zatrudniały swoich absolwentów, tych, których znały. A ja przecież przyszedłem z ulicy. Po latach uważam, że to był strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o czas i miejsce.

Moja największa porażka?

Do porażek podchodzę z dużym spokojem w tym sensie, że nawet jeśli chwilowo coś nie wyjdzie, to zawsze płynie z tego jakaś nauka. Uważam, że nawet jeśli dzieje się coś negatywnego, to po to, by wyciągnąć z tego wnioski i naukę na przyszłość. Tak jak w przypadku sprzedaży placu Inwalidów, choć tu jeszcze nic nie jest dokonane.

Wiadomo, że na co dzień zaniedbuję rodzinę, to nie ulega wątpliwości, czasami najbliżsi mi to wytykają. Ale rekompensuję im to urlopowymi wyjazdami.
Generalnie nie ma takich rzeczy, których bym żałował. Na pewno są mniejsze i większe potknięcia, ale nie są to piętna, które odcisnęłyby się na moim urzędowaniu.

Ojciec Edward Konkol, prezes Stowarzyszenia "Droga":

Wojciech Strzałkowski - 11%

Ojciec Edward Konkol - 13%

Z jakiej decyzji jestem dumny?

Że zajmuję się tą pracą, którą się zajmuję. Że Pan Bóg powołał mnie do tego. Że mogę być pośrednikiem, który przekazuje dobroć, jakiej udzielają mieszkańcy naszego miasta tym najbardziej potrzebującym, najuboższym.

Dużo osób w Białymstoku mnie zna. Ale bardzo nie lubię osiągać jakichkolwiek celów przez to, że mnie znają. Chyba że muszę walczyć o odrzuconych i potrzebujących. Wtedy jestem w stanie chodzić po prezydentach i żebrać z kapeluszem.

Bo najpiękniejsza rzecz, która mnie spotyka, to to, że niektórym ludziom udaje mi się niebo otworzyć.

Moja największa porażka?

Naj..., naj... to taka moja wewnętrzna, bardzo głęboka, że niekiedy za bardzo zajmuję się dawaniem ludziom chleba niż Boga. To mój największy wyrzut sumienia. Kiedy wieczorem siadam zmęczony i zastanawiam się, to dochodzę właśnie do takiego wniosku.

Wojciech Strzałkowski, przedsiębiorca, prezes rady nadzorczej Jagiellonii:

Robert Tyszkiewicz - 10%

Wojciech Strzałkowski - 11%

Z jakiej decyzji jestem dumny?

Najszczęśliwszą decyzją w moim życiu zawodowym było podjęcie samodzielnej działalności gospodarczej. Dało mi to możliwość realizacji własnych pomysłów i współpracy z grupą ludzi, których bardzo cenię za fachowość i kompetencje.
Konsekwencją prowadzenia działalności gospodarczej było także zdybywanie wiedzy, która jest do tego potrzebna, a więc z zakresu zarządzania, finansów czy marketingu. A zdobywanie wiedzy to dla mnie prawdziwa frajda.

Ukończyłem studia magisterskie oraz MBA w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego, a także podyplomowe studia menedżerskie w Szkole Głównej Handlowej. Nauka pozwoliła mi zrozumieć, że człowiek ma wpływ na to, jaki jest, właśnie poprzez zdobywanie kolejnych obszarów wiedzy, dzięki której coraz więcej umie i rozumie.

Moja największa porażka?

Poczucie porażki mam, gdy zawiodę się na kimś, komu ufałem. Niestety, takie rzeczy też się zdarzają.

Zastanawiam się jednak wówczas, czy na taką sytuację miało wpływ moje zachowanie, bo rozliczanie trzeba zawsze zaczynać od siebie.

Robert Tyszkiewicz, poseł PO

Robert Tyszkiewicz - 10%

Z jakiej decyzji jestem dumny?

Po pierwsze, z drużyny podlaskiej PO, z ludzi, których spotkałem i których udało mi się namówić do uczestnictwa w życiu publicznym. To jest najważniejsze moje osiągnięcie. Jestem zadowolony, że starczyło mi cierpliwości i uporu, by ich namawiać, mimo że na początku trzeba ich było końmi ciągnąć.

Na pewno uważam też za swój duży sukces, że wiele z moich idei związanych z polityką wschodnią albo już znalazło swoje przełożenie na rzeczywiste działania, albo ma na to duże szanse. Mówię tutaj np. o wsparciu procesów demokratycznych na Białorusi oraz o wsparciu idei Partnerstwa Wschodniego, którego celem jest doprowadzenie do ruchu bezwizowego i strefy wolnego handlu z naszymi wschodnimi sąsiadami - Białorusią i Ukrainą. Jeśli uda się to zrealizować, a jest na to wielka szansa, będzie to dla całej Polski Wschodniej niesłychanym bodźcem do rozwoju.

Moja największa porażka?

Największą jest to, że w ciągu trzech lat pełnienia przeze mnie parlamentarnych funkcji nie udało mi się przyciągnąć do regionu dużej inwestycji przemysłowej, takiej z prawdziwego zdarzenia. Stawiałem sobie taki cel i okazuje się, że jest to trudniejsze niż się spodziewałem. Przekonanie do takiej inwestycji w naszym regionie wciąż napotyka na spore trudności.

Jarosław Matwiejuk, bezpartyjny poseł z klubu Lewica i prodziekan Wydziału Prawa UwB:

Z jakiej decyzji jestem dumny?

Najbardziej dumny jestem z wyboru małżonki. W związku z tym za największy swój sukces uznaję swoją rodzinę, która z pełnym zrozumieniem traktuje moje publiczne obowiązki i zaangażowanie w działalność publiczną.

Uważam także za znakomite rozwiązanie fakt pozostawania bezpartyjnym posłem, co daje mi większą swobodę i nieskrępowaną możliwość oceny sytuacji i wyrażania swoich poglądów. Dzięki temu mogę nie uczestniczyć w tzw. politycznej bijatyce. Znakomicie się stało również, że wyspecjalizowałem się w problematyce bezpieczeństwa i porządku publicznego.

Moja największa porażka?

Za swoją porażkę uważam nieskuteczną obronę etatów podlaskiego oddziału prewencji policji na forum Sejmu parę miesięcy temu. Wydawało mi się oczywistą sprawą, że na Podlasiu etaty w prewencji powinny być zachowane, bo te oddziały wpływają na bezpieczeństwo mieszkańców i poprawiają je.

Ciągle też odwleka się finalizacja mojej habilitacji. Jest to, niestety, uboczny skutek mojego zaangażowania w działalność publiczną. W praktyce trudno jest pogodzić życie naukowe z posłowaniem.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
grześ
CYTAT(ash @ 19.12.2008, 15:46)
Zdjecia - dlaczego dominuje czerwony kolor ?

To chyba jest konkurs na najtłustszą, przekrwioną mordę ty moją.
f
figofago

....pytanie powinno brzmieć --jak kto rządzi i ma wpływ na naszą białostocką rzeczywistość?Co niektórzy fakt rządzą ale jak....że wstyd za niektórych,inni czynią dobro i przynoszą miastu dumę....i na pewno to nie jest poseł Tyszkiewicz:P

a
ash

Zdjecia - dlaczego dominuje czerwony kolor ?

J
Jck

A juz tam, że chleb dalje to prawda. A w jaki sposób siebie oddaje innym. POzdro Edek

j
jorg

Nazwiska jakby trafione bo "wszystkie psy z jednej budy", ale kolejność nie ta... absolutnie nie ta. Pokićkały się głosującym pionki z figurami. A może nie głosującym, tylko liczącym głosy... I nie "pokićkały się" tylko są zamierzone?

W
WWW.ZIELONI.REPUBLIKA.PL

***

Dodaj ogłoszenie