Pracownicy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego zbuntowali się. Nie składają ofert w konkursie ogłoszonym przez dyrektora

Olga Goździewska-Marszałek
Olga Goździewska-Marszałek
Pracownicy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku domagają się zmiany warunków zatrudnienia
Pracownicy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku domagają się zmiany warunków zatrudnienia Wojciech Wojtkielewicz
Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku jest w opałach. Ratownicy złożyli wypowiedzenia i domagają się podwyżek. Nie przystają na propozycje dyrektora, który z nadzieją czeka na zgłoszenia w trwającym naborze uzupełniającym. Póki co nie wpłynęła ani jedna oferta.

Po tym jak ponad 130 ratowników i pielęgniarek kontraktowych wypowiedziało umowy z Wojewódzką Stacją Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku, dyrekcja ogłosiła kolejny nabór. Zaproponowane warunki nie przekonały ratowników do powrotu. Jak dotąd nie wpłynęła żadna oferta. Konkurs potrwa do 19 sierpnia. Dyrektor ma jeszcze nadzieję, że pracownicy zmienią zdanie.

- Czekamy. Informacja o zaproponowanych warunkach powinna się rozejść wśród ratowników. Staraliśmy się przygotować ofertę w oparciu o wyliczenia. Jednym z najważniejszych postulatów pracowników jest podwyższenie stawki godzinowej. Podnieśliśmy ją o kilkanaście procent, bliżej dwudziestu. Zaproponowaliśmy to co mogliśmy. Sercem jestem za ratownikami i pielęgniarkami. Mam na uwadze ich dobro. Jednocześnie muszę dbać o zabezpieczenie świadczeń, bezpieczeństwo całego zakładu - przekonuje Bogdan Kalicki, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. - Zdaję sobie sprawę, że ten postęp cenowy nie satysfakcjonuje pracowników. Ich oczekiwania są zdecydowanie wyższe i z pewnością ma to związek z zaprzestaniem wypłacania dodatków covidowych. Niestety bez dodatkowego finansowania żadnego pogotowia w kraju nie stać na utrzymanie takiego dodatku - tłumaczy.

Zobacz też: Białystok. Ratownicy miażdżąco o nowej ofercie pogotowia: "To policzek wymierzony doświadczonym pracownikom"

Dotychczasowe rozmowy dyrekcji z pracownikami stacji zakończyły się fiaskiem. Ratownicy twierdzą, że ich postulaty nie zostały uwzględnione, a proponowane warunki zatrudnienia są śmieszne.

- Dyrekcja stacji pogotowia nie wykazała chęci porozumienia z nami. To my inicjowaliśmy rozmowy. Dyrekcja nawet nie odpowiedziała na nasze pisma. Nie chcemy przystąpić do konkursu i zgodzić się na niekorzystne warunki zatrudnienia. Obserwujemy również sytuację w Polsce. W mieście mniejszym niż Białystok dyrektor pogotowia podniósł pracownikom stawkę do 55 zł brutto za godzinę - mówi Paweł Zaworski, ratownik kontraktowy z białostockiego pogotowia.

Obecnie stawka godzinowa w Białymstoku wynosi ok. 35 zł brutto. Ratownicy podkreślają, że po odliczeniu wszystkich kosztów, m.in. składki ZUS, ubezpieczenia wychodzi im 19 zł netto za godzinę. Twierdzą, że dyrektor ogłaszając dwa ostatnie konkursy, zaproponował podwyżkę o 13 procent. To około 5 zł brutto więcej za godzinę.

- Docierają do nas szczątkowe informacje, że dyrekcja nie zamierza już z nami negocjować stawek. Podwyżka w wysokości 13 czy nawet 20 procent to kpina! Przynajmniej od 2015 roku nie wzrosła nam stawka bazowa. Te 20 procent, które byśmy dostali dziś, już dawno zjadła inflacja. Pan dyrektor proponuje nam stawkę w wysokości około 40 zł, gdzie pracownicy mniejszych stacji w Polsce zarabiają więcej. Gdzie jest sprawiedliwość? - pyta retorycznie Zaworski.

Co dyrektor powinien zrobić, żeby zatrzymać ratowników i uniknąć ogromnych kłopotów kadrowych? Zdaniem Zaworskiego konieczna jest zmiana zapisów w umowach dotyczących np. liczby godzin. Większość ratowników liczy na porozumienie z dyrekcją. Ale część już dostała inne propozycje zatrudnienia.

- W momencie kiedy moi koledzy złożyli wypowiedzenia, pojawiły się dla nich nowe oferty pracy. Jest sporo osób, które wcale nie muszą pracować w pogotowiu - podkreśla Zaworski.

Ratownicy medyczni, którzy wypowiedzieli umowy kontraktowe, na dotychczasowych zasadach będą pracować do końca sierpnia. Do tego czasu dyrektor stacji musi znaleźć pracowników, by zapewnić ciągłość w obsłudze karetek. W pierwszym konkursie udało mu się pozyskać 13 pracowników. Oferty złożyły osoby, które nie przystąpiły do protestu.

Bogdan Kalicki przyznaje, że otrzymał od protestujących pracowników kilka pism. Przygotowuje odpowiedzi. Liczy, że jego wyjaśnienia pomogą uspokoić nieco nastroje i zostanie wypracowany kompromis. List ratowników trafił również do urzędu marszałkowskiego i urzędu miasta.

Przypomnijmy, że w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku na kontraktach zatrudnionych jest ponad 130 ratowników, zaś na etatach prawie 200.

"Eksplozja pandemii" - Minister Niedzielski

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Prawda
DO PIOTR. Witam szanownego Trola. Widać że nie masz pojęcia o czym piszesz, ponieważ oczywiście nie odliczyłeś ubrań(tak ubrania do takiej pracy nie są tanie: buty, spodnie, od koszulek po kurtki do pracy w różnych warunkach atmosferycznych) i to kilka kompletów, cena ubezpieczenia oc od zdarzeń niepożądanych i polisy od utraty dochodu w razie wypadku, po dyplomie dalsza nauka cena szkoleń obowiazkowych i samokształcenia, ciągłe wdrażanie nowych standardów oraz wiele innych kosztów często sprzętu. Oczywiście rozmawiamy o umowie śmieciowej bez urlopu , l4. Czas na prowadzenie własnej księgowości lub koszty księgowej. Widzę że jakość w ochronie zdrowia jest dla Ciebie celem tak prostym do osiągnięcia że masz prawo wymagać. A jeśliś nie trol to jaki cel masz w tym co napisałeś?? Bo nuda czy chęć dowalenia?
P
Piotr
40 zł/h razy 160 godz w m-c to daje 6400 zł brutto, więc netto 4600 zł. Jeżeli to za mało to chyba najwyższy czas, aby zająć się bardziej dochodowym zajęciem. Można np. zostać kierownikiem, dyrektorem lub Prezesem. Nasza "kochana służba zdrowia" jest zepsuta od samego dołu, ile by nie dać to ciągle będzie mało.
r
real
nie składajcie, praca w biedronce ,biazecie itp itd czeka
Dodaj ogłoszenie