Innowacyjność i nowe technologie. Hyperion wizytówką miasta

Tomasz Maleta
To powinien być swoisty kop międzygwiezdny na miarę prędkości WARP z legendarnego serialu Star Trek. Dodać nie tyle uczelni, co miastu napędu, który pozwoli zdyskontować sukces na pustyni w Utah. Ale do tego potrzeba redefinicji nie tylko paradygmatów wizerunkowych i promocyjnych.
To powinien być swoisty kop międzygwiezdny na miarę prędkości WARP z legendarnego serialu Star Trek. Dodać nie tyle uczelni, co miastu napędu, który pozwoli zdyskontować sukces na pustyni w Utah. Ale do tego potrzeba redefinicji nie tylko paradygmatów wizerunkowych i promocyjnych. Andrzej Zgiet
Udostępnij:
Różnica między nami a resztą świata polega na tym, że gdy w Podlaskiem debatuje się o innowacyjności, gdzie indziej innowacje się wdraża.

Sukces białostockich studentów w czerwcu na pustyni w Utah był dla miasta najlepszym darem od losu, jaki tylko mogło sobie wymarzyć. Nie tylko kraj, ale wręcz kosmos usłyszał o Białymstoku zupełnie z innej strony niż ta, za sprawą której, niestety, w niesławie gościł wiosną w światowych mediach. W migawkach telewizyjnych i internetowych pokazywano miasto na mapie konfliktów o podłożu ksenofobicznym obok - co było trudne do zrozumienia - Sztokholmu czy Londynu. Albo w kontekście - być może mających wtedy podstawy, ale zdecydowanie zbyt wcześnie wypowiedzianych - słów premiera Donalda Tuska o związkach białostockiego środowiska skinheadzkiego ze światem publicznym.

Tymczasem u progu lata świat usłyszał o zupełnie innym Białymstoku. Mieście młodych, zdolnych ludzi, przy których wymiękają potencjalne w przyszłości mózgi NASA. Z kolei reszta Polski zobaczyła, że w naszym kraju najlepiej kręcą robotami nie we Wrocławiu (ekipa z Dolnego Śląska ze swoim łazikiem Scorpio na pustyni w Utah zajęła drugie miejsce), ale właśnie w stolicy Podlaskiego.

Z perspektywy kreacji wizerunku Białegostoku to był kolejny dowód, że to białostoczanie są najlepszymi promotorami i ambasadorami swojego miasta nie tylko w kraju (oczywiście poza idiotami i bandytami, którzy podpalając drzwi mieszkań cudzoziemców robią coś haniebnego). Bo można tej filozofii nie definiować, ale jednocześnie dobrze wiedzieć, czym ona jest i jak ją realizować. I dlatego mieszkańcy nie potrzebują do tego żadnego systemu identyfikacji wizualnej czy biblii, a jedynie pewność, że bez tych dokumentów urzędnicy też będą wiedzieli, czym jest promocja "jako swoista racja stanu miasta" i jak ją realizować.

I tu małe wyjaśnienie. Tytuł "Hyperion dał nadzieję, że Białystok potrafi" nawiązuje do filmu "Chile puede (potrafi)". Opowiada on o szaleńczym pomyśle chilijskiego biznesmena, który za wszelką cenę postanowił wysłać swojego rodaka na orbitę. Szczęśliwca wybrano w drodze narodowego telecastingu. Został nim nauczyciel z prowincji, który poleciał w kosmos przy pomocy Amerykanów. I gdy już tak krążył wśród ciał niebieskich, na Ziemi jakoś tak się nieprzyjemnie porobiło, że nie miał go, kto sprowadzić. Chilijczykom brakło pieniędzy, Amerykanie byli zajęci, czym innym. I wszyscy o biednym astronaucie z Acatamy zapomnieli.

Tyle filmowa satyra. Życie jednak tak się potoczyło, że gdy przyszedł czas rzeczywistej próby, Chile sprowadziło swoich obywateli na powierzchnię Ziemi. Nie z orbity, a jej wnętrza. Niesamowitą akcją ratunkową na pustyni Acatama sprzed kilku lat - co prawda przy dużym wsparciu Amerykanów, NASA i reszty świata - udowodniło, że jednak Chile potrafi. I po kilku miesiącach wydobyło górników uwięzionych w kopalni.

Aż się prosi, by także Białystok, na kanwie sukcesu studentów naszej politechniki na pustyni w Utah, pokazał, że też potrafi. Oczywiście nie chodzi o to, by zgodnie z modą skomercjalizować Hyperiona. Akurat w przypadku łazika jest to niemożliwe. Albo musielibyśmy zbudować flotę gwiezdną, albo każdego z tysięcy potencjalnych kandydatów, którzy zgłosili się na uczestnika ogólnoświatowej misji marsjańskiej, wyposażyć w Hyperion Personal. Tyle, że jest to nierealne.

Pisząc "Białystok potrafi" mam na myśli wykorzystanie tego sukcesu marketingowo i promocyjnie z korzyścią zarówno dla miasta, jak i środowiska akademickiego. Chociaż marszałkowi województwa to w zasadzie należałoby współczuć. Bo bez względu na to, czy to w Topolanach czy w każdym innym miejscu (w czerwcu nie było jeszcze wiadomo, którą lokalizację wskażą w kolejnym raporcie eksperci) lotnisko nie wystarczy. Bez kosmodromu się już nie obejdzie.

To powinien być swoisty kop międzygwiezdny na miarę prędkości WARP z legendarnego serialu Star Trek. Dodać nie tyle uczelni, co miastu napędu, który pozwoli zdyskontować sukces na pustyni w Utah. Ale do tego potrzeba redefinicji nie tylko paradygmatów wizerunkowych i promocyjnych.

Gdy świat obiegała wiadomość o sukcesie białostockich studentów, na Rynku Kościuszki rozkładały się nasze uczelnie w ramach pikniku akademickiego, który był zwieńczeniem dorocznego Podlaskiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Gdy 8 maja zaczynała się kolejna edycja festiwalu zachęcałem mieszkańców, by - jeśli mają czas i trochę ciekawości - odwiedzili mury naszych uczelni. By na własne oczy przekonali się, że białostoczanie nie gęsi i swoją naukę mają. Tamten niedzielny, finałowy piknik festiwalu, był swoistym rewanżem, bo akademicy prezentowali się przed białostoczanami na Rynku Kościuszki.

W tym roku nie zabrakło tradycyjnych pokazów sprzętu mechanicznego czy robotów. I gdy tak obserwowałem, jak najmłodsi łakną igraszek z pojazdami zdalnie sterowanymi, zauważyłem, że coś jest nie tak. W końcu po paru minutach nie wytrzymałem i zapytałem studentów: "Panowie, za sprawą waszych kolegów Wasza/Nasza politechnika, ale też i miasto jest na ustach świata. Odnieśliście ogromny sukces, a tu na Rynku Kościuszki o tym ani widu, ani słychu. Przecież macie pod ręką komputery, wystarczyło jeden odpalić i pokazać triumfatorów. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego przed mieszkańcami się nie chwalicie. Oni zapewne o ich sukcesie jeszcze nie słyszeli. A przecież lepszej okazji niż Dzień Akademicki trudno sobie wyobrazić".

Jeden ze studentów zaczął wymieniać, ile do godziny 12. w niedzielę zdążyło już o tym napisać portali internetowych, inny dodał, że złożył gratulacje kolegom na Facebooku. - "Dobrze, ale chodzi, by opowiedzieć o sukcesie tym, którzy są tu i teraz, na Rynku Kościuszki. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, abyście chociaż wydrukowali zdjęcie w dużym formacie kolegów z Hyperionem i powiesili nad stoiskiem".

Nie wspomniałem o tym, by mącić przy sukcesie ekipy Hyperiona, ale pokazać, jak bardzo potrzebna jest zmiana podejścia do filozofii marketingu, promocji, wizerunku. To powinno dziać się już, natychmiast, online. Tylko tak możemy ewentualne inne wynalazki czy odkrycia, już nie na miarę marsjańską, przekuć w sukces komercyjny. Wszak stare porzekadło mówi, że nie sztuką jest coś wymyślić, sztuką jest to coś sprzedać. Historia nieraz mówiła o wynalazkach, które rodziły się w tej części świata. Tyle, że kto inny na nich zbijał kokosy.

Redefinicja podejścia do promocji to wyzwanie nie tylko przed środowiskiem akademickim, ale przede wszystkim samorządowym. Spece od jej markowania powinni już w dniu pikniku akademickiego rozpocząć swoją robotę na Rynku Kościuszki, a najpóźniej w poniedziałek prezydent powinien zebrać ich w Pałacyku Gościnnym i powiedzieć: "Proszę Państwa, oczekuję szybko pomysłów jak zwycięstwo Hyperiona przekuć w promocyjny sukces miasta teraz i w przyszłości. I to nie standardowych projektów, a tych przekraczających monotonię dnia codziennego biura promocyjnego, a kto wie, może wywracających ją całkowicie".
Tym bardziej, że Białemustokowi, jak i jego władzom triumf marsjańskiego łazika był przysłowiowym, wizerunkowym darem od losu. I tylko od kreatywności prezydenta i jego podwładnych, odwagi do tworzenia dobrych wzorców, inspiracji, chęci przekraczania Rubikonu zależy, czy miasto wykorzysta ten dar od losu. Samo napisanie listu z gratulacjami do rektora politechniki nie wystarczy.

W przeciwnym razie nadal będziemy debatować o innowacjach wprost proporcjonalnie do liczby instytucji w mieście i regionie mających w nazwie przymiotnik innowacyjny i jego pochodne. A jest ich sporo. Tyle że różnica między nami a resztą świata polega na tym, że gdy w Podlaskiem debatuje się o innowacyjności, gdzie indziej innowacje się wdraża. Patrząc z tej perspektywy i tego, co zobaczyłem na Rynku Kościuszki, a czego raczej nie zobaczyłem, napiszę "Białystok (nie) potrafi. Hyperion dał nadzieje, że można to zmienić".

***
Powyższe, czerwcowe refleksje pisane na gorąco po sukcesie Hyperiona i jego twórców, wymagają u kresu roku uzupełnienia i dopełnienia. Prezydent nie tylko napisał list do władz uczelni, ale też nagrodził studentów. I to sowicie. Także Politechnika Białostocka uhonorowała swoich ambasadorów. W grudniu okazało się, ile im też zawdzięcza. Białostocka uczelnia, jako jedna z czterech w kraju została zaproszona do wizyty w Chinach przez fundację Biznes w edukacji. Jej fundatorzy nie kryli, że wybrali Politechnikę Białostocką właśnie pod wpływem sukcesu jej studentów w zawodach marsjańskich łazików.

W listopadzie Piotr Psyllos, uczeń Zespołu Szkół Elektrycznych w Białymstoku, przywiózł złoty medal z brukselskich targów innowacji technologicznych. Tak jak w czerwcu, tak u zmierzchu jesieni w świat poszedł przekaz o młodym, zdolnym białostoczaninie, który całkiem przyziemnym wynalazkiem ułatwia innym życie. Po triumfie Piotra Psyllosa napisałem, że skoro za sukces w Utah twórcom Hyperiona prezydent przyznał nagrody, nie powinien mieć żadnych oporów, by w ten sam sposób docenić złotego medalistę. Tym bardziej że uczeń elektryka jak ulał pasuje do projektu Talenty XXI wieku, którym chce się szczyć Białostocki Park Naukowo-Technologiczny.

Cztery dni później, podczas spotkania Twój Białystok 2020, prezydent nagrodził złotego medalistę. Tylko dlaczego media muszą o tak oczywistych sprawach przypominać służbom magistratu?. Wszak uczeń Zespołu Szkół Elektrycznych swoją magiczną rękawicą dla niepełnosprawnych zrobił (podobnie jak studenci politechniki łazikiem) zapewne znacznie więcej dla wizerunku miasta niż efekty przyszłorocznej promocji, na którą samorząd zamierza wydać - bagatela - prawie 6 mln zł. I dopóki to statyczne podejście do filozofii marketingu, promocji, wizerunku miasta się nie zmieni, dopóty bardziej adekwatne będzie stwierdzenie, że Białystok nie potrafi, choć Hyperion dał nadzieję. Oby za rok było inaczej.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie