- Wina oskarżonego nie budzi wątpliwości, stan faktyczny jest jasny. Istota sprawy sprowadzała się do wymiaru kary adekwatnej do stopnia społecznej szkodliwości. Wcześniejsze wyroki nie przyniosły spodziewanych efektów, a oskarżony notorycznie popełnia przestępstwa. Tym razem wymierzona kara musi mieć charakter izolacyjny – powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Barbara Paszkowska.
Dlatego Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał w poniedziałek 42-letniego Grzegorza S. na karę czterech lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności za piracką, wariacką – jak to określiła pełnomocniczka pokrzywdzonej – jazdę ulicami Białegostoku.
Grzegorz S. został zatrzymany na ulicy Składowej po policyjnym pościgu w niedzielne popołudnie 30 września ubiegłego roku. Pościgu, który mógł skończyć się tragedią.
Zaczęło się od tego, że policjanci otrzymali sygnał, że w sklepie na Słonecznym Stoku nietrzeźwy mężczyzna kupił alkohol, a potem wsiadł do audi i odjechał. Za nim natychmiast ruszyły policyjne patrole. Na sygnały mundurowych kierowca nie reagował. Uciekał dalej ulicami: Witosa, Sikorskiego, al. Jana Pawła II, przez obszar centrum handlowego Auchan, al. Solidarności, ul. Bohaterów Monte Cassino i Kopernika.
Na ulicy Składowej umyślnie doprowadził do zderzenia z radiowozem. Śledczy ustalili, że trzy razy skręcał w stronę policyjnego samochodu, aż uderzył w niego. Potem stracił panowanie nad audi, przejechał przez pas zieleni oddzielający jezdnie i tam zderzył się jeszcze z innym audi, a potem z toyotą. Troje dorosłych i dwoje malutkich dzieci trafiło do szpitala. Pirat został zatrzymany.
Okazało się, że Grzegorz S. był pijany. Miał 1,22 promila alkoholu w organizmie. Miał też dożywotni zakaz prowadzenia jakichkolwiek pojazdów. Sąd na zawsze odebrał mu prawo jazdy za wcześniejsze ekscesy. 42-latek był też karany za inne przestępstwa.
– Chciałbym przeprosić pokrzywdzoną. Wiem, że czasu nie cofnę, choć bardzo bym chciał. Nic nie poradzę – powiedział oskarżony w ostatnim słowie przed wyrokiem.
Obrona wnosiła w poniedziałek o jak najłagodniejszy wymiar kary. Niewykluczone, że będzie składała apelację. Prokurator domagał się dla Grzegorza S. kary pięciu lat więzienia. Wyrok sądu przyjął z satysfakcją.
Orzeczenie nie jest prawomocne.