Białostocki handel w tarapatach

Wojciech Nowicki
Gdy wynajmowali lokale, klientów nie brakowało. Do chwili, gdy nadszedł kryzys...
Gdy wynajmowali lokale, klientów nie brakowało. Do chwili, gdy nadszedł kryzys...
Udostępnij:
Bieda zajrzała w oczy drobnym przedsiębiorcom. Przenieśli się z centrum miasta do centrów handlowych.

Ale zamiast wzostu obrotów i tłumu klientów gniotą ich niebotycznie wysokie czynsze, choć kupujących jak na lekarstwo. - Jeśli się nie dogadamy, wyjdziemy na ulice - mówi jeden z najemców. - Dlaczego tylko my musimy płacić za kryzys?

Kurier Poranny: Jak trudna jest sytuacja właścicieli sklepów i butików w galeriach?

 

 

Właściciel sieci sklepów ulokowanych w galeriach, który chce zachować anonimowość: Ludzie nie mają już z czego płacić czynszu. Bo w ostatnim czasie kurs euro mocno poszedł w górę, a rozliczają się z galeriami właśnie w tej walucie. Rozmowy nie przynoszą żadnych efektów, a sklepy zaczynają umierać. Dla białostockich kupców inwestycja w lokal w galerii to zwykle pierwszy interes. Jeśli ten proces nie zostanie zahamowany, doprowadzi do upadku wielu przedsiębiorstw, w Białymstoku i nie tylko. Bo w całym kraju problem jest ten sam. Jesteście zdesperowani, chcecie działać wspólnie.

 

Założyliście już jakieś stowarzyszenie?

 

– Próby zrzeszania się przebiegają powoli. Bo tak naprawdę nie mamy do kogo się zwrócić. Organizacje biznesowe są średnio zainteresowane naszymi kłopotami. Ani państwo, ani władze miast nie starają się nas zrozumieć. Rozmawiamy więc między sobą i próbujemy jednoczyć. Bo przychodząc do rozmów z marketem czy galerią w pojedynkę, najemca słyszy, że tylko on narzeka. Ale gdy zgromadzi się setka takich osób, znika anonimowość i nie można już zwalić winy na nieudolność jednego przedsiębiorcy. Wspominał Pan o kłopotach również z bankami.

 

Na czym one polegają?

 

– Aby działać w centrum handlowym potrzebne są gwarancje bankowe. A gdy sklep ma straty, bank odmawia kredytu. I problem narasta – brakuje pieniędzy na bieżącą działalność, a galeria domaga się odszkodowania za brak tej gwarancji czy niepłacenie w terminie. Stąd wynika nasza potrzeba zaangażowania wielu instytucji. Tymczasem wszyscy chowają głowę w piasek.

 

Co w związku z tym konkretnie robicie?

 

– Ślemy oficjalne pisma, chociaż do rozmów nie udało nam się na razie doprowadzić. Ale właśnie po to zrzeszamy się, by skuteczniej naciskać i takich nacisków szefowie galerii nie będą mogli zlekceważyć. Na razie zasłaniają się umowami i ryzykiem gospodarczym, z jakim każdy biznesmen musi się liczyć. Tylko zapominają, że zawierali te umowy w bardzo dobrej sytuacji ekonomicznej. Opracowaliście już jakiś konkretny plan? – Na razie chcemy oznakować sklepy, którym grozi bankructwo. Ale ludzie mówią, że to za mało, aby protest stał się widoczny. Niewykluczone, że dojdzie do zaostrzenia akcji.

 

Kiedy zaczęły się te kłopoty?

 

– Wyprzedaże w grudniu ubiegłego roku, kiedy ceny obniżano o 60–70 proc. nie były czymś normalnym. Przy takich przecenach nie chodziło już o przyciągnięcie klientów. To było zwykłe czyszczenie magazynów i sprzedaż towaru poniżej kosztów zakupu. I to odzwierciedla nastroje w firmach.

 

W Pana białostockim sklepie jak bardzo spadły obroty?

 

– O 50 do 70 proc. W sklepach w większych miastach nieco mniej – od 20 do 25 proc. w dół. Oczywiście w Złotych Tarasach czy Centrum Mokotów w stolicy takich spadków nie widać. Ale to wyjątki. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że spadek obrotów będzie się pogłębiać.

 

Ilu was jest w Białymstoku i do kogo tutaj chcecie się zwrócić?

 

– Myślę, że zbierze się ok. 50 osób, właścicieli butików i sklepów. Podobnie w innych miastach. A zamierzamy zainteresować naszą biedą władze miasta. Oczekujemy od nich przede wszystkim zrozumienia, że wszystkim nam przyszło zmierzyć się z kryzysem. W związku z tym trzeba natychmiast działać i ratować, co się da. Nie chodzi o to, żeby dać jednemu czy drugiemu kilkaset złotych na przetrwanie. Chcemy opracowania strategii długofalowej.

 

Zwykli ludzie widzą jednak dobrej klasy samochody przedsiębiorców, zagraniczne wycieczki, bankiety. Jak im wytłumaczycie, że akurat wam źle się dzieje? To trąci hipokryzją.

 

– Ludzie postrzegają nas z perspektywy sprzed dwóch lat, z okresu gospodarczego boomu. Ale to się zmieniło. Każdy, kto musi dokładać do interesu po kilka tysięcy miesięcznie, zaczyna od cięcia osobistych wydatków. Przecież nie zwolni jedynego sprzedawcy. Nam nie chodzi o pieniądze na nowy model Mercedesa. Kupcy nie mają z czego żyć. Grozi im utrata firmy, na którą pracowali nieraz całe życie. Ale skala problemu jest dużo większa. Miasto też przestanie funkcjonować, jeśli upadnie w nim cały handel detaliczny. A jeśli nic się nie zmieni, w mojej ocenie w ciągu kilku miesięcy może paść nawet połowa firm z branży. Jak wtedy poradzi sobie miasto z niepokojami społecznymi, falą bezrobocia.

 

I obniżenie czynszu rozwiąże ten problem?

 

– Od czegoś trzeba zacząć. Dlaczego nie od rozmowy dwóch współpracujących ze sobą podmiotów – najemcy i dzierżawcy. A czynsz – niejednokrotnie stanowi 70–80 proc. kosztów prowadzenia działalności w centrum handlowym – jest kwestią jedną z najważniejszych. Chodzi nam o zmianę mentalności i sposobu myślenia właścicieli galerii. Bo na razie stawki ustalone kilka lat temu, są wyższe w Białymstoku niż na Piątej Alei w Nowym Jorku. Ale w międzyczasie zmieniły się warunki. W kryzysowej zaś sytuacji gospodarczej nie może być tak, że jedna strona zarabia, a druga tylko ponosi koszty.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Pisma, pisma

 

Najemcy lokali z centrum Auchan przy ul. Produkcyjnej zwracają uwagę, że ich przychody spadły w wyniku niezależnych od nich okoliczności. Załamała się bowiem koniunktura gospodarcza, wzrosły koszty pracy, a po wprowadzeniu strefy Schengen zamarł handel ze Wschodem. Zmuszeni są wobec tego ograniczać zakup towarów, co doprowadzić ma do jeszcze większego spadku obrotów, zaległości czynszowych i, w rezultacie, do upadku ich firm.

„Nie jesteśmy w stanie rozwiązać wszystkich problemów samodzielnie, wobec czego uważamy, że konieczne jest podjęcie rozmów z Państwem” - czytamy w ich piśmie skierowanym do zarządu Auchan Polska w Warszawie z 15.01.2009. Najemcy proponują spotkanie wszystkich zainteresowanych stron na terenie C.H. Auchan 10 lutego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Środki z KPO obniżą inflację - komentarz

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie