Upiorna para z nożem, pistoletem i bez sumienia

Włodzimierz Jarmolik
sxc.hu
Udostępnij:
W pierwszych latach II Rzeczypospolitej grasowała na wschodnich kresach szczególnie ponura banda złodziei i morderców.

On - Stanisław Zboiński, szewc z Warszawy i dezerter z wojska, ona - Janina z domu Szykowicz, prostytutka i kochanka wileńskiego złodzieja. Krwawa droga ich zbrodniczych uczynków wiodła także przez Białystok.

W 1921 r. Zboiński ze swoją wspólniczką podróżowali pociągiem relacji Brześć - Grodno. Czynili to często, wyszukując wśród podróżnych potencjalnych ofiar do ograbienia. Tym razem ich wybór padł na młodą kobietę, która wyrwała się właśnie z Rosji bolszewickiej i z ochotą opowiadała wagonowym słuchaczom o strasznej Czeka, swoim mężu, który wywiózł z Sowdepii spory majątek, a także o planach zakupienia w Polsce niedużego domku.

Bandycka para nie mogła oczywiście przepuścić takiej okazji. Cieszącej się odzyskaną swobodą kobiecie przedstawiono możliwość kupna w pobliżu Grodna niedużego, lecz ładnego dworku. Ta na to szybko przystała. Na grodzieńskiej stacji wynajęto dorożkę, którą pojechali we trójkę za miasto. Po odprawieniu woźnicy, w niedużym lasku blisko drogi Zboiński zasztyletował Bogu ducha winną repatriantkę, a jego damulka zajęła się natychmiast bagażem nieszczęsnej. Bandziorom to nie wystarczyło. Pojechali do Brześcia pod znany już sobie adres, zapytali o Teodora Wasilewskiego z Rosji, i Janina Szykowicz, przebrana na tę okazję za sanitariuszkę, poinformowała o żonie Marii, która miała ciężki wypadek i leży teraz w białostockim szpitalu.

Na tę wiadomość spanikowany Teodor Wasilewski spakował natychmiast do torby wszystkie swoje złote 10-rublówki oraz biżuterię i razem z bandycką parką ruszył na ratunek żonie. Będąc już na miejscu, droga przybyłych poprowadziła przez Zwierzyniec, szczególnie niebezpieczny dla samotnych i zapóźnionych przechodniów. Tutaj Zboiński zastrzelił z rewolweru Teodora Wasilewskiego i zabrał jego majątek, i sprawa po bandycku została załatwiona.

W 1923 r. za morderczym duetem rozpoczęła się istna nagonka. Zaangażowane były w nią siły policyjne Wilna, Grodna, Brześcia, Białegostoku, a nawet Warszawy. Zboiński i Szykowicz postanowili się rozdzielić i osobno przeczekać zagrożenie. Szybko jednak wpadli. On w Kownie, przy próbie sprzedaży kradzionego konia, ona w Wilnie podczas roboty kieszonkowej.

Dochodzenie, a później proces w sprawie pary zwyrodniałych zbrodniarzy trwał blisko dwa lata. W 1925 r. prasa ogólnopolska codziennie niemal donosiła o coraz to nowych, wykrytych grabieżach i morderstwach popełnionych przez Stanisława Zboińskiego i Janinę Szykowicz. Tych ostatnich uzbierało się ponad 50. Był to niewątpliwie ponury rekord w historii polskiej kryminalistyki.

Podczas śledztwa prowadzonego na terenie całego kraju okazało się, że młodzi dwudziestoparoletni mordercy działali nie tylko na kresach. Przyciągnęła ich też zamożniejsza, jak na ubogie, powojenne czasy, Wielkopolska. Tutaj podawali się za parę, która powróciła z Ameryki i pragnie osiedlić się w kraju swoich rodziców. Szykowicz zdobywała od gadatliwych, małomiasteczkowych kumoszek wiadomości o zamożnym gospodarzu, pragnącym spieniężyć swoje domostwo, a po jego odwiedzinach i zwykle noclegu w gościnnym domu, Zboiński bez skrupułów mordował i grabił ofiarę. Po drodze dostawało się też woźnicom, którzy podwozili zamożnie wyglądających pasażerów. W jakimś lasku na uboczu tracili oni konia, wóz i przede wszystkim życie.

Kolejne rozprawy pary Zboiński - Szykowicz toczyły się w różnych miejscach ich krwawej działalności, także w Białymstoku. Najważniejszy proces odbywał się jednak w Wilnie. Zboiński z pełnym cynizmem przyznał się do popełnionych zbrodni, ale jako prowodyra wskazywał swoją kochankę, on miał być tylko jej powolnym narzędziem. Z kolei Szykowicz nie przyznawała się do winy. Histeryzowała i niegodzistwami obciążała partnera. Symulowała chorobę, łykała w celi gwoździe, igły i tłuczone szkło. Wszystko to jednak było na nic. Przeciągnęła wydanie skazującego wyroku tylko o kilka miesięcy.

Stanisław Zboiński został rozstrzelany 28 maja 1925 r. w Wilnie. Janinę Szykowicz powiesił kat na początku 1926 r. w więzieniu w Wołkowysku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie