MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Tajemnice Pałacu Branickich. To, co wykopali archeolodzy, może zmienić postrzeganie historii Białegostoku

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko
W czasie ubiegłorocznych wykopalisk na dziedzińcu paradnym archeolodzy wydobyli tysiące kafli, niektóre nawet z XV wieku
W czasie ubiegłorocznych wykopalisk na dziedzińcu paradnym archeolodzy wydobyli tysiące kafli, niektóre nawet z XV wieku Wojciech Wojtkielewicz
Wydobywamy historię spod ziemi – mówi dr Magdalena Muskała z UMB. – Jak pokazują wykopaliska na dziedzińcu paradnym Pałacu Branickich, drewniany dwór na murowanych fundamentach stał w tym miejscu już może i w XV wieku

Tu wciąż coś się dzieje. Pałac Branickich to przecież główna siedziba Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Tu urzędują władze uczelni, tu – w Auli Magna – odbywają się uniwersyteckie uroczystości, ale i wykłady. W pałacu funkcjonuje też uczelniane Muzeum Historii Medycyny i Farmacji, chętnie odwiedzane i przez białostoczan, i przez turystów. Podobnie jest z Ogrodami Branickich, rozciągającymi się wokół gmachu.

Archeolodzy przekopią dziedziniec paradny Pałacu Branickich. Wykopaliska obejmą 500 metrów kwadratowych. Potrwają dwa miesiące

Ale Pałac Branickich – i oczywiście dziedziniec paradny, i ogrody – to przecież przede wszystkim historia, dotycząca nie tylko rodu Branickich, ale też dużo, dużo wcześniejsza. Historycy i archeolodzy Pałacem Branickich i terenem wokół niego interesują się od lat. I co rusz odkrywają coś nowego, związanego zarówno z tym miejscem, jak i z historią całego Białegostoku. O opowieści o dawnych czasach (ale też o tym, jak te dawne czasy są odkrywane), poprosiliśmy dr Magdalenę Muskałę, kierownika Muzeum Historii Medycyny i Farmacji UMB.

A ta nie ma wątpliwości: Pałac Branickich to jeden z najczęściej odwiedzanych obiektów zabytkowych w województwie podlaskim, ale też jedna z najcenniejszych w skali Europy rezydencji barokowych, pięknie zachowanych i oczywiście pięknie zorganizowanych w XVIII wieku przez Branickich.

Jeśli już ma powstać jakiś obiekt pod dziedzińcem honorowym Pałacu Branickich, to powinna nim się zachwycić Europa, a może i świat

– Aczkolwiek trzeba przyznać, że jest to obiekt szczególny i miejsce szczególne z uwagi w ogóle na historię Białegostoku – mówi Magdalena Muskała. I wyjaśnia: - Główne osadnictwo na tym terenie zaczęło się właśnie od miejsca, w którym dziś możemy podziwiać rezydencję Branickich.

Był to teren doskonały pod względem obronnym, otoczony wokół ciekami wodnymi, a jednocześnie posiadający doskonałe podłoże. Badania gruntu ukazują bowiem suchy piasek.

– Historia pokazuje nam trzy główne rody, które tworzyły to miejsce od około połowy XV wieku. Pierwszymi właścicielami tych ziem byli Raczkowicze – potomkowie Raczko Tabutowicza. To za ich bytności w miejscu dzisiejszej rezydencji Branickich powstał prawdopodobnie pierwszy drewniany dwór. Następni są Wiesiołowscy, którzy fundują najstarszy zachowany kościół i wznoszą murowaną kamienicę, której mury do dziś wypełniają Pałac Branickich. Ostatnim rodem, który najbardziej wpłynął na organizację i wygląd zarówno samej rezydencji, jak też i na powstanie miasta Białystok byli Braniccy – snuje opowieść dr Muskała.

Braniccy rozbudowywali pałac na bazie murowanej kamienicy Wiesiołowskich. Zwłaszcza działalność Jana Klemensa Branickiego i jego żony Izabeli z Poniatowskich Branickiej sprawiła, że Białystok zaczęto określać mianem Polskiego Wersalu. Pałac oprócz funkcji reprezentacyjnych pełnił też inne, m.in. mieściła się tu Pałacowa Szkoła Położnych założona przez medyka Izabeli Branickiej – Jakuba Feliksa de Michelisa. Okres świetności pałacu skończył się wraz ze śmiercią Izabeli i podziałem Rzeczpospolitej przez zaborców. Dobra najpierw sprzedano królowi pruskiemu, a ostatecznie przeszły w ręce cara rosyjskiego. Pierwotny plan zakładał przemianę rezydencji Branickich w letnią rezydencję carów. Z uwagi na koszty odstąpiono od tego pomysłu, a w pałacu ulokowano Instytut Panien Szlacheckich. Funkcjonował on do wybuchu I wojny światowej. Jak mówi dr Muskała, z tym okresem wiążą się liczne przemiany w samej architekturze pałacu. Dokonywane były przebudowy, nadbudowy, z elewacji pałacu zdejmowano elementy rzeźbiarskie , wywożono rośliny zdobiące ogrody, a z pałacowej bramy wjazdowej znikł gryf – symbol Branickich, zaś jego miejsce zajęła blaszana chorągiewka. Ogromne zmiany zaszły też wewnątrz pałacu. Pierwsze najbardziej reprezentacyjne piętro pozbawione zostało całego wystroju w postaci tkanin, sztukaterii, obrazów, mebli. Podobna sytuacja dotknęła też inne części pałacu. Usunięto barokowe wyposażenie, aby „nie gorszyć panien szlacheckich”.

– W rzeczywistości usuwano polską kulturę i dziedzictwo Branickich - podkreśla Magdalena Muskała.

Wojska niemieckie, które wkroczyły do Białegostoku w czasie I wojny światowej, zamieniły Pałac Branickich na szpital wojskowy. W dwudziestoleciu międzywojennym pałac został przekształcony w mieszkanie i urząd wojewody białostockiego, a potem, w czasie II wojny światowej, pełnił już najróżniejsze funkcje.

– Po wojnie, z uwagi na rangę, pałac zostaje wpisany na listę zabytków do natychmiastowej odbudowy i w 1945 roku już są prowadzone pierwsze prace porządkujące ten teren. Początkowo jest odbudowywany z myślą o Domu Kultury Ludowej. Natomiast już w 1948 roku zapada na szczeblu ministerialnym decyzja o powołaniu dziesiątej w kraju akademii lekarskiej i już wtedy wiadomo, że ten odbudowywany przez Stanisława Bukowskiego pałac znowuż będzie pełnić funkcje dydaktyczne, reprezentacyjne i powróci tu medycyna – opowiada Muskała.

Po dziś dzień Uniwersytet Medyczny jest właścicielem pałacu. Z miastem dzieli się tylko opieką nad terenem: uczelnia dba o dziedziniec paradny, miasto – o pałacowe ogrody.

– Doskonale ze sobą współpracujemy – podkreśla Magdalena Muskała. Opowiada o pracach remontowo-konserwatorskich, o odtwarzaniu oryginalnej kolorystyki pałacu.

A Pałac – wciąż odkrywa swoje kolejne tajemnice.

W 2018 roku zostały udostępnione turystom piwnice, które – jak okazało się przy remoncie – kryją jeszcze oryginalne XVII-wieczne tynki z czasów Wiesiołowskich (otynkowana jest tylko jedna podziemna komnata, reszta podziemnych pomieszczeń oryginalnie tynków nie miała), a na nich fragmentarycznie zachowane malunki. Kamienną posadzkę, na której stał piec z białych kafli saskich, ale też tynki z czasów Branickich, odkryto podczas remontu Auli Nobilium, czyli dawnej sypialni królewskiej zlokalizowanej tuż przy Auli Magna. – Również uniwersytecka biblioteka zajmuje pomieszczenia, w których możemy znaleźć dawne sztukaterie jeszcze z czasów Branickich albo - zakrytą w tej chwili - niszę po piecu z elementami sztukatorskimi i złoceniami.
Magdalena Muskała podkreśla: im wyżej, tym mniej jest w pałacu tych oryginalnych, historycznych elementów. Zniszczenia wojenne, niestety, zrobiły swoje. Dlatego UMB tak się stara, by oprócz prac konserwatorskich w całym pałacu, poddawać pracom badawczym również dziedziniec paradny. Tym bardziej, że właściwie jego skarby – i tajemnice – są niemal nieodkryte. To miejsce nigdy nie zostało przebadane archeologicznie, bo zwyczajnie nie było na to – na przykład podczas odbudowywania całego pałacu po wojnie – czasu. Uczelnia ma pozwolenie na prace archeologiczne na całej jego powierzchni. I intensywnie – oczywiście w miarę możliwości – je prowadzi.

- W 2019 roku zrobiliśmy tu badania georadarowe, żeby zobaczyć, co jest tak naprawdę pod tym dziedzińcem paradnym, czy warto tu kopać. Wyniki tych badań pokazały nam różne anomalie, które mogły wskazywać na relikty dawnej zabudowy. Jako że jest to miejsce właśnie tego pierwszego osadnictwa na terenie dóbr Białegostoku, to postanowiliśmy iść za ciosem i zorganizować takie badania. Zgodnie z zapisami w Statucie Uczelni o ochronie dziedzictwa kulturowego, postanowiliśmy – w ramach współpracy z Uniwersytetem w Białymstoku i Politechniką Białostocką – przeprowadzić pierwsze badania archeologiczne na dziedzińcu – mówi Muskała.

Kierownikiem badań archeologicznych był wówczas prof. Maciej Karczewski z UwB, prof. Piotr Banaszuk z PB przeprowadził badania stratygrafii nawarstwień antropogenicznych, a dr Magdalena Muskała z UMB odpowiadała za część historyczną. Każdy z naukowców pracował wtedy społecznie. Przebadano wówczas niewielki fragment dziedzińca – zaledwie 5 na 5 metrów – dokładnie to miejsce, które wskazał georadar, że mogłoby skrywać pod ziemią jakieś relikty dawnej zabudowy. – To był narożnik właśnie tego fundamentu budynku, o którym dzisiaj już wiemy, że jest związany z pierwszymi właścicielami dóbr białostockich, czyli z Raczkowiczami. Paradoksalnie badania w 2022 roku nie przyniosły odkrycia wielu artefaktów ruchomych. Owszem, było parę boratynek, parę krzemieni, fragmentów ceramiki. Ale nie znaleźliśmy wtedy nic, co świadczyłoby o okresie bytności Wiesiołowskich czy Branickich. Zastanawialiśmy się, czy może ten teren był zrównany a ziemia gdzieś wywieziona – wspomina dr Muskała.

Tamte badania zostały zakończone po dwóch miesiącach.

- I sprawiły, że nabraliśmy apetytu na sprawdzenie pozostałej części dziedzińca – uśmiecha się Magdalena Muskała.
– Doskonale ze sobą współpracujemy – podkreśla Magdalena Muskała. Opowiada o pracach remontowo-konserwatorskich, o odtwarzaniu oryginalnej kolorystyki pałacu.

Kolejny etap badań rozpoczęto więc w lipcu 2023 roku. Prace prowadzono do grudnia. Tym razem przebadano aż 900 mkw. dziedzińca. Prace powierzono Pracowni Archeologicznej THOR z Gniezna, a badaniami kierował archeolog Michał Dziób.
Kiedy zaczęto kopać, to okazało się, że pod dziedzińcem znajdują się fundamenty całego budynku, którego fragmenty odkryto wcześniej. Ma on wymiary 10,5 x 13,5 m.

– To grube na metr i głębokie na dwa metry fundamenty, na których posadowiona była konstrukcja drewniana. W tej chwili archeolog skłania się ku tezie, że mogła to być konstrukcja dwukondygnacyjna. Pokazują to też właśnie te elementy – artefakty ruchome, które znaleźliśmy w obrębie tegoż budynku – opowiada dr Muskała.

I pokazuje część kolekcji kafli, które zostały wydobyte podczas tych ostatnich prac. Część kolekcji, ponieważ całej naraz pokazać nie sposób. – Wydobyto tysiące fragmentów kafli piecowych. Po wstępnych analizach wiemy, że pochodzą z XV-XVI wieku, czyli z czasów Raczkowiczów. Pytanie tylko, czy z wczesnych, czy z późnych. Skłaniamy się ku tezie, że budynek, który został odkryty, pochodzi z czasów pierwszych Raczkowiczów – opowiada Magdalena Muskała. Jak mówi, budynek, którego fundamenty odkryto, należał do osoby wysokiej rangą.

- Świadczą o tym właśnie kafle piecowe: szkliwione, z różnymi przedstawieniami, z emblematami państwowymi – mówi.

I opowiada: - Jeden z takich najpiękniejszych, najbardziej cennych kafli pokazuje Pogoń Litewską i Orła Polskiego, które świadczą o przynależności do Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jest on jednak „wzmocniony” symbolicznymi słupami Giedymina, wskazującymi na Litwę. Raczkowicze chcieli pokazać, że są rodem wywodzącym się z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zresztą kafli z samą Pogonią też mamy sporo – mówi dr Muskała. Wymienia jeszcze inne kafle, znaczące z historycznego punktu widzenia.

To na przykład kafle z emblematami religijnymi, aniołami, napisami: „Maria”, „Christ”, „Jesus”. Są też kafle, które pokazują życie codzienne: ludzi, rycerzy na koniach, oraz kafle z motywami roślinnymi.

- Ale mamy też mnóstwo kafli o tematyce mitologicznej, ukazujących pół konie i pół gryfy, same gryfy i inne stworzenia - dodaje dr Muskała. - Te odkrycia tak bardzo cieszą, bo mówią o czasach, o których historycy wiedzą tak mało, czyli o pierwszych właścicielach Białegostoku. Do tej pory mieliśmy naprawdę znikome źródła historyczne. Wiemy tylko, że prawdopodobnie w pierwszej połowie XV wieku przybył tutaj Jakub Raczko-Tabutowicz, a potem jego synowie i wnukowie podzielili się między sobą tymi terenami, tutaj budowali siedziby i mieszkali. Natomiast historycy wciąż się spierają, czy aby na pewno z czasów właśnie tych pierwszych Raczkowiczów możemy mówić o jakiejś siedzibie dworskiej czy nie? Przeprowadzone badania archeologiczne coraz mocniej wskazują, że już w połowie XV wieku mogliśmy mieć do czynienia z drewnianą siedzibą dworską w miejscu Pałacu Branickich.

Zresztą nie tylko o Białymstoku mówią kafle znalezione pod dziedzińcem. Bo jednym z potomków Jakuba Raczki Tabutowicza był biskup łucki Wacław Raczkowicz. Niektórzy historycy wskazują, że jego dobra znajdowały się dokładnie w miejscu rezydencji Branickich.
Dr Magdalena Muskała opowiada też o kaflu z herbem Prawdzic.

- Żeby było ciekawiej, to takie same kafle z herbem Prawdzic zostały znalezione podczas badań archeologicznych w Janowie Podlaskim. Pamiętajmy, że Janów Podlaski był od pewnego momentu siedzibą biskupów łuckich. Trzecim miejscem odnalezienia takich kafli jest Tykocin, w którym badania prowadzili archeolodzy z Muzeum Podlaskiego. To są historie, które dają historykom do myślenia, które mogą też zmienić postrzeganie początków historii Białegostoku - uśmiecha się Magdalena Muskała. - Całą historię wyjmujemy spod ziemi.

Jednak podczas ostatnich prac archeologicznych odkryto nie tylko ten najstarszy budynek. Każda kolejna warstwa odkopywanej ziemi odsłaniała kolejne historie. Odkryto na przykład relikty rur drewnianych z metalowymi obejmami, którymi w czasach Branickich doprowadzano wodę do rezydencji.

Odkryto także klepisko, na którym palono wapno służące do zapraw murarskich. Być może pochodzi ono z czasów Wiesiołowskich, kiedy wznoszono murowaną kamienicę.

Ale podczas prac wykopaliskowych odkryto jeszcze dużo więcej. To tzw. dziury śmietnikowe, które powstały prawdopodobnie przy odbudowie pałacu po wojnie. To po prostu zasypane gruzy, ale wśród nich - historyczne skarby. Na przykład kolejne tysiące fragmentów kafli, tym razem z epoki nowożytnej, z czasów Branickich: najczęściej białe, ze złoceniami, o których informacje są już w inwentarzu Branickiego. To kafle z głównego pałacu, ale też z prawego skrzydła, gdzie Izabela Branicka przenosiła się po śmierci Branickiego na zimę. Wcześniej mieli tu swoje apartamenty między innymi medycy Branickich i inni dostojnicy, którzy byli na dworze.

- Mamy też kafle z malunkami przedstawiające prawdopodobnie sceny z polowań. Prawdopodobnie, bo musimy jeszcze poczekać na złożenie kafli z fragmentów - dodaje dr Muskała.

Ale są też artefakty związane z Instytutem Panien Szlacheckich - kawałki pudełka po czekoladkach, czy fiolki po lekach z czasów niemieckiego szpitala polowego. Znaleziono też trochę ceramiki wczesnośredniowiecznej i późnośredniowiecznej oraz nowożytnej.

- I ciągle mamy niedosyt. Bo nie wiemy, czego możemy się spodziewać na kolejnym fragmencie dziedzińca - mówi Magdalena Muskała.

Przyznaje, że z niecierpliwością czeka na kolejne wykopaliska na dziedzińcu. Kiedy jednak one będą - nie wiadomo. Oczywiście przeszkodą są finanse. Ostatnie prace w całości sfinansował UMB.

- Teraz mamy nadzieję, że uda nam się znaleźć finansowanie zewnętrzne - przyznaje dr Muskała.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Euro 2024: STUDIO-EURO ODC-3 PRZED MECZEM POLSKA - AUSTRIA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny