Sztuka marnowania szans

Wojciech Drażba
Udostępnij:
Początek był wyśmienity. W 1993 roku na I Suwalskie Targi Przygranicza przyjechało około stu wystawców, w następnych czterech latach ich liczba zwiększyła się do grubo ponad trzystu. O Suwałkach mówiło się "drugi Poznań", gdyż we wschodniej Polsce były największym targowym miastem. Sny o potędze skończyły się szybko. W tym roku, z powodu znikomego zainteresowania przedsiębiorców, nie dojdzie do jubileuszowej - 10. imprezy. Ludzie, którzy wymyślili targi w Suwałkach i rozbudzili nadzieje nie poczuwają się do winy. Wskazują palcem na innych albo mówią o "czynnikach obiektywnych".

- Jeżeli w tak długim czasie nie zbudowało się w mieście jakiejkolwiek infrastruktury, która przyciągnęłaby biznesmenów - hoteli i obiektu wystawienniczego, trudno się dziwić, że Suwałki znikają z targowej mapy - ocenia Cezary Cieślukowski, wojewoda suwalski w latach 1992-97, jeden z inicjatorów imprezy.
Pierwsze Suwalskie Targi, na zlecenie Urzędu Wojewódzkiego, przygotowała Polska Agencja Reklamowa. Zarobiła 150 mln starych złotych. Miejscowi pożałowali pieniędzy. Chcieli powołać spółkę "Targi Suwalskie" z udziałem wojewody, Agencji Rozwoju Regionalnego Ares, Polsko-Litewskiej Izby Gospodarczej i suwalskich firm. Na pomyśle się skończyło. Za organizowanie kolejnych targów wzięła się Polsko-Litewska Izba, którą przytłoczyły początkowe, także finansowe sukcesy.

Suwalska jakość, poznańskie ceny

Zjeżdżającym z całej Polski, Litwy, Rosji, Białorusi, Ukrainy, a nawet Niemiec i Francji na Suwalskie Targi Przygranicza biznesmenom Suwałki przypominały Poznań tylko cenami. Stawki za metr kwadratowy stoiska były nawet wyższe niż na MTP, a obiektami targowymi były hala OSiR i największe sale sportowe w mieście. Najwięcej jednak "doili" z wystawców gastronomicy i hotelarze, którzy podwajali ceny. Za "dostawkę" i wieszak w pokoju brali jak za apartament. Przedsiębiorcy, z braku miejsc w Suwałkach, wybierali więc ośrodki wczasowe i hotele w Augustowie, podełckim "Lega Inn", a nawet hotel "Gołębiewski" w oddalonych o ponad 100 km Mikołajkach.
Przez kilka lat targi były finansowym samograjem. Wystarczyło mnożyć i dodawać. Setki firm, kilkanaście tysięcy zwiedzających.
Zachęcona PLiG zaczęła organizować Suwalskie Targi Rolno-Spożywcze i Suwalskie Targi Przedświąteczne oraz podobne imprezy w Augustowie i Giżycku. Zdaniem jednego z suwalskich przedsiębiorców, był to pierwszy błąd, który doprowadził do utraty prestiżu i likwidacji Targów Przygranicza.
Kolejnym powód to brak w Suwałkach hotelu wysokiej klasy. To, co lekko przeszkadzało przedsiębiorcom, było poważną barierą dla VIP-ów przyjeżdżających na towarzyszące targom Bałtyckie Forum Gospodarcze. Najpierw w podsuwalskim klasztorze w Wigrach, potem w Augustowie, a w końcu w "Gołębiewskim" Polsko-Litewska Izba znalazła siedzibę na dyskusje przedstawicieli ministerstw i ambasad z państw basenu Morza Bałtyckiego. Było śmiesznie - jednego dnia wystawcy jeździli do Mikołajek, drugiego VIP-y na targi.

Samo położenie

Województwo suwalskie, jako jedyne w Polsce graniczyło z trzema państwami: Rosją, Litwą i Białorusią, i to był największy atut Suwałk. W połowie lat 90. przejścia graniczne w Gołdapi, Budzisku i Ogrodnikach były jeszcze nieczynne bądź zatłoczone. Polscy biznesmeni bali się wyjeżdżać na Wschód. Z partnerami z Litwy, Rosji czy Białorusi spotykali się w Suwałkach. Stąd do Kaliningradu, Kowna i Grodna bliżej niż do Białegostoku.
Wojewódzkie władze zawarły z rządem kontrakt, w którym - obok modernizacji lotniska i uruchomienia międzynarodowego portu lotniczego, budowy trasy Via Baltica, rozbudowy istniejących i uruchomienia nowych przejść granicznych - znalazł się zapis o budowie w Suwałkach centrum targowo-wystawienniczego.
Nieduże pieniądze na projekt lotniska, ale bardzo poważną kwotę - 350 tys. ECU (dzisiaj euro) - na centrum wystawiennicze dała Unia Europejska z programu PHARE-Struder. W kosztach budowy obliczonego na 6 tys. m kw. obiektu (na terenie byłej jednostki wojskowej przy ul. Pułaskiego) miała partycypować Polsko-Litewska Izba oraz - głównie - samorząd Suwałk. Zarząd Miasta uznał jednak, że Suwałk na to nie stać.
- Rezygnacja z kilkunastu miliardów starych złotych była nierozsądnym posunięciem - uważa Mariusz Salamon, wówczas dyrektor Polsko-Litewskiej Izby Gospodarczej. - Nie czas jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Sam obiekt może niczego by nie załatwił.
Podobnie uważa prezydent Suwałk Grzegorz Wołągiewicz.
- Miasto miało i ma pilniejsze potrzeby. Kiedyś nie stać nas było na dofinansowanie budowy centrum targowego. Dzisiaj - przy takim bezrobociu - nie możemy ponosić kosztów organizacji targów. Impreza była dobrą promocją miasta, ale czy efekty byłyby adekwatne do nakładów.
Kolejną próbę uczynienia z Suwałk miasta targowego miała podjąć spółka Eurocentrum Biznesu i Promocji. W 1995 roku zaangażował się w nią skarb państwa, PLiG, warszawskie Konsorcjum Inwestycyjne, Giełda Śląska, PLiG, regionalne agencje i fundacje, Konwencja Pracodawców - Polski Klub Biznesu. Przedstawicielka konwencji Danuta Piontek dowodziła, że Suwałki staną się centrum wymiany handlowej między państwami Morza Bałtyckiego, a Ameryką, Indiami i Chinami. - Jak cały świat, i my musimy nauczyć się handlu ze Wschodem, ogromnym rynkiem zbytu - przekonywała.
Z planów wyszły nici. Eurocentrum Biznesu i Promocji najpierw zostało spółką córką PLiG, a potem padło.

Przekraczanie Rubikonu

OPINIA

- O Suwałkach mówiło się "drugi Poznań", gdyż we wschodniej Polsce były największym targowym miastem. W tym roku, z powodu znikomego zainteresowania przedsiębiorców, nie dojdzie do jubileuszowej, X imprezy. Jeżeli w tak długim czasie nie zbudowało się w mieście jakiejkolwiek infrastruktury, która przyciągnęłaby biznesmenów - hoteli i obiektu wystawienniczego, trudno się dziwić, że Suwałki znikają z targowej mapy.
Cezary Cieślukowski, jeden z inicjatorów imprezy, wojewoda suwalski w latach 1992-97.

Według Mariusza Salamona, który był "mózgiem" izby, a dziś prowadzi firmę consultingową, suwalskie targi przestały mieć sens odkąd polscy przedsiębiorcy nie boją się wyjeżdżać na Wschód. - Suwałki, niestety, nie leżą w Rosji - konkretyzuje Salamon, którego pomysłem było też wyprowadzenie Bałtyckiego Forum Gospodarczego do Mikołajek. - Gdyby tej klasy hotel stał nad Wigrami, ministrowie, dyplomaci i biznesmeni nie odwróciliby się od Suwałk.
Podobno Tadeusz Gołębiewski nim pomyślał o Mikołajkach, chciał budować hotel w otulinie Wigierskiego Parku Narodowego, ale nie dostał zgody suwalskich władz. Podobne, a nawet większe aspiracje ma Amerykanin Samuel Avny, który z augustowskiego hotelu "Delfin" chce uczynić centrum kongresowe.
- Doskonale rozumiem, że są to inicjatywy prywatne. Władze Suwałk nie zrobiły jednak nic, by przyciągnąć do miasta takiego inwestora - mówi Salamon.
W tym roku PLIG organizuje 10. Bałtyckie Forum Gospodarcze i niby-targową imprezę w Mikołajkach.
- Nie możemy dopłacać do suwalskich targów. W ubiegłym roku litewskie firmy uczestniczyły w nich za darmo, a polskim dawaliśmy ulgi. Powiedzieliśmy "stop". Sala w "Gołębiewskim" jest dużo większa od suwalskiej hali OSiR - tłumaczy Marek Starczewski, wicedyrektor Polsko-Litewskiej Izby.

UOKiK i Inspekcja Handlowa będą monitorować ceny w sklepach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie