Szkoła jak fabryka. Wypuszcza na rynek produkty

    Szkoła jak fabryka. Wypuszcza na rynek produkty

    sxc.hu

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Po kolejnym dzwonku uczniowie przechodzą do kolejnego pomieszczenia, gdzie znowu będą robić to czego się od nich wymaga i nie jest ważne, czy im się

    Po kolejnym dzwonku uczniowie przechodzą do kolejnego pomieszczenia, gdzie znowu będą robić to czego się od nich wymaga i nie jest ważne, czy im się to podoba, czy nie. ©sxc.hu

    Coraz częściej okazuje się, że najbardziej potrzebni są ludzie, którzy myślą twórczo i krytycznie, mają własne pomysły i są w stanie je realizować. Ale szkoły nie zmieniły się. Te fabryki nadal wypuszczają na rynek znormalizowane "produkty".
    Po kolejnym dzwonku uczniowie przechodzą do kolejnego pomieszczenia, gdzie znowu będą robić to czego się od nich wymaga i nie jest ważne, czy im się

    Po kolejnym dzwonku uczniowie przechodzą do kolejnego pomieszczenia, gdzie znowu będą robić to czego się od nich wymaga i nie jest ważne, czy im się to podoba, czy nie. ©sxc.hu

    Pamiętacie Państwo, czego uczono was w szkole? Czy pamiętacie te liczne daty z historii, wzory z fizyki, nazwy krain geograficznych, budowę komórki, sposób obliczania delty w funkcji kwadratowej? Nie? Oczywiście, że nie.

    Naturalną koleją rzeczy jest to, że zapominamy niepotrzebne nam informacje. Jeżeli ktoś zostanie historykiem, to będzie mniej więcej wiedział, kiedy były wojny punickie. Będzie wiedział dokładnie, jeśli będzie specjalistą od historii starożytnej.

    Podobnie jest z większością wiedzy, której zapamiętania wymagali od nas nauczyciele. Zapomnieliśmy większość treści uczonych w szkołach. Zapamiętaliśmy to, z czego dzisiaj korzystamy. Inżynier więc posługuje się matematyką i fizyką do obliczeń związanych z jego pracą, a lekarz wie jak działa układ pokarmowy. No tak, ale ilu z nas zostało inżynierami, lekarzami czy historykami?

    Dzień jak w fabryce

    To może oznaczać, że spędziliśmy (a kolejne roczniki młodych ludzi robią to nadal) mozolnie ucząc się treści, które nie okazały się nam do niczego potrzebne. Więc po co te tysiące godzin w ławkach, prace domowe, strach przed klasówkami, zakuwanie po nocach? To już nie ma ciekawszych i użyteczniejszych pomysłów sprzyjających rozwojowi młodych ludzi?

    Możliwe jednak, że nie o rozwój tu chodzi.

    Przyjrzyjmy się funkcjonowaniu szkoły. O określonej godzinie po sygnale dzwonka młodzi ludzie (których łączy jedynie to, że urodzili się w tym samym roku, a różnią się zdolnościami, zainteresowaniami, przekonaniami, itd.) w grupach po około 30 osób zaczynają się gromadzić w salach standardowej wielkości, siadają w standardowych ławkach ustawionych frontem do tablicy. Ustawienie ławek utrudnia im rozmowy między sobą.

    Za wykonanie poleceń zgodnie z oczekiwaniem nauczyciela czeka ich nagroda (np. 5), za nie spełnianie wymagań zostaną ukarani. Młodzi ludzie nie mają wpływu na to, co robią i jak to robią. Mają zapamiętać informacje, nauczyć się procedur podanych przez nauczyciela i zapisanych na tablicy.

    Po kolejnym dzwonku przechodzą do kolejnego pomieszczenia, gdzie znowu będą robić to czego się od nich wymaga i nie jest ważne, czy im się to podoba, czy nie. I tak przez nawet 8 godzin dziennie. Potem mogą wrócić do domu. Następnego dnia znowu spotkają się. Ma to trwać od 6. do 18. roku życia.

    Co jakiś czas młodzi ludzie wypełniają testy, które mają sprawdzić, w jakim stopniu opanowali to, co ministerstwo od nich wymaga.

    Brakuje kreatywności

    Coś to przypomina Państwu? Tak wygląda praca wielu z nas, praca w fabryce, biurze, sklepie itd. Bo może w takiej szkole chodzi nie o wiedzę i umiejętności? Może głównym celem szkoły, do jakiej chodzą miliony dzieci jest nauczenie ich dyscypliny, pracowitości, punktualności, posłuszeństwa?

    Systemy powszechnej edukacji powstały w XIX wieku - wieku "pary i elektryczności", wieku przemysłowej produkcji. Szkoły działały także zgodnie z modelem taśmy produkcyjnej. Na początku taśmy pojawiał się znormalizowany "surowiec" - dzieci w tym samym wieku. Potem ten "surowiec" przesuwał się między kolejnymi stanowiskami (np. język polski, biologia, wf., itd.), na których "robotnicy" (nauczyciele) wyposażeni w znormalizowane umiejętności i narzędzia "młotki, klucze, śrubokręty" (programy, podręczniki, systemy oceniania) powtarzali te same czynności w kolejnych grupach dzieci. Te czynności prowadziły do kształtowania "surowca" zgodnie z fabrycznymi standardami, które dotyczyły tego, co uczeń wie, umie, jak myśli. Ułatwiał to fakt, że "robotnik" - nauczyciel był jedynym źródłem informacji dla ucznia.

    A potem przyszedł - przynajmniej w Europie i USA - kres produkcji przemysłowej. Zmienił się świat. Zapotrzebowanie na niewiele myślących wykonawców poleceń zaczęło spadać. W XXI wieku w gospodarce sukcesy odnoszą firmy, które tworzą oryginalne produkty. Dowolna informacja jest dostępna dla każdej osoby wyposażonej w smartfon z przeglądarką Google. Coraz częściej okazuje się, że najbardziej potrzebni są ludzie, którzy myślą twórczo i krytycznie, mają własne pomysły i są w stanie je realizować, znajdują rozwiązania, a nie wykonują polecenia, potrafią współpracować, dostosować się do zmieniających się okoliczności i są gotowi też je kształtować.

    Ale szkoły nie zmieniły się. Te fabryki nadal wypuszczają na rynek znormalizowane "produkty". Tylko, że tym "produktom" coraz trudniej znaleźć pracę w nowej gospodarce. Szkoły więc czas "odfabryczyć"! O tym, jak można to zacząć napiszę w kolejnym tekście.

    autorem tekstu jest Artur Brzeziński, trener rozwoju osobistego i konsultant w centrum edukacji nauczycieli


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo