Radosław Oryszczyszyn. Socjolog o protestach w sprawie ACTA i dostępie do internetu

Maryla Pawlak-Żalikowska
Przepaść widzę, przepaść. Widać ją wyraźnie po protestach w sprawie ACTA między światem mediów tradycyjnych a tych nowych, społecznościowych, które potrafią realizować swoje dążenia przez nikogo niekierowane – mówi Radosław Oryszczyszyn.
Przepaść widzę, przepaść. Widać ją wyraźnie po protestach w sprawie ACTA między światem mediów tradycyjnych a tych nowych, społecznościowych, które potrafią realizować swoje dążenia przez nikogo niekierowane – mówi Radosław Oryszczyszyn. Wojciech Wojtkielewicz
Udostępnij:
Paradoksalnie internet o wiele bardziej potrzebny jest osobom starszym niż młodym. Bo są mniej mobilne, bardziej uczulone na swoje wydatki, a dzięki internetowi mogą się np. łatwiej komunikować i dokonywać tańszych zakupów - mówi Radosław Oryszczyszyn.

Kurier Poranny: Czy zaskoczył Pana widok symboli Polski Walczącej użyty podczas protestów w sprawie ACTA?

Radosław Oryszczyszyn, socjolog z Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku: - Zaskoczyła mnie przede wszystkim skala tego protestu - liczba osób i zgromadzenie przedstawicieli tylu środowisk. Od narodowych, niepodległościowych, przez wolnościowców i lewicę po ludzi niemających poglądów politycznych. I moim zdaniem mówienie, że protest nie był polityczny nie jest do końca prawdziwy. Wiele osób znalazło się na nim nie dlatego, że obawiają się problemów związanych z dostępem do internetu i walką z piractwem czy wolnością w necie, tylko w proteście przeciwko rządowi.

Co nam mówi o społeczeństwie fakt, że zapisy ACTA wyprowadziły ludzi na ulicę?

- Bardzo wiele dobrego. Bo powód protestu był w gruncie rzeczy błahy. Rzecz dotyczy po pierwsze nie ustawy a umowy międzynarodowej, do niczego nie obliguje, musi jeszcze przejść długi proces legislacyjny, żeby mieć moc prawną. A jednak fakt, że ktoś może nas inwigilować, patrzeć nam na ręce, gdy serfujemy w necie lub klikamy myszką jest dla nas większym problemem niż to, o czym często mówią politycy: bezrobocie, niskie płace, itd.

I choć to pewnie kontrowersyjna opinia, taka sytuacja świadczy, że jesteśmy bogatym społeczeństwem. Wyczulonym już nie tylko na sprawy związane bezpośrednio z przetrwaniem, tylko z takimi wartościami jak np. wolność słowa. Choćby protest kierowców przeciwko wysokim cenom paliw zgromadził o wiele mniej osób.

Mnie z kolei bardzo uderzyło przewartościowanie polegające na tym, że w przeszłość chyba odchodzi rozpalanie emocji społecznych np. przez akta IPN na rzecz zapisów ACTA mających regulować zupełnie nową rzeczywistość. To chyba sygnał zmiany, o której niby było wiadomo, że zaszła, ale dopiero ten protest pokazał, jak jest głęboka.

- Fakt. Jest nawet taki krążący w internecie żart - zdjęcie Lecha Wałęsy, który mówi, że jego ACTA nie obchodzi, bo on swoje już spalił.

Rzeczywiście, w tym proteście uaktywniła się wielka grupa osób, które do tej pory były w ukryciu, w sensie działalności w sferze publicznej. O których mówiono nawet, że interesuje ich tylko picie piwa i gołe baby w internecie. A okazało się, że jeśli jakaś sprawa ich bezpośrednio dotyczy, to są gotowi wyjść na ulicę.

To z jednej strony pokazuje politykom, jak istotna jest to grupa, a z drugiej strony - że nie da się rozwijać demokracji za pomocą wyłącznie tradycyjnych środków i mediów takich jak telewizja, radio i prasa. Dziś ludzie mogą się organizować i kreować różne rzeczy w sposób całkowicie zdecentralizowany. Bez kontroli wielkiego kapitału czy rządu.

Oczywiście te protesty miały organizatorów, ale w gruncie rzeczy były rozproszone. Nie było jednego przywódcy czy partii, która to organizowała. Janusz Palikot, który parę dni temu chciał się przyłączyć do protestu, został wygwizdany i wyśmiany.

Ludzie chyba poczuli, że ktoś próbuje się pod nich politycznie podczepić. A czy nie wydaje się Panu, że te wydarzenia pokazały, że tetryczeje nam władza. I nie chodzi tu o wiek, bo akurat nienajmłodszy minister Boni okazał się bardzo otwarty na zmianę formy komunikacji z ludźmi. Chodzi mi raczej o mentalność: utratę kontaktu z tym co nowe i zmienne.

- Widać, że politycy uświadamiają sobie rolę internetu i mediów społecznościowych w tworzeniu ich wizerunku i komunikowaniu się ze społeczeństwem. Ale bardzo niewielu rozumie istotę rzeczy. Popatrzmy choćby na ostatnie wybory: politycy rzeczywiście bardzo mocno działali w internecie, ale tylko na miesiąc, dwa przed wyborami. A potem koniec. Cisza.

Tymczasem ten protest i dyskusja wokół niego pokazują, że demokracja jest procesem ciągłym, nieustannym. Że w tej nowej rzeczywistości to nie może być taki rytuał, że raz na cztery lata spinamy się na wybory, a potem wszystko mamy gdzieś. Polityk musi komunikować się z obywatelami cały czas. Bardzo niewielu w Polsce to robi.

A jest przykład Baracka Obamy, który właściwie dzięki internetowi wygrał wybory i ciągle komunikuje się osobiście z ludźmi na Twitterze. Można powiedzieć, że na każdym spotkaniu ma pod stołem swój smartfon Blackberry i pilnuje na bieżąco, co się dzieje.
U nas rok zaczął się od dwóch ewidentnych wpadek komunikacyjnych. Trafiających w dwie różne grupy społeczne. Ani nie było oczekiwanej komunikacji w sprawie nowelizacji ustawy refundacyjnej, ani nie było adekwatnej do oczekiwań komunikacji w sprawie ACTA.

- Cały proces podpisywania umowy ACTA odbywał się w dużym stopniu z pogwałceniem zasady, że władza musi konsultować decyzje z obywatelami. A ona poprzestała na standardowym ogłoszeniu tych zmian na stronach urzędowych.

Ale konsultacja została "odhaczona".

- Tak, tu jest duży problem. Bo możliwość zrzeszania się ludzi wokół mniejszych czy większych spraw w internecie powoduje, że coś się wymyka władzy z rąk. I ten spośród przedstawicieli elit politycznych, który zorientuje się, że to jest siła, ten pierwszy w tym procesie wygra.

ACTA dotyczy mechanizmów, które mają być wprowadzone w wielu krajach. Dlaczego to w Polsce te protesty przebiegały tak ostro jak chyba nigdzie?

- Moim zdaniem to się wiąże z polską tradycją nieposłuszeństwa wobec władzy, wiecowania i sarmackiego buntu. Polski Twitter też jest kompletnie inny od każdego na świecie. Nasz przypomina sarmacki zjazd, gdzie ludzie nieustannie dyskutują o polityce. A wszędzie na świecie Twitter to forum wymiany linków i informacji. Nawet, gdy dyskusja dotyczy polityki. Polski internet ze swojej tradycji jest też bardziej prawicowy niż lewicowy, choćby Salon 24. Na świecie - odwrotnie: pierwsi zawłaszczyli go lewicowcy.

Czy nasze społeczeństwo rozpadło się na cyfrowe i to analogowe, albo jak mówią niektórzy - z lamusa. Czy starsi muszą przepraszam, ale wymrzeć, żeby poziom zaangażowania cyfrowego był równy?

- Rzeczywiście, według najnowszych danych w Polsce wśród osób po 60 roku życia tylko 10 procent korzysta z internetu. To nie jest dobre.

Sam zaangażowany jestem w akcję Polska Cyfrowa Równych Szans, której głównym zadaniem jest włączenie osób dorosłych w świat internetu. Bo paradoksalnie internet o wiele bardziej potrzebny jest osobom starszym niż młodym. Bo są mniej mobilne, bardziej uczulone na swoje wydatki, a dzięki internetowi mogą się np. łatwiej komunikować i dokonywać tańszych zakupów.

Protest w sprawie ACTA pokazał jeszcze takie ciekawe zjawisko, że ludzie, którzy pamiętają czasy PRL i przecież wiedzą, co to jest brak możliwości kontaktu ze światem, nie rozumieją na czym polega problem wynikający z próby dobrania się do wolności słowa w internecie. Że można się obawiać i buntować przeciwko inwigilacji bez wyroku sądowego, prowadzonej tylko dlatego, że będzie się wysyłało pliki.

Eee, nie oszukujmy się - nasze dane są już wszędzie, gdzie tylko mogą i nie mogą być. Sami je rozsyłamy. Nasze daty urodzenia są zakodowane w naszych peselach, a te są choćby w Krajowym Rejestrze Sądowym, do którego dostęp ma każdy. Może nie ma już o co walczyć.

- Fakt, że natura ludzka jest przewrotna, bo na każdym kroku dobrowolnie oddajemy dane, żeby nas znajomi zidentyfikowali na portalach społecznościowych. Ale protestujemy, gdy serwisy zwiększają zakres pobieranych informacji.

Dowiedzieliśmy się czegoś więcej o sobie po tych protestach?

- Poza tym, o czym już mówiłem, te wydarzenia pokazały mi też przepaść między światem mediów tradycyjnych a tych nowych, społecznościowych, które potrafią realizować swoje dążenia przez nikogo niekierowane. Czekam, czy uda się połączyć te dwie grupy społeczne czy też będą się one dalej rozdzielać.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
availed
Tak pożartujmy sobie. Wpierw z Żydów, później Murzynów. Tak, miejmy poczucie humoru... Ten Ory...coś tam i jego teksty zaczynają być coraz to dobitniejszą ikoną "ynteligencyji" miejscowej. a
A
Agent Orange
A dlaczego pan Oryszczyszyn mówiąc o ACTA już nie naśmiewa się z Żydów,pisząc jak na facebooku:
"Międzynarodowe porozumienia własnie wchodzą w Żydzie.
Strzyżydzie się."

Jeśli tak zachowują się nauczyciele akademiccy, to nie powinno dziwić, że co i rusz gdzieś na budynku pojawiają się swastyki itd. Takie jest moje zdanie. Wstyd!

Spokojnie, Mossad przeprowadził już rozmowę zapoznawczo-ostrzegawczą z panem Oszczyryszynem...
g
grzegorz
Jeżus Chytrus! Ale masz poczucie humoru @onet Toż Oryszczyszyn to znany białostocki antysemitysta i nasista!
g
grzegorz
A dlaczego pan Oryszczyszyn mówiąc o ACTA już nie naśmiewa się z Żydów,pisząc jak na facebooku:
"Międzynarodowe porozumienia własnie wchodzą w Żydzie.
Strzyżydzie się."

Jeśli tak zachowują się nauczyciele akademiccy, to nie powinno dziwić, że co i rusz gdzieś na budynku pojawiają się swastyki itd. Takie jest moje zdanie. Wstyd!
o
onet
A dlaczego pan Oryszczyszyn mówiąc o ACTA już nie naśmiewa się z Żydów,pisząc jak na facebooku:
"Międzynarodowe porozumienia własnie wchodzą w Żydzie.
Strzyżydzie się."

Jeśli tak zachowują się nauczyciele akademiccy, to nie powinno dziwić, że co i rusz gdzieś na budynku pojawiają się swastyki itd. Takie jest moje zdanie. Wstyd!
Dodaj ogłoszenie