Podlaskie. Prąd z wiatru popłynie w naszych gminach

Andrzej Zdanowicz [email protected]
Podlaskie. Prąd z wiatru popłynie w naszych gminach 15 turbin z farmy Orla ma docelowo produkować 37,5 MW energii, co da 100 GWh rocznie
Podlaskie. Prąd z wiatru popłynie w naszych gminach 15 turbin z farmy Orla ma docelowo produkować 37,5 MW energii, co da 100 GWh rocznie
Orla, Bielsk Podlaski, Boćki i Wyszki. W tych gminach będą działały farmy wiatrowe. Sprawdziliśmy, na jakim etapie są prace

Już w połowie października prąd powinno zacząć wytwarzać sześć wiatraków niedaleko wsi Topczykały i Spiczki w gminie Orla. Dziewięć podobnych turbin stanie między Szczytami a Krywiatyczami. Prace nad ich budową, zgodnie z planem, powinny rozpocząć się w tym roku.

Gdy obie farmy wiatrowe powstaną, z tytułu podatku od nieruchomości gmina zyska nawet 1,4 mln zł. Ale jej władze już liczą zyski. - Z opłat za zajęcie pasa drogowego pod położenie kabli do naszego budżetu już wpłynęło 300 tys. zł - mówi Piotr Selwesiuk, wójt Orli. Z punktu widzenia niezbyt zamożnej gminy, to całkiem spore pieniądze.
Wójt mówi, że korzyści jest więcej. Kable układano na drogach gruntowych, a inwestor nie tyle doprowadził je do pierwotnego stanu, co jeszcze utwardził i poszerzył. Dzięki temu drogi prowadzące na pola są lepsze niż niejedna trasa asfaltowa.

Rozmawiając z mieszkańcami okolicznych wsi, wiele słyszeliśmy o obawach dotyczących szkodliwego działania wiatraków. Ale właściwie nikt nie był do końca przekonany o ich negatywnym wpływie. - Wiele osób ma takie obawy, ale jakoś nie udało się nam skrzyknąć i zaprotestować przeciw tej inwestycji - mówi Jerzy Kazimiruk, sołtys Spiczek.

Nie tylko w gminie Orla powstają farmy wiatrowe. W podbielskim Augustowie ruszyły już prace związane z postawieniem trzech turbin o wysokości ok. 140 metrów (takiej samej jak pod Orlą). Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że są plany postawienia przynajmniej kilku turbin koło Grabowca. Ta inwestycja jest jednak na etapie negocjacji inwestora z władzami gminy. A inwestorem jest firma Eolfi.
Ta sama, która będzie budować farmę wiatrową w gminie Boćki. Tam w obrębie gminy - a dokładniej w okolicach wsi Jakubowskie i Dubno - ma stanąć  aż 20 turbin. - Jesteśmy na etapie załatwiania formalności m.in. pozwoleń na budowę - informuje Tomasz Hryniewicki, lokalny przedstawiciel firmy Eolfi.  - To musi potrwać. A od załatwienia wszystkich dokumentów zależy to, kiedy ruszy budowa.
Zapewnia, że prace na pewno ruszą w przyszłym roku. Gmina ma na tym zyskać nie tylko ok. 1,5 mln zł dochodu z tytułu podatku od nieruchomości. Jak zapewniał nas wójt, trwają negocjacje tzw. kontraktu obywatelskiego, w którym inwestor zobowiąże się na przekazywanie określonej kwoty na finansowanie inicjatyw zgłoszonych przez mieszkańców. Szczegóły tej umowy są jeszcze opracowywane.

Dłużej na wiatraki poczekają mieszkańcy gminy Wyszki.- Ciągle czekamy na decyzję środowiskową Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska - mówi Ryszard Perkowski, wójt gminy. Jest ona kluczowa dla przyszłości inwestycji. Wszystko jednak wskazuje, że decyzja będzie przychylna. - Ze względu na migracje ptaków, będziemy musieli ograniczyć liczbę wiatraków z planowanych 30 na 24 - mówi wójt.

W Wyszkach wiatraki mogą stać się elementem kapani wyborczej, bo jeden z kontrkandydatów wójta jest też przeciwnikiem budowy farm wiatrowych.
Poza tym utrudnieniem może być fakt, iż wniosek o budowę farmy wiatrowej na terenie gminy złożył też właściciel firmy, która z energią odnawialną ma niewiele wspólnego. - Ale zgodnie z procedurami, jego wniosek jest rozpatrywany razem z wnioskiem firmy Green Bear, która zamierza budować u nas wiatraki - skarży się wójt. - A to dodatkowo przedłuża procedury.
Perkowski dodał, że gdy  w najbliższym sąsiedztwie, tj. obok Orli, powstaną wiatraki, to prawdopodobnie jeszcze bardziej osłabnie sprzeciw wobec ich budowy w gminie Wyszki.
 

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wiatr

Dwie turbiny wiatrowe, zainstalowane w angielskim dystrykcie Rushcliffe, w 2013 roku wyprodukowały prąd o wartości… 121 USD, co oznacza, że pieniądze przeznaczone na ich budowę zwrócą się po 405 latach! Angielski region Eastleigh wydał 50 tys. USD na turbinę, która miesięcznie produkuje prąd o wartości… 21 USD, co oznacza, że inwestycja zwróci się za 190 lat. Jedna z turbin wiatrowych wybudowanych w Walii generuje prąd o wartości… 6 euro miesięcznie – w efekcie wydatki na jej wybudowanie i utrzymanie zwrócą się po… 452 latach.

Z kolei w angielskim regionie Derbyshire, gdzie wydano na wiatrak 147 tys. USD, od września 2011 roku nie wyprodukował on żadnej energii. Mimo to obecnie brytyjski rząd marnuje na dotacje do energii odnawialnej, której cena jest co najmniej dwukrotnie wyższa od energii produkowanej tradycyjnie, 2 mld GBP rocznie. Właściciele elektrowni wiatrowych w Wielkiej Brytanii otrzymują rocznie 1,2 mld GBP dopłat.

Co ciekawe, „Times” już w 2010 roku informował, że rozwijająca się w Unii Europejskiej wyłącznie dzięki dotacjom energetyka wiatrowa jest infiltrowana przez organizacje przestępcze, z których część powiązana jest z włoską mafią. Odnawialne źródła energii są całkowicie zależne od dotacji, a tym samym jest to też pole do korupcji i prania brudnych pieniędzy. Przypadki korupcji i malwersacji dotyczących dotacji unijnych związanych z energetyką wiatrową wykryto m.in. na Wyspach Kanaryjskich i na Korsyce.

w
wiatr

ENERGIA Z WIATRAKÓW JEST BARDZO DROGA

W Polsce do jej wytwarzania dopłaca budżet państwa (z naszych podatków!). Więcej wiatraków to droższy prąd, za który zapłacimy wszyscy. Cały czas muszą pracować elektrownie konwencjonalne, bo energia z wiatru jest niepewna i niestabilna, a zakłady energetyczne nie mogą dopuścić do przerwy w dopływie prądu elektrycznego. Widać więc, że wiatraki nie ograniczają emisji dwutlenku węgla!

w
wiatr

Po kilku miesiącach eksploatacji mikroturbiny wiatrowej w miejscowości Karlino (woj. zachodniopomorskie), łatwo wyliczyć, że inwestycja zwróci się po… ponad 900 latach!

„17 stycznia [2014 roku] zwróciłem się z pytaniem do burmistrza Karlina na temat mikroturbin, które już zostały zainstalowane na terenie gminy Karlino. Pytania dotyczyły między innymi kosztu tych inwestycji i jakie ilości energii mamy z tych turbin. W odpowiedzi burmistrza na zadane pytania czytamy: koszt inwestycji mikroturbiny postawionej przy szkole w Karlinie to 516.162,67 zł, dofinansowanie 410.797,61 zł, ilość wytworzonej energii od 18 listopada 2013 roku do 28 stycznia 2014 roku – 370 kWh, czyli około 5 kWh dziennie”

– pisze do „Najwyższego Czasu!” wzburzony Bogdan Piłkowski, radny Karlina. Oznacza to, że przyjmując średni koszt 1 kWh na 0,3 zł, turbiny wyprodukowały prąd o wartości 111 zł, a wkład własny gminy zwróci się po około… 190 latach. Biorąc po uwagę koszt całej inwestycji – zwróci się ona po… ponad 900 latach! I to w sytuacji, gdyby nie było innych kosztów, jak bieżące utrzymanie wiatraków czy podatki.

Są to inwestycje bardzo dochodowe dla inwestorów wyłącznie dlatego, że dostają od podatników wysokie dotacje. Na pytanie „Najwyższego Czasu!”, skierowane do firmy Polish Energy Partners SA z Warszawy (głównym udziałowcem jest Kulczyk Investment SA), która zajmuje się budową farm wiatrowych, czy bez dofinansowania też realizowałaby te same inwestycje w energię wiatrową, spółka nie raczyła odpowiedzieć. Jednak odpowiedź jest oczywista. Poza ewentualnie hobbystami nikt nie postawiłby w Polsce żadnej farmy wiatrowej.

Dla inwestycji w wiatr nie ma znaczenia zdrowy rachunek ekonomiczny – jak w całej gospodarce rodem z PRL. Gdyby nie dotacje, nikt nie postawiłby złamanego wiatraka. A politycy z urzędasami skonstruowali taki system, że za wszystko i tak zapłaci podatnik. – Każda energia odnawialna jest energią dofinansowywaną, gdyż sama nigdy się nie bilansuje. Ale paradoksalnie Polska, jeden z najbiedniejszych krajów UE, przyjęła najdroższe zielone certyfikaty.

G
Gość39

To co piszesz to budzi spore kontrowersje, a jakieś poparcie tych rewelacji? Piszesz o najnowszych badaniach ? gdzie można zapoznac się z tymi badaniami? Nie zebym sie czepiał nie jestem jakims specjalnym zwolennikiem wiatrakow, ale chce wiedziec wiecej. 

C
Czup

 
Jedynie  niemiaszki zarobią na nas. 

w
wiatr

Według najnowszych badań, wytwarzane przez wiatraki, niesłyszalne dla człowieka infradźwięki, hałas oraz efekt migotania wywołują tzw. „syndrom turbiny wiatrowej”. Choroba rozwija się stopniowo, a jej skutki są nieodwracalne. Tylko niektóre z jej objawów to: deformacje płodów i nadumieralność niemowląt, rozdrażnienie, osłabienie pamięci i koncentracji, silne bóle głowy, depresja, nerwice, zaburzenia równowagi, osłabeinie układu odpornościowego, choroby serca, zwiększenie ataków padaczki, zakłócenia pracy rozruszników serca. Najnowsze wyniki badań potwierdzają negatywne oddziaływanie wiatraków na zdrowie ludzi w odległości do 8 km. Niestety, lobby wiatrakowe walczy o to, by w Polsce nie było obowiązującej strefy ochronnej, mimo że w innych krajach istnieją takie uregulowania, a w polskim sejmie złożony został projekt ustawy wprowadzającej 3 km strefę ochronną.

NA WIATRAKACH ZARABIA TYLKO INWESTOR

Wszyscy pozostali tracą na tym biznesie wiele – zdrowie, prawo do dysponowania swoją własnością i do zarabiania. Wbrew temu co powszechnie się słyszy, dochód dla gminy z podatku od wiatraków jest niewielki. Zgodnie z prawem budowlanym wiatrak jest budowlą techniczną i podatek gminie należy się tylko od fundamentu i masztu. Gmina traci subwencje państwowe. Farmy wiatrowe nie tworzą miejsc pracy. Do obsługi kilkunastu wiatraków potrzeba tylko jednego człowieka!

efekt "migającego cienia" powoduje rozedrganie światła poprzez ciągłe miganie cienia z łopat wirników. Uciążliwość tego zjawiska potwierdza mieszkanka Dobkowa Agnieszka Podwórna, która jakiś czas mieszkała na terenie Niemiec w niedalekiej odległości (600m) od trochę mniejszej farmy wiatraków.
Zjawisko to jest na tyle uciążliwe, że w Europie Zachodniej konieczne było wprowadzenie uregulowań prawnych. W Niemczech wiatrak może migać cieniem max. przez 1h/dobę. Gdy czas migania jest dłuższy następuje zatrzymanie turbiny. Kto w Polsce zagwarantuje nam takie prawo i egzekwowanie tego prawa??

W Bawarii w Niemczech farmy wiatrowe mogą stać nie bliżej niż 2000m od wiosek.
W Danii (znanej z wielkiej ilości wiatraków) turbiny mogą stać nie bliżej niż 1000m od zabudowań.
We Francji podobnie jak w Danii.

Dodaj ogłoszenie