Największe Firmy Podlasia. Ryszard Petru - polska gospodarka miała trochę szczęścia.

Piotr Walczak [email protected]
Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich
Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich
Rok 2012 będzie rokiem przetrwania. I w tym czasie dobrze by było, gdyby rządzący wprowadzali zapowiadane reformy, które stworzyłyby podwaliny pod szybszy wzrost gospodarczy – tak uważa Ryszard Petru.

Jak Pan ocenia, jaki był w polskiej gospodarce ten mijający rok? Z każdej strony padało słowo kryzys...

Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich:Paradoksalnie – dla Polski dobry i całkiem udany. Tak więc słowo kryzys dotyczyło raczej przyszłości, a nie stanu obecnego. Owszem, mamy głęboki kryzys, spowolnienie gospodarcze, a nawet recesję, ale w strefie euro. W Polsce skutki zawirowań w strefie euro najbardziej były odczuwalne w kursie złotego.
Natomiast jeśli chodzi o realną gospodarkę, tak naprawdę jeszcze nie odczuwamy tego kryzysu. Na przykład ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego, dotyczące sprzedaży detalicznej, która w listopadzie wzrosła o 12,6 procenta rok do roku, wskazują, że konsumpcja wciąż szybko rośnie. Bezrobocie utrzymuje się na niezmienionym poziomie, jest nawet poniżej średniej unijnej (według metodologii unijnej).
Kończymy rok ze wzrostem gospodarczym powyżej czterech procent, co jest bardzo dobrym wynikiem. Bez wątpienia taka dynamika robi wrażenie w krajach europejskich. Ale z drugiej strony obawiam się, że część tych czynników, które obserwujemy, ma charakter opóźniony. W najbliższym czasie – moim zdaniem – czeka nas wyhamowanie inwestycji, produkcji, eksportu oraz zahamowanie przyrostu miejsc pracy. W najbliższych miesiącach spodziewam się spowolnienia, ale nie tąpnięcia. Gospodarka będzie się wolniej rozwijać niż dotychczas, bezrobocie być może lekko wzrośnie.

Zobacz także. Giełdy panikują. Politycy bezradni. Mamy się czego bać.

Nie ma co jednak chyba tylko słodzić naszej gospodarce. Co jej się nie udało w 2011 roku?

Mieliśmy trochę szczęścia, polską gospodarkę wsparła nawet pogoda. Proszę zauważyć, że w tym roku nie było powodzi, zima była wyjątkowo lekka, jeśli chodzi o listopad i grudzień. W związku z tym udało się podtrzymać tempo inwestycji infrastrukturalnych.
Natomiast to, co się nie udało, leży po stronie czynników politycznych. W zakresie wprowadzania reform gospodarczych to rok ten był stracony. Brakowało reform strukturalnych. Za mało było prywatyzacji. Te opóźnienia nie są bezpośrednio odczuwane przez przeciętnego Polaka, ale tego typu reformy dają efekty w przyszłości. W pewnym stopniu nasz rozwój bazuje na rozpędzie z początków transformacji, na elastyczności polskich przedsiębiorców.
Ale to za mało niestety. Dzisiaj trzeba budować podwaliny pod przyszły wzrost. I każdy rok, w którym tego nie robimy, jest stracony.

Ten przyszły rok będzie trudniejszy. Ale czy musimy mówić o spowolnieniu?

– Spodziewam się spowolnienia. W takim wariancie wzrost wyniesie powyżej dwóch procent – choć bliżej trzech niż dwóch. Bazował będzie na konsumpcji prywatnej i eksporcie netto. Czyli na dwóch czynnikach, które tworzą miejsca pracy. Inwestycje zaś pewnie nie będą przyrastały.
Będzie to więc rok przetrwania. I w tym czasie dobrze by było, gdyby rządzący wprowadzali zapowiadane reformy, które stworzyłyby podwaliny pod szybszy wzrost gospodarczy w oparciu o polską przedsiębiorczość. Nam są potrzebne wewnętrzne, dodatkowe moce wytwórcze – zwłaszcza inwestycyjne – które mogą się objawić wyłącznie przez wzrost aktywności zawodowej Polaków, łatwiejszy dostęp do biznesu, większą konkurencję.
Jeśli chodzi o Europę, zbliżający się rok będzie trudniejszy. Spodziewam się albo stagnacji, albo niewielkiej recesji. Mam nadzieję, że nie dojdzie do rozpadu strefy euro. Na jakiś przełom jednak nie ma co liczyć, bo wychodzenie Europy z kryzysu potrwa latami.

Zobacz także. Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku - nie mamy drugiej fazy kryzysu

Ten 2012 rok będzie powtórką z 2009, drugą falą kryzysu?

– Nie, nie. Skala kryzysu w Europie jest mniejsza na szczęście niż po upadku Lehman Brothers. Z drugiej strony nie mamy jednak takich czynników neutralizujących, jakie zadziałały wtedy. W 2009 roku mieliśmy mocny efekt w postaci przyrostu inwestycji publicznych.
Teraz tak nie będzie, bo największy przyrost inwestycji ma miejsce w 2011 roku. Nie będzie efektu przyrostu konsumpcji z tytułu obniżenia składki rentowej i podatku PIT. Wręcz odwrotnie. Teraz mamy podwyżkę składki rentowej. I na koniec nasza sytuacja fiskalna jest gorsza niż wtedy.
Co prawda gospodarka polska jest bardziej zbilansowana, nie będzie spadku na przykład cen nieruchomości, ale problem polega na tym, że mamy dużo większy dług do PKB. W każdej chwili przy głębszym załamaniu on eksploduje nawet do 65 czy nawet 70 procent. Wtedy Polsce zagroziłaby niewypłacalność.

Czy w takim razie, nie bacząc już na kolory, będziemy jakąkolwiek wyspą na tle Europy?

– Będziemy nadal zieloną wyspą. Pewnie będziemy wspomagać się tym określeniem, żeby to ładnie wyglądało. Ale to nie jest coś, na czym możemy budować długoterminową przyszłość.

Czym więc powinniśmy ją budować?

Jak najszybszym wprowadzaniem reform zawartych w expose premiera Donalda Tuska i dodatkowych, jak przyspieszenie prywatyzacji, zmian związanych z ochroną zdrowia i rentami inwalidzkimi. Tak, aby ten kraj miał większą niż obecnie konkurencyjność i poradził sobie w chwili, gdy spowolnienie będzie większe niż zakładano.
Ważne jest, aby ruszyć z prywatyzacją, ale wracając do starych, sprawdzonych reguł, gdzie dokonywana jest sprzedaż przedsiębiorstwa inwestorowi branżowemu, co daje też możliwość uzyskania wyższej ceny, ale przede wszystkim prawdziwego właściciela.

Prognozy z ubiegłego roku
29 grudnia 2010 r. Ryszard Petru na swoim blogu pisał:
„Najbliższe miesiące, a może nawet kwartały, to okres, w którym wciąż będą padały pytania o trwałość strefy euro. Jeśli politycy europejscy nie znajdą odpowiedzi na pytanie, jak rozwiązywać problemy krajów nie będących w stanie obsługiwać swojego zadłużenia, jak w sposób kontrolowany przeprowadzić proces wyjścia kraju ze strefy euro, tak długo rynek wciąż będzie obawiał się wariantu trwałego jej rozpadu. Nie jako procesu zaplanowanego, ale jako nieskoordynowanego przebiegu wypadków. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest naszkicowanie potencjalnej ścieżki wyjścia, choćby nawet teoretycznej, aniżeli zaklinanie, że taki wariant nigdy się nie zrealizuje. Dziś jednak wciąż mam wrażenie, że dominuje ten drugi sposób myślenia.”

Polacy smakoszami czekolady

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie