Łukasz Tumicz: Wracam!

Wojciech Konończuk
Łukasz Tumicz wkrótce wznowi treningi i liczy, że znów będzie cieszył się ze strzelanych przez siebie goli
Łukasz Tumicz wkrótce wznowi treningi i liczy, że znów będzie cieszył się ze strzelanych przez siebie goli Fot. Wojciech Oksztol
Jednym z największych pechowców w minionej rundzie był w Jadze Łukasz Tumicz. Niespełna 24-letni napastnik, zamiast walczyć na boisku z rywalami, borykał się z kontuzją, a na dodatek nikt nie potrafił powiedzieć, co mu jest. Teraz wraca do zdrowia.

Ostatni raz pojawił się na boisku 17 września w spotkaniu z Odrą Wodzisław. Teraz liczy dni, kiedy znów będzie trenować i powalczy o miejsce w składzie. - Będzie ciężko, ale jestem optymistą - mówi piłkarz.

Sezon zaczął się dla pochodzącego z Lidzbarka Warmińskiego piłkarza obiecująco. W starciu z Piastem Gliwice strzelił dwa gole, dając Jadze pierwsze w rozgrywkach zwycięstwo.

Z czasem Tumicz grał jednak coraz mniej.

- Ciągle coś mnie bolało. Najgorsze było jednak to, że nikt nie umiał zdiagnozować, co mi jest. Niby wszystko było w porządku, a przy nabieraniu powietrza działo się coś złego. Nie wiadomo, czy to uraz pachwiny, pleców, czy może brzucha - opowiada piłkarz. - Inna sprawa, że byłem zbyt ambitny, chciałem grać i zaniedbałem własne zdrowie. To nie było mądre. Kiedy ból stał się zbyt dokuczliwy i wypadłem ze składu, różne myśli zaczęły mi się tłuc po głowie. Dobrze, że ten okres mam już za sobą - dodaje.

Odstawił już kule

W końcu lekarze zdiagnozowali kontuzję. W dużym skrócie chodziło o rozejście się mięśni brzucha. Potrzebna była operacja.

- Zabieg mam za sobą. Odstawiłem już nawet kulę, a od przyszłego tygodnia powinienem móc biegać. Nawet trudno mi powiedzieć, jak się cieszę, że wkrótce wrócę do treningów. Kiedy koledzy wrócą ze zgrupowania w Turcji, będę już zdrowy - przewiduje gracz Jagi.

O miejscu nawet na ławce rezerwowych Tumicz będzie musiał jednak na razie zapomnieć. Okres przygotowawczy już się kończy i napastnik ma ogromne zaległości w porównaniu z resztą zespołu.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Będę dużo pracował sam, ale nie boję się tego. Brakuje mi już piłki i atmosfery treningów, zgrupowań. Przez te wszystkie dni tęskniłem za drużyną. Wiem, że na razie czekają mnie ćwiczenia indywidualne, ale wierzę, że krok po kroku wrócę do dawnej dyspozycji - mówi z optymizmem.

Wszyscy na tym skorzystają

Trudności dodaje też fakt, że zimą w białostockim klubie pojawiło się kilku napastników i rywalizacja w formacji ataku w porównaniu z rundą jesienną wzrosła.

- I bardzo dobrze. Nigdy nie bałem się walki o miejsce w składzie. Przecież kiedy byli u nas w poprzednim sezonie Vuk Sotirovic i Remek Sobociński, też musiałem z nimi rywalizować i nie utknąłem na ławce rezerwowych - przypomina zawodnik. - Cieszę się, że do Białegostoku wrócił Tomek Frankowski, że gole strzela młody Michał Fidziukiewicz. Wszyscy na tym skorzystamy - kończy Tumicz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie