Łazik marsjański Hyperion wygrał w USA. Białystok najlepszy

Marta Gawina [email protected] tel. 85 748 95 13
Na amerykańskiej pustyni Hyperion nie miał sobie równych.
Na amerykańskiej pustyni Hyperion nie miał sobie równych.
Kosmiczni, najlepsi, bezkonkurencyjni. Tak mówi o nich cały świat. To drużyna Hyperiona z Politechniki Białostockiej, która wygrała w niedzielę zawody łazików marsjańskich w USA. W dodatku nasi studenci zdobyli najwyższy wynik w historii tych zmagań. Receptę na taki sukces jest prosta: talent, praca i odrobinę szczęścia.

Zmęczeni, ale szczęśliwi wczoraj wrócili do Polski. Zaraz po powrocie mieli spotkanie w Warszawie w ministerstwie nauki, natomiast w najbliższy poniedziałek spotkają się z białostoczanami. Nam udało się porozmawiać z drużyną Hyperiona, gdy ta przebywała jeszcze za granicą.

- Nie byłoby takiego wyniku bez zgranego zespołu. Dobra współpraca to podstawa sukcesu na tych zawodach, na drugim miejscu jest niezawodna konstrukcja. Taka jak nasz łazik Hyperion - relacjonował ze Stanów Zjednoczonych Piotr Ciura, doktorant na wydziale mechanicznym i koordynator drużyny z Politechniki Białostockiej.

Dwa lata temu z drużyną Magma2 wygrał międzynarodowe zawody marsjańskie w Stanach Zjednoczonych. W tym roku znów poleciał za Ocean, tyle że z całkiem nową drużyną, z całkiem nowym łazikiem Hyperionem. I ponownie okazało się, że najlepsi konstruktorzy są w Białymstoku. Dzięki nim w niedzielę Hyperion został odmieniony przez wszystkie przypadki. O Białymstoku i naszych studentach zrobiło się głośno na całym świecie. Mówiły o nich najważniejsze serwisy informacyjne telewizyjne, radiowe, internetowe.

- Można powiedzieć, że mamy licencję na wygrywanie - uważa prof. Andrzej Seweryn z Politechniki Białostockiej.

Załoga Hyperiona

Jest ich siedmiu, wszyscy studiują na wydziale mechanicznym PB. Oprócz Piotra Ciury, Michał Grześ - konstruktor, Robert Bałdyga - programista, Jakub Maliszewski - elektronik, Jacek Wojdyła - elektronik, Ariel Lech - mechanik oraz Łukasz Matysiewicz, który do USA nie pojechał, ale zrobił animację 3D łazika. Jest też opiekun naukowy dr inż. Kazimierz Dzierżek, prodziekan wydziału mechanicznego.
- Drużynę zacząłem budować od października ubiegłego roku - opowiadał nam Piotr Ciura. - Większość załogi to członkowie koła robotyków, do którego sam należę. Widziałem projekty chłopaków, wiedziałem co potrafią więc zaprosiłem ich do udziału w naszym projekcie marsjańskim. Reszta drużyny została dobrana z polecenia. Okazało się jednak, że potrafimy, mimo różnych charakterów, znakomicie współpracować i rozwiązywać nawet najcięższe problemy. W USA jestem po raz trzeci. Myślę, że oprócz mojego wkładu w budowę robota najbardziej pomocne były rady dotyczące warunków zawodów - podkreśla Piotr Ciura.

Marsjańskie warunki

Międzynarodowe zawody University Rover Challenge odbywają się na pustyni w stanie Utah, w pobliżu analogu bazy marsjańskiej. Najtrudniejsze są tu warunki atmosferyczne i ich wpływ na organizm. Wysokie temperatury niska wilgotność i wysokość - 1300 metrów nad poziomem morza. Nasza drużyna wyleciała do USA 22 maja.

- Na początku spędziliśmy kilka dni w Los Angeles. To był czas na zwalczenie jet lagu (zaburzenia skupienia i snu spowodowane zmianą stref czasowych) i zwiedzanie miasta - wspomina Piotr Ciura.
Jak się okazało najtrudniejsze było przestawienie się na amerykańskie jedzenie, często określane przez białostocki zespół jako niezjadliwe. Prawie w każdym produkcie syrop kukurydziany. Na samą pustynię młodzi konstruktorzy dotarli dwa dni przed zawodami. Chcieli wykonać ostateczne testy z łazikiem, który przyleciał do Ameryki kilka dni przed nimi. Plany testowe pokrzyżował im deszcz, który wyjątkowo zaczął padać na pustyni.

Same zawody rozpoczęły się 30 maja i trwały trzy dni. Brało w nich udział kilkanaście drużyn, m.in. z Kanady, USA. Polskę reprezentowały trzy załogi. Oprócz Białegostoku Scorpio III z Politechniki Wrocławskiej oraz SKNL Rover Team z Politechniki Rzeszowskiej.

W czasie zawodów poszczególne drużyny za pomocą własnoręcznie skonstruowanych robotów musiały m.in. rozpoznać teren, poszukać śladów życia w próbkach gleby oraz dostarczyć pakiet medyczny rannemu astronaucie. Poczynania naszego zespołu można było śledzić na żywo na profilu społecznościowym. "Jesteśmy po pierwszym zadaniu i wszystko poszło dobrze. Znaleźliśmy życie na Marsie" - pisali studenci 30 maja.

Kolejne wpisy były jeszcze bardziej optymistyczne. Dawały nadzieję na bardzo dobry wynik. "Zadanie terenowe zrobiliśmy w 12 minut - sędziowie byli w szoku. Wszystko sprawnie i precyzyjnie, jesteśmy bardzo zadowoleni".

To zdziwienie sędziów doskonale opisywał nam dr inż. Kazimierz Dzierżek, który razem z całą drużyną był w USA. - Na rozstawienie się mieliśmy 15 minut - my byliśmy gotowi zawsze poniżej 5 minut. Na wykonanie danej konkurencji było 45 - 60 minut, nam zajmowało to od 12 do 30 minut. Sędziowie byli pod wrażeniem - informuje prodziekan wydziału mechanicznego.

Udawało się, bo każdy z członków białostockiej załogi wiedział co ma robić. - Nikogo nie trzeba było poganiać. Drużyna była bardzo skupiona - zapewnia dr inż. Dzierżek.

Robot na sześciu kołach

W niedzielę tuż po godz. 4 rano czasu polskiego pojawiła się najważniejsza notatka na Facebooku. Zwycięstwo!!! Mieliśmy znaczącą przewagę nad konkurencją - wpisali studenci.

Radość była tym większa, że białostoczanie otrzymali 493 punkty na 500 możliwych. To najlepszy wynik w historii zawodów. Drugie miejsce zajęła drużyna z Wrocławia.

- Na tych zawodach nie można być pewnym zwycięstwa. Jak się okazało, Wrocław nie pozostawał w tyle i gdybyśmy nie zdobyli punktów w jakiejś konkurencji skutkowałoby to niższym miejscem - przypomina Piotr Ciura.

Przepustką do sukcesu był Hyperion. Mobilny i niezawodny. Praca nad tym łazikiem trwała kilka miesięcy. Miniaturka łazika została wykonana w grudniu. Wtedy też zaczęły się prace nad układem sterowania i komunikacją. Robot fizycznie był gotowy 14 maja - przypomina dr Dzierżek.

Zewnątrz maszyna nie wygląda imponująco. Można rzec - zwykły robot. Ale to tylko pozory. Bo jego umiejętności zachwyciły cały świat. To on zdobył Marsa. - Pojazd ma sześć niezależnie napędzanych i sterowanych kół. Opony sprowadziliśmy z USA - mówi Łukasz Matysiewicz. - Nasz robot wykonany jest z aluminium. Waży niecałe 40 kg, osiąga prędkość blisko 20 kilometrów na godzinę. Potrafi chwytać, ma też specjalne wiertło do pobierania próbek.

Łazik został wyposażony w manipulator przegubowy, system GPS oraz system wizji. Jest przystosowany do poruszania się w terenie pustynnym, piaszczystym i kamienistym. Może pokonywać wyniesienia nachylone nawet pod kątem 50 stopni. I jedno jest pewne. Przez najbliższe miesiące będzie to najbardziej rozpoznawalny łazik marsjański na świecie.

Wykorzystać sukces

Zdobycie Marsa odbiło się w Białymstoku szerokim echem. Dumni byli wszyscy. Uczelnia, władze miasta, politycy, a przede wszystkim białostoczanie. Wśród tych ostatnich pojawiły się opinie, że w nie jest nam potrzebne lotnisko, tylko raczej kosmodrom. A łazik mógłby znaleźć się w herbie miasta.
- Zaledwie trzy tygodnie temu wręczyłam wspólnie z premierem Donaldem Tuskiem granty dla młodych wynalazców i badaczy w ramach programu "Generacja Przyszłości". Na światowy sukces dwóch nagrodzonych zespołów - z Politechniki Białostockiej i Politechniki Wrocławskiej - nie musieliśmy długo czekać - napisała zaraz po niedzielnym zwycięstwie minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka.

O wielkiej dumie mówi też prof. Lech Dzienis, rektor Politechniki Białostockiej.

- Ten sukces składa się z trzech elementów. Po pierwsze potrzebny jest talent, po drugie nie wolno mu przeszkadzać, a w miarę możliwości pomagać, po trzecie szczęście - tak sukces młodych białostoczan tłumaczy prof. Lech Dzienis. Nie ukrywa, że jego uczelnia chciałaby się stać specjalistą od takich łazików. Bo choć na Marsa maszyny raczej nie polecą, to powinny być wykorzystane w praktyce.

- Te pojazdy można wykorzystywać do celów bardziej przyziemnych. Postaramy się, by zainteresował się nimi przemysł. Tym bardziej, że zadbaliśmy o stronę formalną. Hyperion jest w pełni własnością Politechniki Białostockiej - podkreśla prof. Dzienis.

Młodych konstruktorów chce nagrodzić, także finansowo. Pieniężne nagrody zapowiada też prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.

- Ci studenci już promują nasze miasto. Zaraz po zwycięstwie dotarły do nas sygnały, że dzięki nim o Białymstoku głośno jest na świecie. Trzeba zrobić wszystko, by ci młodzi ludzie chcieli zostać w naszym mieście. Jeżeli tylko będą chcieli znajdą dla siebie miejsce w Białostockim Parku Naukowo-Technologicznym - mówi prezydent Truskolaski.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie