Grzegorz Stefaniak: Każdy może mieć uprzedzenie. Ale to nie powód, by kogokolwiek krzywdzić

Rozmawiała Agata Sawczenko
Polityka równego traktowania musi być wprowadzana na wszystkich szczeblach - mówi Grzegorz Stefaniak ze Stowarzyszenia 9/12.
Polityka równego traktowania musi być wprowadzana na wszystkich szczeblach - mówi Grzegorz Stefaniak ze Stowarzyszenia 9/12.
O potrzebie nauki tolerancji mówi Grzegorz Stefaniak ze Stowarzyszenia 9/12.

Różnorodność - podaj dalej! Takie warsztaty Stowarzyszenie 9/12 prowadzi w podlaskich szkołach.

To warsztaty antydyskryminacyjne. Chcemy, by ich uczestnicy zobaczyli świat oczami osoby z mniejszości, doświadczyli mechanizmów, które wtedy działają. A drugi moduł jest nastawiony na reakcje i poszukiwanie wsparcia, kiedy się stwierdza dyskryminację albo wobec siebie, albo widzi się ją w otoczeniu.

Co to znaczy, że ktoś jest w mniejszości?

To, że ktoś ze względu na swoją tożsamość należy do jakiejś grupy, która jest mniejszościowa pod względem na przykład koloru skóry, narodowości, wyznania bądź braku wyznania, orientacji seksualnej lub stopnia sprawności.

Młodzi ludzie chcą na ten temat dyskutować?

Często mają potrzebę wyrażenia - nie zawsze w parlamentarny sposób, ale zwykle emocjonalnie - jakiejś swojej niechęci. Wtedy my dajemy sygnał, że nie dyskutujemy z tak wyrażanymi poglądami. I staramy się oddzielić pogląd od faktu. Bo pogląd każdy może mieć. Uprzedzenie - każdy może mieć. Możemy się bać, mamy prawo do negatywnych emocji. Ale te emocje nie powinny być przesłanką do czyjejś gorszej sytuacji prawnej czy społecznej.

Z tego, co pan mówi, wynika że chyba nie wszyscy uczniowie czują potrzebę wzięcia udziału w takich warsztatach.

To prawda. Ale też nie wszyscy czują potrzebę uczenia się geografii czy matematyki.

Ale to nie jest takie trochę przymuszanie ich do tolerancji?

Nie. To, z jakim ktoś wyjdzie nastawieniem po warsztacie, to jest w jego gestii. Na warsztacie antydyskryminacyjnym nikt ludzi nie uczy, jak trzeba się zachowywać albo jak być dobrym dla innych. Kładziemy nacisk na konsekwencje gorszego traktowania innych. Gdy mam świadomość konsekwencji, to mogę podjąć decyzję: czy chcę żeby komuś było przeze mnie gorzej, czy nie. Więc nie jest to przymuszanie do tolerancji. Każdy może sobie zdecydować, co po tym warsztacie będzie robił i jak się będzie w konkretnych sytuacjach zachowywał. To jest dostarczanie pewnej perspektywy.

No nie wierzę, że edukujecie tylko po to, żeby ktoś miał świadomość konsekwencji. Jakąś wizję świata macie?

Takim strategicznym celem jest wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej do systemu edukacji formalnej - żeby była w nim obecna na stałe.

A szkoły są tolerancyjne? Ostatnio jedną z białostockich podstawówek odwiedził hierarcha kościelny. Na apelu wszyscy się razem modlili...

To jest częsty przykład sytuacji, kiedy ze względu na to, że religia katolicka jest w Polsce wyznaniem dominującym, ma największy procent wyznawców, ale też jest bardzo silnie umocowana politycznie, to wychodzi się z założenia, że wszyscy tę religię wyznają. Zaprasza się osoby duchowne i przeprowadza się na poziomie całej szkoły uroczystości o charakterze religijnym, w ogóle tracąc z pola widzenia osoby, które są albo niewierzące, albo wyznają inną religię, albo po prostu nie mają potrzeby uczestniczenia w publicznych wydarzeniach o charakterze religijnym. Niestety, szkoły też są przestrzenią dyskryminacji. Trudno oczekiwać, że wszystkie będą idealne - ale u tych, które zgłaszają się na warsztaty, widać wolę zmiany. A to jest bardzo ważne, żeby się starać, by przynajmniej szkoły były wolne od stereotypów, uprzedzeń, dyskryminacji.

Patrząc na to, co ostatnio dzieje się w Polsce - mam wrażenie, że to syzyfowa praca. Bo przykłady z góry nie płyną. Pełnomocnik ds. równego traktowania źle wypowiada się o czarnoskórych i mniejszościach seksualnych. Na ostatnim Kongresie Kobiet powiedział, że w Polsce nie ma dyskryminacji kobiet. Rozwiązana została Rada ds. Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii, Nietolerancji, zabrano pieniądze Centrom Praw Kobiet. W Białymstoku był słynny marsz ONR. Ma sens wasza praca?

Ta praca zawsze ma sens na poziomie jednostek. Osoby, które wezmą w tym udział, mają szansę tą perspektywę dostać i z niej skorzystać. Ale ta praca będzie syzyfowa na takim planie ogólnym tak długo, jak nie będzie miała wsparcia w działalności władz: miejskich i centralnych. No i w tej chwili mamy taką sytuację z pełnomocnikiem rządu - jest to osoba skrajnie niekompetentna. No i dopóki władza się nie zmieni, to są małe szanse, by było lepiej. Bo nie widzę nastawienia na dialog - również z organizacjami pozarządowymi. Bo one mogą bardzo dużo chcieć, mogą wychodzić z różnymi inicjatywami, ale jeżeli polityka równego traktowania nie będzie wdrażana na wszystkich szczeblach władzy, to zawsze będzie to syzyfowa praca.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie