Doktor Sławiński narażał pacjentki na kalectwo. Sąd skazał go. On twierdzi, że niesłusznie

Alicja Zielińska
Jedna z pacjentek namówiła cztery inne i złożyły na mnie doniesienie do prokuratury. Nie mogły przeboleć, że za żywicę, którą im założyłem, musiały zapłacić 170 zł.
Jedna z pacjentek namówiła cztery inne i złożyły na mnie doniesienie do prokuratury. Nie mogły przeboleć, że za żywicę, którą im założyłem, musiały zapłacić 170 zł.
Lekarzy sąd rzadko skazuje. On dostał półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i dwuletni zakaz wykonywania zawodu. Nie ma nic gorszego dla lekarza.

Mirosław Sławiński. Absolwent białostockiej Akademii Medycznej. Specjalizacja z ortopedii urazowej. Ponad 40 lat stażu. Pracował w przychodni chirurgicznej przy ul. Radzymińskiej oraz prowadził prywatną praktykę przy ul. Ogrodowej. Ostatnio zatrudniony też w szpitalu MSWiA.

- Jestem znany w Białymstoku. Wyleczyłem tysiące ludzi - mówi o sobie. - To ja jestem poszkodowany tym oskarżeniem - powtarza rozgoryczony. - Jedna z pacjentek namówiła cztery inne i złożyły na mnie doniesienie do prokuratury. Dlaczego? Bo nie mogły przeboleć, że za żywicę, którą im założyłem, musiały zapłacić 170 zł.

Lekki, ale kosztuje

Ta żywica to opatrunek termoplastyczny usztywniający kończynę po złamaniu zamiast tradycyjnego białego gipsu. Jest znacznie wygodniejszy. Lekki, przewiewny, można się w nim kąpać. Mirosław Sławiński chwali się, że stosował go od piętnastu lat. Z doskonałym skutkiem. Pacjenci sami do niego przychodzili i prosili. Tyle że NFZ takiego gipsu nie refunduje. Trzeba samemu płacić. Ile? On brał właśnie 170 zł. Podkreśla jednak, że zawsze uprzedzał o tym pacjentów.

- Takich gipsów zrobiłem tysiące - opowiada - Jeszcze niedawno zakładałem. Jestem jedynym lekarzem w Białymstoku posiadającym certyfikat. Inni nie chcą się tym zajmować ze względu na koszty. A to nowoczesna metoda leczenia urazów, praktykowana powszechnie w Europie Zachodniej, gdzie się już odchodzi od ciężkiego białego gipsu. Z tych więc powodów, jak tłumaczy, zaoferował taki opatrunek tym pięciu paniom.

Było to pod koniec 2004 i na początku 2005 roku. Jedna miała złamaną nogę w kostce, a cztery złamaną rękę.

- Złamania były z przemieszczeniami, więc kości zostały nastawione - opowiada. - Mając żywicę w swoim gabinecie prywatnym na Ogrodowej, zaproponowałem zamianę opatrunku. Pacjentki zgodziły się. A potem mnie oskarżyły, że je bolało, że naraziłem je na kalectwo i naciągnąłem.

Niczego nie żałuję

Dr Sławiński twierdzi, że o pretensjach kobiet dowiedział się dopiero kiedy został wezwany przez prokuratora. - Dużo później, już po rehabilitacji. Jedna z pań powiedziała na procesie, że po założeniu żywicy jej ręka zaczęła gnić. Coś takiego! Gdyby doszło do zmian zapalnych, to w parę godzin ona by się zgłosiła gdzieś po pomoc. A poza tym byłyby pozostałości w postaci przykurczu palców, w nadgarstku, sztywność, jakieś blizny. Kiedy podczas rozprawy poprosiłem, by ta pani pokazała rękę, sędzia oddalił mój wniosek.

Druga twierdziła, że rozwaliłem jej gips. Tak określiła! Inna, że założyłem gips za krótki. Wszystko było źle. Nawet to, że nie mam w swoim gabinecie aparatu rentgenowskiego, więc co to za gabinet. Absurd! Takie aparaty mają nieliczne gabinety. Albo zarzut, że nie kierowałem na prześwietlenie. Kierowałem, kiedy trzeba było. Częste naświetlenia szkodzą.

Po nastawieniu kości te panie nosiły tradycyjny gips, tydzień, dziesięć dni, dwa tygodnie, i kiedy można było zmienić, to zaproponowałem żywicę. Po sześciu tygodniach przyszły i zdejmowałem gips. Nie stwierdziłem nieprawidłowości. Owszem, narzekały na ból, ale to jest normalne, po tak długim unieruchomieniu mięśnie są przecież sztywne. U młodych osób szybciej następuje powrót do zdrowia, u starszych trwa to dłużej.

Zmówiły się i oskarżyły

Wszystkie kobiety lekarz skierował na rehabilitację do przychodni na Krakowskiej. I to tam, jego zdaniem, się poznały i zmówiły przeciw niemu.

Proces toczył się cztery lata. Biegły sądowy od razu wydał opinię niekorzystną dla Mirosława Sławińskiego.

"Bezpośrednio po zdjęciu gipsu, mimo istnienia pourazowej opuchlizny kończyny, będącej przeciwskazaniem do założenia opatrunku termoplastycznego, Mirosław Sławiński założył ów lekki gips, nie zalecając wykonania zdjęcia RTG, by ocenić, czy nie nastąpiło przemieszczenie". Wszystkie opinie są podobne. Błąd terapeutyczny, brak odpowiedniej kontroli lekarskiej.

- To nieprawda. Nigdy bym tak nie zrobił. Ja się na tym znam. Żadnego przemieszczenia nie było. Poza tym można założyć żywicę od razu po urazie - odpowiada dr Sławiński.

Ma żal do sędziego. - Występowałem o dodatkowe opinie ekspertów. Sędzia oddalił mój wniosek. Oparł się na tym, co napisał biegły. I na tej podstawie sąd apelacyjny podtrzymał wyrok. A sentencja wyroku jest taka, że u wszystkich tych kobiet spowodowałem powstanie kalectwa. Nie mogę się z tym pogodzić.

Czy nie popełnił jednak błędu?

- Nie - odpowiada kategorycznie. - Działałem w dobrej wierze. Te panie przyszły po pomoc i jej udzieliłem. Leczyłem właściwie, to one z chęci zysku mnie oskarżyły. Jedna powiedziała do mnie wprost: Panie doktorze, ja do pana nic nie mam, ale jak wszystkie chcą po 20 tysięcy, to ja też.

Ból, cierpienie i skutki do dziś - mówią poszkodowane pacjentki. Pieniądze? Cóż znaczą w porównaniu z tym, co przeszły, ile wycierpiały? Nie mają pretensji, że musiały zapłacić, bo robiły to świadomie, gdyż miało być lepiej. Tak przecież radził lekarz. Ale mają żal, że jako lekarz kierował się wyłącznie chęcią zysku.
Rozmawialiśmy z trzema kobietami.

Pacjentka I

Poślizgnęłam się, upadłam. Jakoś dotarłam do domu, zadzwoniłam po koleżankę. Pomogła mi się ubrać. Pogotowie zabrało mnie do PSK. Tam zrobiono prześwietlenie, zabrano na ortopedię, następnie pod narkozą nastawiono kości. Dwóch lekarzy robiło operację. Po przebudzeniu słyszałam, jak mówili, że się pięknie złożyło. Byłam dobrej myśli.

Podczas nakładania gipsu lekarz powiedział, że zrobi rowek, na wypadek, gdyby nastąpił obrzęk. Jak będzie boleć, to mam się zgłosić do przychodni zabiegowej na Radzymińską, gdzie mi trochę ten gips rozchylą, by opuchnięcie miało ujście.
I tak rzeczywiście się stało. To było dzień przed Wigilią. A 27 grudnia, po świętach, miałam się zgłosić na kontrolę do przychodni na Radzymińskiej. Przyjął mnie lekarz Sławiński. I od razu zaczął krytykować gips, który miałam. Że twardy, ciężki, ale szpital musi oszczędzać, dlatego boli. A on stosuje zupełnie inny, lekki, w którym można się kąpać, ale trzeba zapłacić. A nakłada go w swoim gabinecie prywatnym przy ul. Ogrodowej, bo tu wiadomo, jest przychodnia państwowa, więc nie może. W porządku. Nie myślałam o pieniądzach. Proszę robić.

Skierował mnie do gabinetu zabiegowego, gdzie rozcięto mi ten biały gips. I z tym rozciętym udałam się na Ogrodową. On przyjechał i założył nowy, żywiczny. Wziął pieniądze do kieszeni, nie wydał żadnego pokwitowania. Ale w tym szoku nie zwróciłam na to uwagi. Bo ręka bolała mnie gorzej niż po złamaniu. Wzięłam tabletki przeciwbólowe i zasnęłam.

Rano zaczęłam wszystko analizować. I zaniepokoiłam się. Przecież po rozcięciu gipsu jechałam przez całe miasto, a lekarz nie sprawdził, czy nie doszło do przemieszczenia kości, nie skierował na prześwietlenie, tylko od razu założył nowy gips. A jak się coś zruszyło?

Ponieważ ból nie ustępował, następnego dnia pojechałam do przychodni na Radzymińskiej i poprosiłam o zrobienie zdjęcia. Stwierdził, że nie ma potrzeby. Ja jednak nie ustąpiłam i zdjęcie mi zrobiono. On popatrzył i orzekł, że wszystko jest w porządku, a ja jestem nadwrażliwa i jak będę tak narzekać, to założy mi szynę. Pogroził! Od bólu zapisał ketonal. I tyle. Mam się zgłosić za sześć tygodni, już na zdjęcie gipsu. Ręka jest krzywa w nadgarstku, grubsza i, co najgorsze, wciąż odczuwam ból. Bo źle się zrosła.

Pacjentka II

Gips miałam już tydzień. Złamanie w nadgarstku. Prawa ręka. Czułam się nieźle, jak to w gipsie. Poszłam na kontrolę do przychodni, a lekarz Sławiński właśnie przekonał mnie, że powinnam zmienić gips na lżejszy. Bo tak będzie lepiej i wygodniej. Więc się zgodziłam, koszt nie miał dla mnie znaczenia. Ale od razu zastanowiło mnie, dlaczego ten nowy gips, który mi założył, jest taki krótki. Lekarz w szpitalu tłumaczył mi, że ze względu na rodzaj złamania rękę trzeba usztywnić za łokieć, a ten lekarz odpowiada, że w zupełności taka długość wystarczy.

Bardzo mnie bolało. Poszłam do niego na drugi dzień. Powiedział, że tak ma być. Kiedy przyszłam drugi raz, to już zażądałam kategorycznie, by skierował na zdjęcie. Oglądając klisze, sama widziałam przemieszczenie kości. Lekarz jednak to zbagatelizował. Co się pani martwi, inni mają kości całkiem poprzekręcane. Zrośnie się.

Bagatelizował, bo musiałby zdjąć ten gips, założyć nowy, a to strata dla niego. Chodziło mu wyłącznie o zarobek. Nie liczył się z pacjentami. Przecież on mi przeciął ten gips rano, a wizytę u siebie w gabinecie wyznaczył dopiero wieczorem. Ja cały dzień chodziłam z taką ręką. I nie zlecił ponownego prześwietlenia. Ręka bolała mnie przez cały czas.

Do dzisiaj mam tę rękę szczuplejszą i niesprawną. I tak już zostanie. Sąd przyznał nam po 4 tysiące zadośćuczynienia. Ja bym dała i 40 tys., byle tylko mieć zdrową rękę.

Pacjentka III

Mnie doktor Sławiński od razu założył żywicę, kiedy trafiłam do niego do przychodni ze złamaną nogą w kostce. Oczywiście nie tu, gdzie przyjmował, ale w swoim gabinecie prywatnym. Powiedział, że taki gips jest znacznie lepszy od tradycyjnego. Zgodziłam się. Po założeniu noga bardzo mnie bolała. Kiedy mu o tym mówiłam podczas kolejnych wizyt, odpowiadał: Jest złamanie, musi boleć. Nawet po zdjęciu gipsu nie skierował na prześwietlenie kontrolne. Niemłoda pani jest, szkoda kości, tłumaczył. Zalecił moczenie w soli i skierował na rehabilitację. A ja nie mogłam kroku zrobić, stopy oprzeć o podłogę. Kiedy wreszcie zrobiono mi rentgen, okazało się, że staw jest niezrośnięty. Miałam operację w klinice. Jeździłam na wózku inwalidzkim. Groziło mi kalectwo.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Beata
Ten lekarz pracuje aktualnie w DSK i leczy dzieci. Poziom jego niekompetencji miałam okazję poznać osobiście, podczas wizyty z dzieckiem. Niestety beznadziejny lekarz tak jak beznadziejny nauczyciel zawsze znajdzie pracę.
S
Sonio
Też musialem korzystac z "porad" tego pana i wysłuchiwać jego opinii o innych lekarzach i ich pracy.Ale też trzeba powiedziać,że takich "dochtorów"
w Białymstoku jest dużo więcej.Aroganckich,spózniajacych się do pracy,nieprzestrzegających ustalonej kolejności przyjęć,traktujacych potrzebujących
pomocy ludzi jak dojne krowy,tylko szmal,szmal,jak najwiecej szmalu.Coraz więcej Białostoczan to widzi,ale boją się o tym głośno mówić.Bo przecież
niby lekarz,który dla szmalu gotów narazić potrzebujących pomocy ludzi,na ból,ciepienie i koszty,nie zawaha się z zemsty zaszkodzić tym,ktorzy odważą
się zwracać na to uwagę. Są porządni lekarze,ktorym też to się nie podoba,ale i oni wolą cicho siedzieć,bojąc się presji goniącego za pieniądzem
środowiska. Mogłaby się tą patologią zająć Izba Lekarska,ale przecież i ją tworzą te dochtory,dla ktorych liczy sie tylko szmal a chory jest tylko
obiektem do ograbienia.Są to bardzo gorzkie spostrzeżenia,ale tak jest w rzeczywistości.
Sonio.
~andrzej~
Kilka lat temu upadlem niefortunnie ze zlamalem prawa noge w stawie skokowym i lewa reke w stawie lokciowym. Po zgloszeniu sie do przychodni na Radzyminskiej przyjal mnie opisywany doktor. Slyszalem ze mozna zakladac lekki gips, wiec spytalem sie dr czy mozna takowe zalozyc powiedzial ze zaklada takie w swoim gabinecie na ul. Ogrodowej . Ale o ile pamietam to mowil ze zalozenie jednego opatrunku kosztuje 240zl. Z uwagi na 2 zlamania suma 480 zl byla na moje mozliwosci troche wygorowana. Zdecydowalem ze na Radzyminskiej zaloza mi jeden gips bialy a na drugi uraz zalozono mi szyne. Na drugi dzien udalem sie na Ogrodowa gdzie dr zalozyl mi gips termoplastyczny(wydaje mi sie ze zaplacilem 240zl jestem przekonany w 99%). Po jakims tygodniu w czsie rozmowy z kolega dowiedzialem sie ze taki gips (moze nie ten sam) ale lekki niebieski moglem zalozyc na Radzyminskiej tyle tylko ze na 1 pietrze w sklepie trzeba bylo kupic potrzebne opatrunki. Poszedlem i w rozmowie z panem ktory zaklada gipsy dowiedzialem sie ze jest taka mozliwosc. Wiec kupilem opatrunki i zalozono mi lekki gips . Za calosc zaplacilem ok.140zl. Bylem bardzo zdziwiony dlaczego dr nie poinformowal o takiej mozliwosci tylko zaproponowal swoj prywatny gabinet. Widac tu dokladnie ze dzialal z checi zysku. Pytalem sie tez osoby pracujace na Radzyminskiej dlaczego kierownictwo przychodni toleruje takie praktyki ( przeciez musieli wiedziec) ale to chyba jedna sitwa. Uwazam wyrok sadu za sprawiedliwy.
Z
Zdzisław
Dzisiaj,przypadkowo na zdjęciu rozpoznałem tego ***.Kilka lat wstecz trafiła do niego moja mama /pracowal w grudniu jeszcze na Radzymińskiej/.W poradni zalożono gips i wyznaczono termin kontroli/leczył Sławiński/.Przy kontroli namówił nas że on może za odpłatnością założyć
lekki gips,który będzie LEPSZY od założonego i zlamanie będzie LEPIEJ goić,oraz osoba ponad 80 lat będzie LEPIEJ go znosiła.W swoim gabinecie na
Ogrodowej usunął stary gips mrucząc"kto tak żle to założył" i bez prześwietlania nałożł bandaż żywicowy całkowicie bandażując całą lewą rękę i bark,
chociaż złamany był bark/szyjka kości/to całkowicie została zasłonięta cała ręka.Poszło na to 3 opatrunki żywicowe,kazał zaplacić 470 zł i do kontroli
przyjść na ul.Rzdzymińską w podanym terminie.Mama cierpiala katusze przez ten okres,nie spala nocami,ale gipsu nie zdjęła i w podanym terminie
stawila się w poradni.TEN "lekarz " tam już NIE PRACOWAŁ Miesiąc wcześniej zmienił pracę i trzeba go było szukać w Poliklinice MSWiA.Opatrunek
zdjęto na Radzymińskiej,pielęgniarka aż się wystraszyła jak zobaczyła co było pod gipsem.Opuchnięta ręka jak balon,kilkakrotnie większa,czerwona,
odparzona skóra,rany,ręka bezwładna,nie można poruszać palcami.Pytała mamę dlaczego wcześniej nie zgłosiła się do poradni a cierpiala znosząc
taki ból,odpowiedż mamy była że taki termin wyznaczył doktor.Dopiero wtedy rozpoczęło się prawdziwe leczenie a w zasadzie naprawa leczenia które
spowodował p.Sławiński.Ręka na temblaku,masaże,moczenie dloni,leczenie ran odparzeniowych,leczenie w poradni skórnej na Dojlidach,trwalo to
okolo roku.Ból,strata czasu,zdrowia i pieniędzy-ile nieprzespanych i przepłakanych nocy. I to tylko dlatego że mama i ja uwierzyliśmy w lekarza,że ma na uwadze DOBRO PACJENTA.Nieprawda miał na uwadze CHĘĆ ZYSKU bo suma 470 zł była sumą znaczną,polowa mamy emerytury,ale pan
doktor skwitował to tym "że syn musi mieć pieniądze na taki opatrunek" I rzeczywiście MUSIALEM MIEĆ I ZAPLACIŁEM co do grosza i nie otrzymalem
żadnego rachunku.*** tego od owego czasu nie widziałem,nie mogłem mu więc zreferować sposobu i skutków jego leczenia,tak samo nic nie
wiedzieliśmy o sprawie sądowej,bo na pewno bym zawiózł mamę na sprawę aby własnymi słowami opowiedziała Sądowi to co jej się przydarzyło i
jak wyglądało leczenie p.Slawińskiego.Wyrok Sądu jaki zapadł uchroni wiele innych osob przed bólem,stratą zdrowia i pieniędzy a jednocześnie ostrzeze innych lekarzy przed sposobem zdobywania pieniędzy "metodą Sławińskiego".Niech ten pan już sobie odpocznie i przestanie MATACZYĆ że
to jest zmowa pacjenów.To nie jest zmowa,ich zjednoczył BÓL I ŁZY a także bezradność wobec nieuczciwego lekarza
p
pacjent
również miałem z nim do czynienia. W 2004 zerwałem wiązadło krzyżowe przednie w kolanie, ok godz po urazie trafiłem do Pana Dr. Zrobił prześwietlenie, ale tam żadnych złamań - co logiczne, że więzadeł na rtg nie widać. Dodam, że już wtedy kolano było bardzo mocno spuchniete. Na moje słowa, że czułem jak mi kolano ze stawu wyskoczyło stwierdził
-gdyby panu kolano ze stawu wyskoczyło to bym pana słyszał ze 100m,

Kazał obserwować i smarować maścmi. Rezulat 2 noce nieprzespane, kolejny lekarz odrazu stwierdził uszkodzenie więzadła, i ściągnął krwiak.
p
pacjentka
To nie lekarz-to konował.....miałam okazję doświadczyć jego kompetencji i kultury. Wyrok powinien być bez zawieszenia-może by to coś p. ,,doktora" nauczyło.
Dodaj ogłoszenie