Bydgoszcz: Skok na kantor, zginęło 166 tys. zł. Pracownk ma nietuzinkowe alibi

Maciej Czerniak, maciej.czerniak@mediaregionalne.pl Współpraca Maciej Myga
Skok na kantor, zginęło 166 tys. zł.
Skok na kantor, zginęło 166 tys. zł. Anatol Chomicz
Tego dnia Rafał N. przyszedł jak zwykle do pracy w kantorze. I niespodziewanie po paru minutach zniknął. Z sejfu tego dnia ubyło też 166 tysięcy złotych. Uciekiniera namierzył detektyw Krzysztof Rutkowski. Policja zatrzymała go w Zakopanem. Był bez grosza. Twierdzi, że pieniędzy nie ukradł. Proces trwa już rok.

Nie wiadomo po jakim czasie Karina K. zorientowała się, że coś jest nie tak. Może po kilku godzinach, gdy próbowała się dodzwonić do narzeczonego? A może zwróciła się po pomoc dopiero wtedy, gdy zdała sobie sprawę, że ukochany zaginął. A razem z nim zniknął jej samochód?

Proces w sprawie kradzieży w bydgoskim kantorze trwa już prawie rok. A wyroku wciąż nie ma.

W poniedziałek rano, 6 września 2010 roku Rafał N. jak zwykle przyszedł do pracy. Kantor przy ulicy Gdańskiej w Bydgoszczy, w którym był zatrudniony, znajdował się w sklepie odzieżowym. Na miejscu nie było jeszcze innych pracowników, więc sam otworzył drzwi wejściowe.

Od razu udał się do sejfu. Szafa pancerna stała w innym, wydzielonym pomieszczeniu wewnątrz. Wyszedł stamtąd po niecałej minucie. Wychodząc spotkał pracownicę sklepu odzieżowego, która przyszła do pracy chwilę po nim.

Gdy zamknął za sobą drzwi, była godzina 8.54. Ten moment w toku śledztwa ustalono z dokładnością co do minuty tylko dzięki temu, że N. został nagrany przez sklepową kamerę.

Z nagrania monitoringu wynika jeszcze jeden ważny szczegół. Detal, który w efekcie może zaważyć na wyroku sądu. Otóż Rafał N. tego dnia przyszedł do pracy w marynarce.

Detektyw

Jak później ustalili śledczy, N. wsiadł do auta swojej narzeczonej Kariny K. i udał się w nieznanym kierunku.

To ona zgłosiła jego zaginięcie. Ona również poprosiła o pomoc detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Były milicjant, poseł Samoobrony, showman, a obecnie właściciel biura doradczego, długo się nie zastanawiał, tylko uruchomił swoje kontakty. Szybko udało mu się ustalić, że Rafał N. zaszył się na południu Polski. A dokładniej - w Zakopanem.

13 września uciekinier był już w rękach policji. Dzień później Rutkowski przygotował konferencję prasową, na której zaprezentował nagranie rozmowy telefonicznej z Rafałem N.

- Przez tydzień żywiłem się tylko mlekiem - wyznał do słuchawki Rafał N. Zakopiańscy policjanci zastali poszukiwanego w jednym z najtańszych tamtejszych hoteli.

Nie tylko Karinie K. zależało na odnalezieniu Rafała N. Byli tym również - a chyba przede wszystkim - zainteresowani właściciele kantoru. Marek i Małgorzata N. zgłosili policji, że 6 września z kasy zniknęło ponad 166 tys. zł.

Dochodzenie w tej sprawie podjęła Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Północ. Śledczy od razu natknęli się na rozbieżność w zeznaniach pracownika kantoru i jego przełożonych.

Podczas przesłuchań Rafał N. konsekwentnie zaprzeczał, by ukradł cokolwiek z sejfu. Powoływał się na raport o stanie kasy z 4 września - czyli dwa dni przed własnym zniknięciem. Wtedy w sejfie rzeczywiście miało się znajdować aż 168 tys. złotych. Jeśli wierzyć relacji Rafała N., rankiem 6 września zastał w kasie już o wiele mniej pieniędzy.

- W kantorze była prowadzona druga, nielegalna księgowość - N. powiedział wprost na jednym z przesłuchań.

To szefowa ma długi

Śledczy uznali, że konieczna jest konfrontacja obu stron. Nawet jednak, gdy skarżący i skarżony spotkali się oko w oko, nie doszło do przełomu w śledztwie. N. obstawał przy swojej wersji, twierdząc stanowczo, że jest niewinny. Zaś Marek N. później dodał, że księgowość w kantorze była prowadzona prawidłowo, zgodnie z prawem.

Rafał N. nie dawał za wygraną i wytoczył przeciw swoim oskarżycielom ciężkie działa. Usiłował przekonać prokuratorów, że "wtórna księgowość" (oczywiście w jego opinii) była prowadzona z powodu rzekomych długów Małgorzaty N. Ta zaprzeczyła wszystkiemu.

Jest jeszcze jeden wątek sprawy, o którym warto wspomnieć. Śledczy uznali, że w akcie oskarżenia - jako kolejną osobę poszkodowaną przez Rafała N. - należy ująć Monikę, córkę właścicieli kantoru. A to w związku z częścią zaginionych pieniędzy - w kwocie 10 tysięcy złotych.

Tymczasem w toku dochodzenia wyszło, że to właśnie Rafał N. ma długi. I to pokaźne.

Śledczy dotarli do kilkunastu jego wierzycieli. Jednemu z nich był on winien około 200 tys. zł. Rafał od początku śledztwa przyjął też taką linię obrony. Twierdził, że kilka dni przed ucieczką w góry, odwiedził go w kantorze Tomasz P., który domagał się, aby zwrócił mu pożyczone pieniądze. Po tej wizycie w kantorze Rafał N. miał wpaść na pomysł zniknięcia z oczu swoim wierzycielom.

- Uciekłem w góry, bo nie miałem z czego oddać tych pieniędzy - wyznał przesłuchującym go policjantom.

Marynarka jako alibi

I tu wraca sprawa wspomnianej już marynarki, którą Rafał N. miał na sobie 6 września. Zarzeka się, że tego dnia wziął z sejfu i upchał w kieszeniach wyłącznie swoje dokumenty - polisę ubezpieczeniową i umowę o pracę. Dlaczego?

- Wiedziałem, że już nie wrócę w to miejsce - odparł na pytanie śledczych. Przekonuje też, że nie ukradł 160 tys. zł z sejfu w kantorze, bo kamera zarejestrowałaby, jak wynosi jakąś pokaźną paczkę.

W akcie oskarżenia z 9 listopada 2010 roku pada jednak sugestia, że mógł pieniądze rozłożyć plikami w kieszeniach.

Oprócz pracy w kantorze Rafał N. prowadził własną firmę. Jak ustaliliśmy, trudnił się też pokątnym handlem walutami. A na umowach z ludźmi, którzy udzielali mu pożyczek, miał umieszczać specjalną klauzulę na wypadek swojej ewentualnej niewypłacalności. W takich sytuacjach ciężar negocjacji z wierzycielami miał spaść na barki Kariny K.

Tyle z aktu oskarżenia. Proces trwa. Na wniosek oskarżonego jawność rozpraw została wyłączona.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Opcja Społeczna

cóż zarówno ucieczka z kasą jest prawdopodobna jak i odwrotnie
zobaczył ze kasy brak i zwiał
Co można mówić o sadach jak w sprawie Grosika gdzie ludzie opłacali rachunki
firma zbankrutowała i z kasy wpłaconych realnie półtora miliona złotych
szefowie firmy z sali sadu wyszli nie winni a to do nich kasa popłynęła i ominęła firmy czekające
na opłaty prąd gaz

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3